GN 3/2021 Archiwum

Jak Grass „Warszawiankę” zdobywał

Bardzo chciał zobaczyć u nas wszystko, co związane było z Gerhartem Hauptmannem. W Jagniątkowie omal nie musiał obejść się smakiem.

Günter Grass był u nas z czterodniową wizytą w maju 1987 r. za sprawą dwóch wybitnych wrocławskich germanistów – prof. Mariana Szyrockiego i Norberta Honszy. Obaj profesorowie dość wcześnie poznali się na jego talencie pisarskim. Zwłaszcza prof. Honsza mocno zabiegał o wizytę pisarza we Wrocławiu.

W końcu się udało. Po wykładzie na uniwersytecie, Grass udał się do Karpacza. Razem z żoną zwiedzili kościół Wang i Hutę Szkła Kryształowego w Piechowicach. Chciał jeszcze zajrzeć do Jagniątkowa, zobaczyć „Łąkowy Kamień” – dom, w którym żył i zmarł wielki niemiecki pisarz, noblista Gerhart Hauptmann. Ale nie było to takie proste. Dom Hauptmanna pełnił wówczas funkcję ośrodka wypoczynkowego dla dzieci „Warszawianka” i oficjalnie nie był przeznaczony do zwiedzania. Pisarzowi podczas tej wizyty towarzyszył młody polski adiunkt wrocławskiej germanistyki Józef Zaprucki. – Kilka minut trwało, zanim sprzątaczka wpuściła nas do środka. Nazwisko pisarza nic jej nie mówiło, bo Grass literackiego Nobla miał otrzymać dopiero 12 lat później. W końcu przekroczyliśmy mury domu Hauptmanna. Dzieci akurat nie było, w całym budynku były cisza i wzorowy porządek – wspomina J. Zaprucki, dziś nauczyciel akademicki. Kilka lat później Grass powrócił do tej historii w swojej powieści „Rozległe pole” („Ein weites Feld”). Günter Grass był stale inwigilowany przez wschodnioniemiecką tajną policję Stasi. Kiedyś pisarz wybrał się na grób Hauptmanna na bałtyckiej wyspie Hiddensee (na wyspie urodziła się żona Grassa, Ute) stale towarzyszyła mu tam Stasi. Wyszło to na jaw dopiero po latach, przy okazji publikacji obszernej książki „Günter Grass w aktach Stasi”. Pisarz w rozmowie z dziennikarzem, komentując dokumenty na siebie (nadano mu kryptonim „Bolzen” – bełt), odnosi się tam do poczynań bezpieki. Czy Stasi śledziła pisarza także podczas wizyty w Karkonoszach? Tego Józef Zaprucki nie wie, ale znając operatywność Stasi, jest to wielce prawdopodobne. Kai Schlütter, dziennikarz z Bremy i autor książki, dla której prześledził kilka tysięcy stron akt enerdowskiej służby bezpieczeństwa, wyjaśnia, że każdy krok Grassa w krajach za żelazną kurtyną był śledzony i meldowano o nim z najdrobniejszymi detalami. Nawet wtedy, gdy na wyspie Hiddensee pisarz zajął się... malowaniem starych drzew. Bo Grass – oprócz literatury – parał się malarstwem i rzeźbą. Kiedy w 2009 r. Muzeum Hauptmanna w Jeleniej Górze-Jagniątkowie przygotowywało się do wystawy grafik Grassa, jej dyrektor Julita Zaprucka udała się do Lubeki, by omówić z pisarzem charakter wystawy. Kiedy wręczyła mu folder o muzeum, Grass od razu ożywił się. – Byłem tam – rzekł, wspominając epizod, jak przed 20 laty z pewnym młodym polskim germanistą próbował dostać się do „Łąkowego Kamienia”. Ucieszył się, gdy tym germanistą okazał się Józef Zaprucki, towarzyszący żonie w wyjeździe do Lubeki. – Pisarz z wielką sympatią odnosił się do Polski i Polaków. „Możecie być wzorem dla Europy Wschodniej, bo w przeciwieństwie do krajów Zachodu, nikt wam nic nie dał. Sami osiągnęliście tak wiele”, mówił – wspomina nauczyciel. Wizyta w Lubece zakończyła się zaproszeniem państwa Zapruckich do prywatnej części domu pisarza i możliwością wyboru przez nich trzech rzeźb na wystawę. Jedna przedstawiała pisarza z żoną w pozie argentyńskiego tanga. – O tym, że Grass świetnie tańczył tango, mogłem przekonać się wiele lat temu w Karpaczu – dodaje Józef Zaprucki.

Wspomnienie

po pisarzu Günter Grass, pisarz, rzeźbiarz i rysownik, laureat literackiej Nagrody Nobla z 1999 r., urodził się 16 października 1927 r. w Gdańsku w rodzinie o korzeniach niemiecko-kaszubskich. Dzieciństwo spędził w Wolnym Mieście Gdańsku. Sławę międzynarodową przyniosła mu tzw. trylogia gdańska – powieści „Blaszany bębenek” (1959), „Kot i mysz” (1961) i „Psie lata” (1963). Kontrowersje wywołało jego wyznanie z 2006 roku, kiedy w autobiograficznej książce „Przy obieraniu cebuli” nieoczekiwanie ujawnił, że pod koniec wojny służył w hitlerowskiej formacji zbrojnej Waffen-SS. Pisarz zmarł 13 kwietnia 2015 r. w Lubece.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama