GN 3/2021 Archiwum

Ciężar karabinu

Społeczeństwo. – Proszę zwrócić uwagę: piosenki napisane podczas powstania są wesołe, a te, które napisano o nim, smutne – mówią harcerze. To dlatego ich film o bohaterstwie powstańców warszawskich nie jest pesymistyczny.

Kiedy w sieci rozniosło się, że po półtorarocznej pracy nad filmem harcerze z drużyny „Azymut 95” skończyli montować zdjęcia, wszyscy rzucili się na tego newsa. Najpierw Legnica, a potem cała Polska chciały wiedzieć, co tam „wymodzili” ci młodzi zapaleńcy, współcześni Baczyńscy i Białoszewscy. Bo to, że będzie to film o wojnie, patriotyzmie i o tym, że warto ginąć za ojczyznę, wiedziano od dawna. Ale że będzie też o przyjaźni, miłości i zwykłym strachu przed strzelaniem, wszyscy dowiedzieli się dopiero po premierze „Gotowy z nami staniesz”.

Nie tylko strzelać

Nie byłoby tego filmu, gdyby nie harcerstwo. Przyznają to zgodnie Paweł, Zuzanna, Dorota i Ola – wszyscy, którzy zebrali się w harcówce wokół kominka, żeby opowiedzieć, co znaczy dla nich współczesny patriotyzm nad Kaczawą. Tych kilka osób to tylko niewielka część filmowej ekipy, która biegała po legnickim Zakaczawiu, chyba ostatnim miejscu w Polsce, gdzie można nagrywać powstańcze sceny. Każde z nich do Poczty Harcerskiej „Azymut 95” trafiło z innego powodu. Ola – bo jej tata jest tu drużynowym. Dorota niemal wprost ze zbiórek Skautów Europy. Paweł za namową kolegi, a Zuzanna – bo było jej źle w szkole. Teraz wszystkim jest tu dobrze, bo są razem. – Cierpię, kiedy nie ma zbiórek – wyznaje najmłodsza z grupy Zuzanna. Swoje życie na stałe już chyba ulokowała wśród larów i penatów małej harcówki na granicy wielkiego osiedla. – Jak ktoś ma dobre wzorce z domu, to prędzej czy później musi trafić do harcerstwa. Jak złe, to raczej wcześniej – uważa. Dorota szukała w harcówce odpowiedzi na pytanie, jak postępować w życiu, żeby być dobrym człowiekiem. To ona pierwsza kieruje rozmowę na powstanie warszawskie i film, który o nim zrobili. – Powstanie... Dobry przykład samodzielności ludzi, dorosłości w młodym wieku – mówi z namysłem. Paweł dzięki filmowi wie, że jeśli przyjdzie taka potrzeba, trzeba oddać życie dla ojczyzny. Pewności nabrał właśnie na planie. Pozostali zwracają uwagę, że trzeba też umieć dla tego kraju pracować, a nie tylko strzelać. Zresztą dziewczęta mają uraz do broni. Wolałyby, żeby jej na planie nie było. Na fotosach z planu, tzw. werkach, widać, jak niezręcznie trzymają karabiny. Chłopaki zaś, jakby się z nimi urodzili.

Naśladowcy Kolumbów

– No, ja bym tak tego strzelania nie bagatelizował – włącza się do rozmowy podharcmistrz Jerzy Janicki, naczelnik Harcerskiej Poczty i inicjator powstania filmu. – To szkolenie, które im zrobiliśmy, było potrzebne. Prawdziwa broń i prawdziwa amunicja, odrzut, ciężar karabinu i odpowiedzialności, huk i nerwy wystrzałów – bez tego nie byłoby autentycznie, nie byłoby prawdziwych emocji – uważa Janicki. Dziewczęta uparcie powtarzają swoje: „byłoby nam lżej...”. Filmowi naśladowcy pokolenia Kolumbów, współcześni spadkobiercy Szarych Szeregów, mają w sobie coś z tamtych bohaterów. Żyją życiem tu i teraz, z pozoru powierzchownym i prawdziwie radosnym. Choć ich film był na serio. Mieli tego świadomość, gdy przychodzili zgłaszać się na plan. – Wiedzieliśmy o tamtych czasach, tamtych chłopcach i dziewczętach tyle, ile opowiedział nam druh drużynowy, i ile mogliśmy znaleźć w internecie. Ale to nam wystarczyło – twierdzą. Wiedzą o obywatelskim wychowaniu przed wojną, o etosie ojczyzny i symbolice jej mocarstwowej wielkości. O dumie bycia Polakiem i wartościach, jakie daje rodzina. Tacy ich zdaniem byli powstańcy, których grali. I jeszcze radośni, zakochani, nonszalanccy, bezkompromisowi. Zupełnie jak oni dzisiaj. Ale sami się do tego nie przyznają. – Tamci byli bardziej uduchowieni, nastawieni patriotycznie. Ja nie wiem, jak my byśmy się zachowali na ich miejscu – mówi Ola.

Mecz piłkarski Polska–Niemcy

Umieranie za ojczyznę, choćby tylko na planie, to jedno. Drugie, ważniejsze, to praca dla ojczyzny. – Dzieci. Dzieci są najważniejsze – Ola, studentka pedagogiki, przyszła nauczycielka, nie ma co do tego wątpliwości. – Trzeba umieć wychowywać je tak, żeby były dobrymi Polakami. Dlatego tak dużo zależy od nas, nauczycieli. Mówić o historii tak, żeby chciały słuchać. Bo historia nie jest nudna. Nudni są nauczyciele historii – uważa. Dorota zwraca uwagę na pewien drobiazg: tylko połowa z tych, którzy trafili do Poczty Harcerskiej, interesowała się wcześniej historią. – Coś się musi zmienić w tym zakresie. Inaczej będzie coraz gorzej – uważa. Właśnie po to, żeby nie było gorzej, powstał ich film. Paweł z kolei ma swój sposób na zmiany. Przyszły informatyk zrobi kilka gier komputerowych – oczywiście z historią w treści. Tymczasem Ola i Zuzanna pisały scenariusz do „Gotowy z nami staniesz”. Ola przyznaje, że swoją część napisała z głowy. Bo przecież ani nie o sceny batalistyczne jej chodziło (o to zadbał jej tata), ani o wierność powstańczym realiom (znowu tata). – Chciałam pokazać uczucia w powstaniu. Takie same, jakie przeżywamy dzisiaj – podkreśla. Na przykład taka scena: mali chłopcy grają w piłkę. Słychać okrzyki po polsku i niemiecku. Oparte o murek dziewczynki kibicują, też w dwóch językach. Jest zabawa, naturalne zainteresowanie sobą, śmiech, rywalizacja. Widzą to ich matki. Najpierw Niemka wyszarpuje z grupy swoje dzieci. Potem to samo robi polska matka. „Jak śmiesz zadawać się z Polakami!?”. „Nigdy więcej nie baw się z Niemcami!”. Mecz się kończy. Zuzanna z kolei napisała scenę, w której dwie harcerki niosą rozkaz. W ślad za nimi, starą fabryką, podąża niemiecki żołnierz. Napięcie i strach. Ledwie im się udaje. – To scena o tym, że młodzi bardzo chcą żyć – wyjaśnia Zuzanna. Obie scenarzystki mówią jasno: nie pisały scenariusza do filmu o zabijaniu i umieraniu. To jest film o tamtych czasach z zabijaniem w tle.

Ci sami, choć inni

Z tej czwórki najdłużej nad przyłączeniem się do filmowej ekipy zastanawiał się Paweł. – Myślałem: aktorstwo... To trudne. Nie dla mnie. Siostra mówi: idź! Poszedłem – wspomina. Zuzanna najpierw w Poczcie Harcerskiej, a teraz na planie znalazła spokój i zrozumienie, być może nawet podziw koleżanek, których tak jej brakowało w szkole. Dorota zawsze marzyła, żeby choć na chwilę stanąć przed kamerą. Ola traktuje tę filmową przygodę jako swój wkład w poprawę historycznej dydaktyki naszych szkół i przedszkoli. Nikt z nich – może z wyjątkiem Doroty, która dzięki filmowi zaczęła bardziej interesować się historią – nie mówi wzniosłych frazesów o przekazywaniu patriotycznej żagwi, o misji, jaką spełniają dla obecnych i przyszłych pokoleń. I to właśnie tak bardzo upodabnia ich do tamtych, powstaniowych Baczyńskich i Białoszewskich, którzy chcieli żyć, śmiać się i kochać.

Zamiast post scriptum

Na premierze filmu „Gotowy z nami staniesz” większość widzów stanowili gimnazjaliści. Podczas projekcji na sali była cisza jak makiem zasiał. I śmiech wtedy, kiedy trzeba. „To wyczyn – tak zaczarować gimbazę” – mówili z podziwem nauczyciele.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama