Nowy numer 44/2020 Archiwum

Wchłonięci przez szlak

Nie minęła jeszcze połowa roku, a do grobu św. Jakuba Apostoła dotarło ponad 100 tys. osób. Wśród nich są Polacy z Dolnego Śląska.

Przez Hiszpanię wędrowała m.in. Teresa Kobyłt. – Na drodze spotykaliśmy mnóstwo osób. Sami szliśmy od połowy maja do końca czerwca, czyli jeszcze przed typowym sezonem urlopowym, a dookoła nas już było wielu pątników – mówi wrocławianka. W grupie z Teresą Kobyłt pielgrzymowała legniczanka Genowefa Milewska. – Szliśmy Drogą Francuską, która jest najpopularniejszym szlakiem Camino w Hiszpanii – opowiada. – Spotykaliśmy w schroniskach Koreańczyków, Japończyków, Amerykanów, Kanadyjczyków. Dosłownie cały świat – wylicza. Pan Bóg i ja Legniczanka podkreśla, że pielgrzymowanie szlakami jakubowymi to przede wszystkim rozmowy z samym sobą i z Panem Bogiem. Dlatego przez cały dzień wędrowali w pewnym oddaleniu od siebie. Dopiero wieczorami spotykali się w schroniskach i tam dzielili się wrażeniami z minionego dnia. – Na szlaku hiszpańskim byłam po raz pierwszy – zaznacza.

– Wielokrotnie przechodziłam jednak bliższe i krótsze fragmenty, np. Krzeszów–Lubań, Goerlitz–Kolonia czy ze Zgorzelca do Pragi. W końcu dojrzałam duchowo i fizycznie, aby wyruszyć i przejść 800 km Drogą Francuską do samego Santiago. Wiem jedno – kto raz uczciwie przejdzie jakiś fragment, nawet ten polski, połknie bakcyla. Zostanie wchłonięty przez szlak – mówi legniczanka. Paszport camino Większość, bo prawie 88 proc. pielgrzymujących do Santiago, przybyła tam pieszo. Według danych przedstawionych przez sanktuarium w Santiago kilkuset pątników dotarło tam, idąc przez całą Europę. Jest szansa, że przynajmniej kilku z nich przeszło przez Dolny Śląsk. – W tym roku wydaliśmy ponad 600 paszportów pielgrzyma. Według naszych danych około 100 z tych osób zmierzało w kierunku Santiago de Compostela – tłumaczy Emil Mendyk ze Stowarzyszenia Przyjaciół Dróg Świętego Jakuba w Polsce.

Jaskółki na szlakach Uzasadniona radość z rozwoju nie zawsze przekłada się na to, czego oczekują pątnicy. A do zrobienia jest jeszcze sporo. Nie wystarczy przecież oznakować drogi, wmurować kilka tablic informacyjnych czy też wydać parę ładnych folderów. – Przeszłam wiele kilometrów szlakami m.in. w Polsce, Niemczech, w Hiszpanii. U nas ciągle brakuje infrastruktury, schronisk, miejsc odpoczynku, a nawet świadomości u ludzi w miejscowościach, przez które przebiega szlak – ocenia Teresa Kobyłt. Potwierdza to ks. Marek Kurzawa z Lubania, przez którego parafię przechodzi bardzo wielu caminowiczów. – Był u mnie niedawno na rowerze człowiek z Olsztyna. Przejechał całą Polskę i mówił mi, że niestety muszla św. Jakuba jest bardzo słabo rozpoznawalnym znakiem – zwraca uwagę.

Jednocześnie wskazuje na jaskółki, które jednak mogą czynić wiosnę. – Dzwonią do mnie pielgrzymi i pytają o miejsce do spania w Lubaniu. Wskazuję schronisko w Henrykowie Lubańskim. To dobry przykład włączenia się samorządu w budowę szlaków – przekonuje kapłan. W przyszłym roku minie 10 lat od reaktywacji pierwszego polskiego fragmentu Camino de Santiago. Będzie to więc dobra okazja do promocji idei pielgrzymowania wśród samorządowców. Oni mogą pomóc najbardziej. A potencjał turystyczny jest spory. Czasem, w który, na szlaku do Santiago pojawiają się największe tłumy, jest zawsze tzw. rok jakubowy, w którym liturgiczne wspomnienie św. Jakuba, czyli 25 lipca, wypada w niedzielę. Najbliższy dopiero w 2021 roku. Jest więc trochę czasu na poprawę infrastruktury na Dolnym Śląsku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama