Agnieszka Miarowska miała 37 lat, gdy jednego dnia pięć lat temu, będąc pracy, zaczęła nagle tracić czucie w nogach i rękach. Po dziesięciu minutach były całkiem sparaliżowane. Diagnoza: nieznany wirus zaatakował rdzeń kręgowy. – W całym szpitalu mieli tylko jedną ampułkę leku, który zatrzymał postęp paraliżu. Gdyby nie ona, dzisiaj nie mogłabym samodzielnie oddychać – wspomina kobieta. Ale co to był za wirus – do dzisiaj nie wiadomo.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








