Nowy numer 42/2020 Archiwum

Czysty zysk

– Ważne żeby ten, kto tu przychodzi, chciał pracować – deklaruje Zbigniew Musiał.

W województwie dolnośląskim znajdują się cztery Zakłady Aktywności Zawodowej, w tym dwa w diecezji legnickiej. Jednym z nich jest ten o wdzięcznej nazwie Rosa, który w Jeleniej Górze prowadzi Caritas Diecezji Legnickiej. 6 czerwca będzie świętował dekadę istnienia. W okresie 10 lat jego działalności w zakładzie podjęło pracę około 90 osób niepełnosprawnych. – Mówimy o osobach, które orzeczoną mają pierwszą i drugą grupę inwalidztwa. Z tym, że z tej drugiej grupy mowa o trzech przypadkach: osobach z chorobą psychiczną, autyzmem bądź z upośledzeniem– tłumaczy Zbigniew Musiał, kierownik jeleniogórskiej Rosy.

Zakłady, według ustawodawcy, mają przygotowywać osoby o znacznym upośledzeniu do wejścia na rynek pracy chronionej. I tak się dzieje. Ponad 30 byłych pracowników Rosy dzisiaj z powodzeniem pracuje w normalnych przedsiębiorstwach rynkowych. Zadaniem zakładu aktywności zawodowej jest rehabilitacja zawodowa, społeczna i lecznicza. Tutaj liczą się przede wszystkim ludzie. Chodzi o to, by pozwolić osobom niepełnosprawnym wyjść z domu, sprawdzić się w systematycznej i codziennej pracy. No, i są tutaj pewne plusy, jak chociażby wymóg codziennej rehabilitacji, którą musi zapewnić ZAZ.

Początki jednak nie były proste. Rodzice niepełnosprawnych bali się, że ci, idąc do pracy, stracą niektóre przywileje, które mieli jako niepracujący. – Też mieliśmy takie obawy. Okazało się, że niepotrzebnie. Nie straciliśmy prawa do świadczenia, a syn może zarobić kilkaset złotych, co dla nas jest sporym zastrzykiem finansowym – opowiada Barbara Poddębska, mama Bartosza. – Mój syn był praktycznie nieruchomy po narodzeniu. Dzisiaj, po wielu latach rehabilitacji, pracuje. I ja, która jestem już schorowana, często korzystam z jego sprawności. Praca pozwala mu ją zachować – mówi pani Barbara.

Adriana Załubka jeździ na wózku inwalidzkim. Do Rosy trafiła dzięki stażowi finansowanemu przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. – Najpierw był staż, a później propozycja etatu. Nikt nie patrzy tutaj na moją niepełnosprawność. Jeśli robię coś dobrze, to są, oczywiście, pochwały, a jak coś zawalę, to i bura od szefa – śmieje się Adriana. – Wyjście do pracy pozwoliło mi nabrać pewności siebie.

Wiadomo, że bardzo trudno policzyć co do złotówki wkład danego pracownika w wypracowanie przychodu. Jednak nikt nie może się obijać. Niech pracuje wolniej, utrzymuje własne tempo, ale niech pracuje. Zbigniew Musiał podkreśla, że najważniejsza jest chęć do pracy. – Świadczymy usługi pralnicze dla prawie setki kontrahentów. Kosimy trawniki, a także obsługujemy catering m.in. w sąsiadującym budynku, czyli stacji opieki Caritas, oraz w Domu w Białej Dolinie w Szklarskiej Porębie. Zawsze znajdzie się zatrudnienie na jakimś stanowisku. Ważne, żeby ten, kto tu przychodzi, chciał pracować – uważa.

Zakład nie tylko wyciąga pomocną dłoń do niepełnosprawnych, ale podlega też prawom rynku. Dlatego praca musi być wykonywana bardzo dobrze. Bo konkurencja nie śpi. – W tygodniu mamy czasami nawet kilku przedstawicieli innych firm, którzy proponują nam swoje usługi. Z Rosą współpracujemy od 7, 8 lat i jesteśmy bardzo zadowoleni z ich pracy. Bierzemy pod uwagę, że w ten sposób wspieramy jakoś działalność na rzecz niepełnosprawnych, ale musimy dbać o naszą firmę. Więc nie byłoby tej współpracy, gdyby obrusy były źle prane. Są dobrzy to i jest współpraca – podkreśla Monika Strzecha z Zajazdu Gościniec.

Obecnie w ZAZ-ie trwa rozbudowa powierzchni i wymiana parku maszyn. W dostawianym budynku mają się znaleźć mieszkania, w których osoby niepełnosprawne będą uczyć się samodzielności.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama