GN 3/2021 Archiwum

Sudetczycy w partyzantce

Do Sudeckiej Obrony Terytorialnej przyjęto trzech nowych członków. To pierwsi strzelcy z diecezji legnickiej, ale nie ostatni.

Przyjęcie do SOT poprzedził pokaz umiejętności w terenie. Umundurowani i wyposażeni w repliki współczesnej broni młodzi ludzie przez dwie godziny patrolowali okolice stoku narciarskiego w Lubawce. Po drodze napotykali symulowanego przeciwnika, wymykali się z okrążenia oraz ćwiczyli postępowanie w sytuacjach zagrożenia. Pokaz prowadził dowódca drużyny, członek SOT z Lubawki.
Po ćwiczeniach Dariusz Dembiński, prezes Sudeckiej Obrony Terytorialnej, podsumował umiejętności uczestników ćwiczeń
 i ocenił ich wartość jako strzelców obrony terytorialnej.

Ocena wypadła bardzo pozytywnie. Cała trójka została przyjęta do SOT. Będą zalążkiem tworzących się w diecezji struktur Obrony Terytorialnej Kraju.
Żaden z trójki nowo przyjętych nie ukończył 20 lat. Wszyscy mają za sobą udział w innych szkoleniach, niektórzy także w innych strukturach paramilitarnych. Ani obchodzenie się z bronią, ani komendy czy umiejętność partyzanckiego zachowania się w terenie nie są im obce. Swoją przyszłość wiążą ze służbą w formacjach mundurowych. – Oczywiście, najlepiej, żeby to było Wojsko Polskie. Ale służba w Straży Granicznej też wchodzi w grę – mówi młody człowiek.
Wszyscy podkreślają, że miłość do munduru i wojska mają we krwi. – To chyba także sprawa tradycji rodzinnej i wychowania – uważają. – Mój pradziadek w AK likwidował szmalcowników. Ja chcę służyć ojczyźnie, kiedy ta będzie zagrożona – dodaje inny z chłopaków. Wszyscy mają na sobie mundury i oporządzenie taktyczne. Każdy komplet to 1200–1700 zł. Wszystko za własne pieniądze. Nie jest łatwo, mówią, ale każda pasja wymaga wyrzeczeń.
Jak wyjaśnia Dariusz Dembiński, oddziały OTK są tworzone m.in. po to, aby w razie zagrożenia wojennego współpracować z regularną armią. – To ludzie, którzy znają teren, urodzili się tu, są więc z natury i wyszkolenia doskonałymi partyzantami – mówi.
Sudecka Obrona Terytorialna to nie tylko szkolenia militarne. Młodzież jest tu szkolona w zakresie ratownictwa medycznego. Wszystko po to, aby w razie potrzeby (oby takiej nie było – mówią) zdobyte umiejętności wykorzystywać wszędzie tam, gdzie pomoc będzie potrzebna: w sytuacjach kryzysowych, kataklizmach naturalnych, stanach zagrożenia zewnętrznego. Prezes SOT dodaje, że szkolenie militarne podległych mu jednostek jest podobne do szkoleń piechoty górskiej. – Jako sudetczycy chcemy, aby nasi strzelcy przeszli profesjonale kursy wspinaczki górskiej i jazdy na nartach – mówi.
Od niedawna Sudecka Obrona Terytorialna szkoli się w swojej bazie szkoleniowej na Pogórzu Sudeckim. Do SOT mogą należeć zarówno osoby dorosłe, jak i młodzież. Dla niej są szkolenia kadetów. Pełnoletni także nie mogą narzekać na brak możliwości. – Potrzebujemy ludzi do drużyn strzeleckich, ale także do zadań kwatermistrzowskich i logistycznych. Jako polska formacja wojskowa nie możemy obejść się bez opieki duszpasterskiej. Dlatego chcemy pozyskać swojego kapelana – mówi Dembiński.
Sudecka Obrona Terytorialna to stowarzyszenie z niedługim stażem. Wcześniej wielu jej członków działało w innych organizacjach społecznych czy paramilitarnych. – Nasze hasło: „Bóg, Honor, Ojczyzna”, wywodzi się z wiekowej tradycji i do tych chlubnych tradycji chcemy nawiązywać – deklaruje prezes. SOT stawia także na wychowanie młodego pokolenia w duchu dyscypliny i tężyzny fizycznej.


« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama