Nowy numer 2/2021 Archiwum

Historia na 1000 elementów

Archeologia. W podziemiach znaleziono ludzkie szczątki i kilkaset średniowiecznych naczyń. Nikt nie wie, skąd tam się wzięły. Aby to wyjaśnić, w Jaworze ruszyły największe w powojennej historii badania archeologiczne.

Większą część pomieszczenia zajmują zestawione ze sobą, pokryte folią stoły. Na nich – tysiące ceramicznych odłamków. Różnych kształtów, kolorów, pochodzenia. Nad tą gigantyczną układanką pochylają się młodzi ludzie w białych kitlach i silikonowych rękawiczkach.

– Trzeba tu być wcześnie rano. Wtedy słońce jest najlepsze. Dobrze widać krawędzie i o pomyłkę trudniej – mówi jeden z nich. W zręcznych palcach obracają butelki z klejem i z liczących sobie pięć wieków puzzli próbują na nowo skleić historię.

Co się kryło w studni

Przed ćwierćwieczem dwóch naukowców penetrowało podziemia byłego klasztoru benedyktyńskiego w Jaworze. Budynek, zsekularyzowany na początku XIX w. przez Prusaków, sąsiaduje z Muzeum Regionalnym, dla którego obaj pracowali. Podczas tych prac w krypcie pod posadzką kościoła natrafili na murowany korytarz. Zaprowadził ich do podziemnej, cembrowanej studni. Już samo to znalezisko było ciekawe, ale archeologowie skupili się na tym, co było w studni – prawie w całości wypełnionej glinianą ceramiką. To dodało rumieńców znalezisku, bo już na pierwszy rzut oka widać było, że ceramika jest stara. Po wydobyciu wszystkiego, co zalegało w studni, okazało się, że w pięciu warstwach datowanych na różne epoki było ok. 3 tys. odłamków, kilka szklanych pucharów, fragmenty drewnianej pokrywy i... ludzkie szczątki. Zidentyfikowano je jako dwa ciała, pochodzące prawdopodobnie ze średniowiecza. Zachowały się sprzączki od pasów, skórzane trzewiki oraz niezidentyfikowane elementy żelazne, prawdopodobnie noże. W 1999 r. wszystkie znaleziska policzono, a następnie złożono do muzealnego magazynu. Przez 25 lat nikt się nimi nie zajmował. I prawdopodobnie przeleżałyby w magazynie następne ćwierć wieku, gdyby nie pewien stały bywalec magazynowych zakątków. Arkadiusz Muła, kierownik działu oświatowo-naukowego, ma na swoim koncie kilka zrealizowanych pomysłów na promocję zawiłych i fantastycznie kolorowych dziejów księstwa świdnicko-jaworskiego.

Garnek czy wazon?

Tym razem „rozpętał” ogromny projekt badawczy, którego celem jest skatalogowanie, opisanie i wyjaśnienie tajemnicy znalezisk z benedyktyńskiej studni. Od kilku tygodni pięciu jego podopiecznych – młodych, ale doświadczonych i niezwykle sprawnych naukowców – codziennie rano melduje się w sali odczytowej. Teraz na stole leżą odłamki z najstarszej, średniowiecznej warstwy. Festiwal kolorów, faktur, nie mówiąc o kształtach. – To takie puzzle 3D – mówi Paweł, jedyny wśród archeologów plastyk z wykształcenia. – Nawet wzór, jaki ma z tego wyjść, znamy jak na tekturowych puzzlach. To dlatego, że w średniowieczu było tylko kilka typów najczęściej spotykanych wzorów ceramicznych – tłumaczy. Najlepiej zacząć od znalezienia górnej krawędzi. Wtedy wszystko staje się jasne i wiadomo, czy szukać części do garnka na wodę czy flakonu na kwiaty. Na te puzzle on i jego koledzy patrzą po kilka godzin dziennie. Od czasu do czasu potrzebują przerw. Śmieją się, że to dla higieny oczu i układu nerwowego. – Nikt nie wytrzymałby ciągłego wyszukiwania właściwych elementów wśród setek odłamków. Musimy sobie jakoś radzić – wyjaśnia. Do pracowni przychodzą kolejni archeologowie. Natychmiast zajmują swoje stanowiska. Zaczyna się robić ciasno i cicho.

Gdy pękła żużlowa bryła...

Ceramika sklejana jest za pomocą zwykłego kleju polimerowego, popularnego w każdym domu. Archeologowie mają jeszcze sposób, żeby szybciej złapał: trzeba wcześniej krawędzie ceramiki rozgrzać nad świeczką. – To sklejanie nie jest proste. Łatwo popełnić błąd i o milimetr niewłaściwie przyłożyć jeden z kawałków – mówi Łukasz Skolasiński, koordynator prac całej piątki. – Nawet jeśli znajdzie się pozostałe fragmenty, mogą już nie pasować do całości – wyjaśnia. Ale tu błędy zdarzają się rzadko – za plecami Łukasza stoją w rzędach prawie kompletne dzbany. Ostatni raz ktoś miał je w ręku 500 lat temu. Obok trwa inny rodzaj pracy. Daria Rosińska mozolnie i z pietyzmem odrysowuje odnalezione w studni fragmenty drewna, ciżem i sprzączek od pasków. Daria przyjechała do Jawora niemal wprost z Chile, gdzie prowadzi badania nad inskrypcjami naskalnymi z epoki prekolumbijskiej. Niedługo obroni z tego doktorat. Po odrysowaniu drewniane elementy z benedyktyńskiej studni powędrują do analiz fizykochemicznych na krakowskiej AGH. Ciżmy i klamry będą badane na Uniwersytecie Wrocławskim. – Wielką ciekawostką jest jednak ten artefakt – Daria wskazuje na niepozorną żużlową bryłę. – Badacze, którzy ją znaleźli w 1999 roku, opisali to jako odpad hutniczy. Teraz pękła, odsłaniając wewnątrz pozostałości jakiegoś skomplikowanego, metalowego przedmiotu. Co to jest, wykażą dalsze badania.

Bez ducha nie da rady

Wszystkie znaleziska trzeba uwiecznić na kartach pamięci. Zajmuje się tym Tomasz Żur, który ze znawstwem profesjonalnego fotografa oddala i przybliża statyw nad białą taflą, na której lądują kolejne elementy średniowiecznego znaleziska. W chwilę później zdjęcia edytowane są na ekranach komputerów. W ich analizie pomaga Katarzyna Sielicka. Widać już tu sprzączki, po nich pojawiają się drewniane elementy. Każde zdjęcie z linijką u góry, żeby było wiadomo, jak są duże. Teraz fotografowany jest trójnóg. To jedno z najbardziej nietypowych naczyń znalezionych w studni. – Służyły do podgrzewania posiłków nad ogniem. Przypominają rondel na krótkich nóżkach, z solidną rączką z jednej strony. Wśród dzbanów i garnków to prawdziwy rarytas – mówi Łukasz Skolasiński. Większość naczyń wykonana była z surowej gliny. Nie brakuje jednak emaliowanych, i to dwustronnie. Część ceramiki nosi także ślady barwnego malowania. Wszystkie te zabiegi były bardzo powszechne w średniowieczu, nadal niesłusznie kojarzonym z zacofaniem i prymitywizmem. Najlepszym dowodem na wrażliwość ludzi tamtej epoki jest niewielki, smukły, subtelny w formie i kolorze wazonik na kwiaty. Czyj stół zdobił? Jakie kwiaty w nim trzymano? Przyglądający się mozolnej pracy archeologów obserwator może zadać sobie pytanie, czy jakiś program komputerowy nie mógłby ich wyręczyć w doborze tysięcy odłamków i błyskawicznie ułożyć z nich właściwy dzban. – Chyba by mógł – uważa Piotr Kądziołka. – Ale wtedy nasza praca odarta byłaby z jakiegoś romantyzmu i ducha – mówi. – Kiedy człowiek trzyma taki eksponat w ręku, wzrasta wartość poznawcza. Można go poddać badaniom makroskopowym, dotknąć faktury, usłyszeć, jak brzmi. Komputer tego za nas nie zrobi – dodaje Łukasz Skolasiński.

To nie był śmietnik

Najmniej wiadomo o szczątkach ludzkich. Co prawda są niekompletne, ale wiadomo, że należały do dwóch osób. Mężczyzn czy kobiet? W jakim wieku i jakiego stanu? I wreszcie – jak trafiły na dno benedyktyńskiej studni? Kierujący całym przedsięwzięciem Arkadiusz Muła mówi, że na te wszystkie pytania mogą odpowiedzieć badania. – Planujemy poddać te szczątki analizie genetycznej. Określi ona nie tylko wiek czy płeć tych osób, ale nawet dietę – mówi. To jednak nadal nie da odpowiedzi na pytanie – dlaczego? Dziś muszą ją zastąpić hipotezy. Zdaniem Łukasza Skolasińskiego, studnia nie była śmietnikiem, jakich wiele odnajduje się na stanowiskach średniowiecznych osad (notabene: bardzo dobrym materiale źródłowym i poznawczym). – Naczynia były tam wrzucane w całości. Gdyby to był śmietnik na stłuczki, nie udałoby się nam skompletować tylu naczyń – zapewnia. A zwłoki? Arkadiusz Muła podejrzewa, że mogły to być ciała mnichów wydobytych ze sprofanowanych przez husytów katakumb. – Ale to tylko jedna z wielu hipotez. Na fakty trzeba będzie zaczekać – zaznacza. Może więc dzieje tych dwu osób są bardziej zagmatwane i dramatyczne? Może padły ofiarą średniowiecznego mordercy? Albo ulegli jakiemuś wypadkowi i ich współbraciszkowie musieli zatuszować przed opatem lekkomyślność w sprawach BHP? Regionaliści i lokalni miłośnicy tajemnic liczą na to, że rozwiązanie tej tajemnicy nie będzie banalne. Jednak już teraz można powiedzieć, że w Jaworze dzieje się rzecz bardzo ważna i atrakcyjna. Nie tylko dla poszukiwaczy tajemnic. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama