Nowy numer 44/2020 Archiwum

Radość pośród zmęczenia

Jak to jest służyć pielgrzymom jakubowym z Agnieszką Żelwetro, koordynatorką wolontariuszy w jedynym „polskim” schronisku na Camino de Santiago, rozmawia Jędrzej Rams.

Jędrzej Rams: W zeszłym roku rozmawialiśmy o tym, że będzie Pani odpowiadała w schronisku za obsługę podczas sezonu. Jesteśmy już po sezonie. Jakie wrażenia?

Agnieszka Żelwetro: Rok 2015 był rekordowy, jeśli chodzi o liczbę przyjętych pielgrzymów w schronisku na Monte do Gozo (5023 osób), więc i rekordowa była ilość pracy dla wolontariuszy i pracowników Europejskiego Centrum Pielgrzymowania. Dlatego podjęliśmy decyzję o zwiększeniu liczby wolontariuszy w miesiącach letnich. W schronisku gościliśmy pielgrzymów z całego świata: od Austrii, Australii i Argentyny, przez Filipiny i Hongkong, aż po Łotwę, Rosję czy Wenezuelę.

My, jako część centrum, ugościliśmy 3262 osoby, w tym 1761 Polaków. Zawsze wzbudzają szacunek pielgrzymi idący z daleka, ze swojego domu, kilka tysięcy kilometrów, a w schronisku zachowujący się z pokorą, bez wymagań. Wrażenie robią rodzice idący z kilkumiesięcznym dzieckiem, niepełnosprawne osoby, niosące 50-kilogramowy krzyż, czy po prostu ludzie w zaawansowanym wieku, schorowani. Co ciekawe, te osoby nie wymagają specjalnego traktowania czy ulg. Myślimy też już o rozszerzeniu oferty pomocowej dla potrzebujących pielgrzymów np. o wsparcie duchowe, psychologiczne, psychoedukacyjne...

Jak wygląda codzienność w schronisku? Co było najtrudniejszym, największym wyzwaniem?

Schronisko jest częścią Centro Europeo de Peregrinación Juan Pablo II na Monte do Gozo i znajduje się o godzinę drogi (5 km) od Santiago. Plan dnia wolontariusza jest prosty: pobudka, wspólne śniadanie ok. 8.00– 8.30. Ok. 9.00 wyjazd na Mszę św. w języku polskim do katedry, gdzie w kaplicy pw. św. Andrzeja sprawuje ją ks. Roman Wcisło. Wolontariusze pomagają przy przygotowaniu liturgii. Do 13.00 trwa sprzątanie. Od 13.00 do 22.00 przyjmowanie pielgrzymów: tzn. powitanie, rejestracja – meldowanie (zapis w księdze, pieczątka do credencialu, objaśnianie co i gdzie się znajduje – miejsce do spania, do jedzenia, toalety i łazienki, miejsce do wypoczynku, itp.) Jest jeszcze przygotowanie do obiadu, adoracja Najświętszego Sakramentu, no i już o 22.00– czas wolny. Zdarzają się sytuacje nietypowe, np. przyjęcie pielgrzymów z osłami, końmi, na camping, liczne, kilkudziesięcioosobowe grupy, choroby pielgrzymów.

Wolontariusze dzielą się z Panią swoimi przeżyciami. Wskazują na konkretne owoce swojego poświęcenia?

Tak. Można to zestawić w taką listę: możliwość spotkania z ludźmi, tak różnymi – ciekawymi, dzielnymi, interesującymi; rozmowy; radość, radość, radość pośród zmęczenia; pielgrzymowanie „inaczej”, czyli poprzez wsłuchiwanie się w pełne emocji opowieści gości; szkolenie języka; zapoznanie się z kulturą Galicji, sztuką kulinarną (pyszne jedzenie), pokora czy odkrycie wagi miejsca świętego i świętych czy zwykłych ludzi idących.

Polacy to nadal nieduży odsetek wszystkich pątników idących do Santiago. Zastanawiała się Pani, dlaczego tak jest? Przecież jesteśmy jednym z bardziej religijnych i pielgrzymujących narodów.

W ubiegłym roku Polskę jako miejsce startu wskazało 42 pielgrzymów, co jest nie lada osiągnięciem. Pielgrzym pokonuje z Polski od 3,5 do 4 tys. km, więc niemało. Moim zdaniem, główną przyczyną jest sama odległość od Hiszpanii, która nadal może się wydawać duża. Poza tym przekonanie, że to coś niezwykłego. Brak wiedzy na temat realiów pielgrzymowania do Santiago. Wypowiedzi osób, które zniekształcają ideę, obraz camino. Może mała popularność samotnego pielgrzymowania, opinia, że jest to niemożliwe. Poza tym, ciągle w Polsce mało się mówi o idei camino. A tę drogę poznaje się poprzez spotkanie z konkretną osobą, która szła i doszła, i nam o tym opowiedziała, pokazała zdjęcia. Brak filmów, reportaży, informacji o św. Jakubie, o Santiago de Compostela. Nie wspomina się np. w kościele 25 lipca o tej idei (kiedy byłoby to adekwatne). Większość spotkań poświęconych idei pielgrzymowania do Santiago organizują ludzie w swoim gronie. Mieszkańcy miast, przez które przechodzą Drogi św. Jakuba, nie są tego świadomi.

W tym roku też potrzeba ochotników do pracy wolontaryjnej w schronisku. Kogo Pani zaprasza do zgłaszania się?

Już rozpoczęliśmy rekrutację wolontariuszy do pracy w schronisku w roku 2016. Kandydat na wolontariusza musi spełniać następujące wymagania: wyrazić chęć służenia, pomocy innym. Warunkiem zostania wolontariuszem tu, w albergue, jest przejście szlaku i posiadanie „compostelki”. Bo trzeba wiedzieć, jaka jest codzienność pielgrzymowania – zmęczenie słońcem (w Galicji często deszczem), drogą, ból pleców i stóp, czasem pragnienie i głód. Wolontariusz powinien umieć słuchać, być wrażliwy na potrzeby pielgrzymów. Bardzo pomocna jest znajomość jakiegokolwiek języka obcego (angielski, bo powszechny, hiszpański, bo najwięcej pielgrzymów jest hiszpańskojęzycznych) oraz umiejętność śpiewania i grania na instrumentach. Kandydat musi być dobrze zorganizowany w pracy. Bywa, że konieczne jest przyjęcie i zakwaterowanie nawet 300 osób dziennie! Cenimy osoby ciekawe ludzi i świata, samodzielne, zaangażowane, szanujące innych, elastyczne i odporne, silne, skoncentrowane na rozwiązaniach. Co ważne, nie mamy górnej granicy wieku. Najstarszy wolontariusz ma 78 lat. Można się ze mną kontaktować poprzez adres albergue@camino.net.pl.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama