Nowy numer 44/2020 Archiwum

Lato w samochodzie

Co roku w Karkonosze przyjeżdża coraz więcej turystów. Coraz trudniej też dojechać do najpopularniejszych kurortów. Drogi dojazdowe są zakorkowane.

Zygmunt Konieczny z Wolsztyna co roku przyjeżdża z rodziną w Karkonosze. – Mamy do Karpacza nieco ponad dwieście kilometrów. Do Jeleniej Góry droga zajmuje nam trzy godziny. Ale następne dwie tracimy na ostatnich kilometrach. Makabra! – komentuje. Jednak pan Zygmunt nie jest jeszcze w najgorszej sytuacji. Do Karpacza, Szklarskiej Poręby czy innych letniskowych miejsc w Karkonoszach ciągną turyści z dużo dalszych miejscowości – Torunia, Warszawy a nawet Lublina. Tylko w ubiegłym roku z miejsc noclegowych w kurortach powiatu jeleniogórskiego skorzystało ponad 56 tys. turystów. To więcej o ok. 8 proc. niż w roku 2012. Co ciekawe, prawie dokładnie połowa z nich (23,6 tys.) przyjechała tu z zagranicy. Najwięcej obcokrajowców korzystających z miejsc noclegowych pod Karkonoszami pochodziło z Niemiec, Ukrainy i Rosji. To, po jakich drogach udało im się do nas przyjechać, także stanowi ważny element wizerunku Dolnego Śląska. A te nadal pozostawiają wiele do życzenia.

Przedwojenne standardy

Z niedomagań komunikacyjnych zdają sobie sprawę samorządowcy, którzy przygotowują plany kolejnych obwodnic i skrótów. Jednak zanim dojdzie do ich uruchomienia, minie kilka letnich sezonów, w trakcie których kierowcy będą zżymać się w długich korkach na brak podstawowej infrastruktury w jednym z najbardziej atrakcyjnych turystycznie regionów Polski. Zbudowana niedawno południowa obwodnica Jeleniej Góry tylko w niewielkim stopniu ułatwia dojazd do Karpacza. Potrzebne są kolejne inwestycje, inaczej ruch turystyczny z roku na rok może się zmniejszać. Brak rozwiniętej sieci drogowej to pięta achillesowa podkarkonoskich terenów. Większość dróg wytyczono jeszcze przed wojną. Później budowano niewiele nowych. Za mało, żeby sprostać rosnącemu ruchowi turystycznemu i powiększającej się lawinowo liczbie samochodów.

Potrzebne obwodnice

– Kiedyś na wycieczki i wczasy jeździło się autokarami. Jeden zabierał 50 osób – mówi pani Jadwiga Zaraza, mieszkająca przy ul. Sudeckiej w Jeleniej Górze. Pod jej oknami przez całe lato i całą zimę sunie sznur samochodów kierujących się na południe. – Czasami nie ma nawet jak wyjechać z bramy na drogę. Konieczna jest obwodnica natychmiast – uważa. Na to jednak na razie się nie zanosi, choć władze Karpacza planują pewne inwestycje mogące sprawę ułatwić. Ryszard Rzepczyński, zastępca burmistrza Karpacza, mówi, że miasto planuje wspólnie z sąsiednimi samorządami połączenie Karpacza ze stacją narciarską w Kowarach, której budowa dopiero ma się rozpocząć. – Musimy też otworzyć miasto na kierunek wschodni, bo gdy droga ekspresowa S3 w końcu dotrze do Lubawki, stanie się główną trasą dojazdową do Karpacza – mówi burmistrz Rzepczyński. Chodzi o 4-kilometrowy odcinek nowej drogi od ulicy Skalnej do biegnącej na wschód od miasta drogi wojewódzkiej nr 366. Ma pełnić rolę alternatywnego dojazdu do tego kurortu.

Czekają turyści, czekają budowlańcy

W zupełnie innej sytuacji jest Szklarska Poręba. Tam od lat wiedzie z Jeleniej Góry międzynarodowa trasa do Czech (droga krajowa nr 3). Jej przepustowość jest także ograniczona, jednak na razie wystarcza na w miarę płynny ruch turystyczny w obie strony. Podinsp. Maciej Dyjas, naczelnik wydziału ruchu drogowego w Komendy Powiatowej Policji w Jeleniej Górze mówi, że na tej trasie nie odnotowuje się specjalnych utrudnień w ruchu. – Na pewno nie ma tu takich korków jak na drodze do Karpacza. Owszem, zdarzają się czasowe zatory, ale wtedy interweniują policjanci z drogówki, którzy starają się rozładować ruch – mówi policjant. Z tego, że czas przejazdu krajową „trójką” sprzyja temu, że Szklarska Poręba jest jednym z najczęściej odwiedzanych w polskiej części Karkonoszy kurortów, zdaje sobie sprawę burmistrz tego miasta. – Z Warszawy do Szklarskiej Poręby jedzie się 5,5 godziny. Wkrótce, gdy całą tę trasę będzie można przejechać drogą szybkiego ruchu, ten czas jeszcze bardziej się zmniejszy – uważa Grzegorz Sokoliński, burmistrz Szklarskiej. Na poprawę sytuacji komunikacyjnej liczą nie tylko samorządowcy, turyści i właściciele pensjonatów. Na kolejne drogowe inwestycje w tym rejonie Dolnego Śląska czekają także lokalne firmy budowlane.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama