Nowy numer 3/2021 Archiwum

(Nie)pokój dojrzałych

Co roku jadą uklęknąć przed obrazem Jasnogórskiej Pani. Prosić o pomoc w maturze i egzaminach na studia. Ale jadą także dziękować za dar wiedzy i modlić się za tych, którzy nie chcieli tu przyjechać.

Na kilka dni przed wyjazdem pierwszych autokarów do Częstochowy pięcioro tegorocznych absolwentów katolickiego liceum usiadło przy jednym stole. Mówili o tym, po co chcą pielgrzymować na Jasną Górę, jak rozumieją dojrzałość i dlaczego uważają maturę za najtrudniejszy egzamin w swoim dotychczasowym życiu. Niektórzy tłumaczyli, jak zawiedli się na „katoliku” i że swojej decyzji o przyjściu tutaj nie żałują. Paradoks?

Dobrze przygotowani

Maciej Zięba, Maria Rozenbajger, Alicja Magdzińska, Marcin Grygotowicz i Konrad Zając są z jednej, maturalnej klasy. Ostatnie trzy lata kształciło, ale taż kształtowało ich Katolickie Liceum im. św. Franciszka z Asyżu. Dziś, kiedy nadszedł czas podsumowań szkolnych lat, wszystkie refleksje z tym związane chcą złożyć w cichej modlitwie przed Matką Bożą Częstochowską. – Test, który będziemy mieli za kilka tygodni, jest naprawdę bardzo ważny. Czuję, że muszę podzielić się obawą co do jego wyniku z Matką Bożą – mówi Maciej. – Jak trwoga, to do Boga! – śmieją się dziewczyny. Jednak Alicja dodaje zaraz, że w szkole otrzymali dostateczne przygotowanie do zawierzania Panu Bogu wszystkich swoich trosk. – To normalne, że kiedy czeka nas taki trudny moment w życiu, to chcemy sobie wymodlić jakieś łatwiejsze zadanie. Pan Bóg może przecież na to wpłynąć – mówi z wiarą w oczach Maciek. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że ta młodzież chce modlitwą przed jasnogórskim obrazem zrekompensować swoje niedouczenie albo braki w edukacji. Ich przygotowanie jest raczej nienaganne, jak wielu poprzednich pokoleń absolwentów franciszkańskiego „katolika”. Dumą tej szkoły jest stuprocentowa zdawalność matury kolejnych roczników opuszczających jej mury. – Jedziemy tam po to, aby naładować duchowe akumulatory, jeśli te intelektualne są już pełne – konkluduje Konrad. Dodaje, że ważne jest także to, gdzie będą się modlić. – To miejsce jest dla Polaków jedną z największych świętości. To stamtąd, z jasnogórskiej kaplicy, Matka Boża wspomagała nas w najtrudniejszych chwilach. Dla nas taką chwilą będzie teraz matura – mówi. – To prawda, że jesteśmy dobrze przygotowani do matury. Jednak zawsze jest powód, żeby podziękować za dar uczenia się tutaj i modlić się w intencji naszych rodzin. Także za maturzystów, których nie będzie z nami na Jasnej Górze – dodaje Konrad.

Egzamin „na wyrost”

Wszyscy myślą już o studiach. To kolejny powód dla pielgrzymowania na Jasną Górę. Ale na razie dla piątki maturzystów z legnickiego katolika nie ma nic ważniejszego od majowego egzaminu. – Nowa podstawa programowa to wielkie wyzwanie. Na przykład polski – niczego nie przygotowujemy. Idziemy na żywioł, wyciągamy kopertę i... No, właśnie. Kolejny powód, żeby pomodlić się o tę właściwą – Marcin wraca do tematu jasnogórskich intencji. Wszyscy zgodnie przyznają, że egzamin dojrzałości nazywa się tak trochę „na wyrost”. Przynajmniej w tych czasach. – Ja czuję się dojrzały od jakiegoś czasu – mówi Maciej. – Nie dlatego, że skończyłem 18 lat. Dojrzałość to moim zdaniem umiejętność rozdzielenia tego co dobre i co złe. Przewidywania konsekwencji swoich działań, a nie wygląd czy własny samochód – uważa. Padają kolejne definicje dojrzałości. Maria mówi o umiejętności radzenia sobie z problemami. Marcin o przyznawaniu się do błędów i próbach ich naprawy. Maciej przeniósł się do franciszkańskiego katolika półtora roku temu z publicznego ogólniaka. Tam wracał z lekcji z poczuciem niedosytu. – Przychodząc tu, miałem wielkie nadzieje. Nie zawiodłem się, choć uważam, że można było wymagać ode mnie jeszcze więcej – śmieje się. To jedyne „rozczarowanie”, jakie tu przeżył.

Można lepiej?

Każdy z piątki maturzystów zdaje sobie sprawę, że pielgrzymka to być może ostatni akord ich trzyletniej znajomości. Ostatnia okazja, aby wspólnie pomodlić się w autokarze, ale i powygłupiać na ostatniej kanapie. – Przede wszystkim to pielgrzymka, a my jesteśmy pątnikami. Ale nie sposób pominąć integracyjnego, przyjacielsko-szkolnego charakteru tego wyjazdu – zwraca uwagę Konrad. Czując na sobie ciężar przeszłych pokoleń maturzystów, którzy już wieki przed nimi modlili się w kaplicy jasnogórskiej o dobrze zdane egzaminy, legnicka piątka jest świadoma, że współczesność wymaga od nich większych poświęceń. Jakich? – Bylibyśmy bardziej godni wysłuchania naszych próśb przez Matkę Bożą, gdybyśmy poszli do Niej na piechotę – mówią. Kto wie, może zrobi tak kolejny rocznik?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama