Nowy numer 42/2020 Archiwum

Fama sanctitatis z Ocic

O wdzięczności katolików z Bośni dla Polaków za pamięć o ks. Antonim Dujlovicu, a także męczennikach, którzy budują Kościół, z bp. Franjo Komaricą z diecezji Banja Luka rozmawia Jędrzej Rams.

Jędrzej Rams: Po 50 latach zamieszkiwania w Bośni w 1946 roku Polacy wyjechali na Dolny Śląsk. Ktoś jeszcze wspomina polskich osadników?

Biskup Franjo Komarica: Pamiętamy o obecności katolickich Polaków w Bośni. Wiele wnieśli w budowę Kościoła. Obecnie Polaków jest niewielu. Jest jedna charakterystyczna wieś – Celinovac, gdzie mieszkają ich potomkowie. Na dzisiejsze uroczystości w Ocicach przyjechała ze mną stamtąd grupa młodzieży. Jako biskup Banja Luki zachęcam ich, żeby pilnowali swoich strojów ludowych, swojego języka, pieśni i modlitw. Żeby w kościele nie bali się modlić, śpiewać i mówić po polsku. Więc ta polskość może trwać dzięki Kościołowi. To nie jest złe czy niebezpieczne dla wspólnoty Kościoła. My, katolicy, jesteśmy wszyscy jedną rodziną.

Reemigranci przywieźli ze sobą potrawy, język, ale i pamięć o proboszczu męczenniku ks. Antonim Dujlovicu.

W parafii, która była niegdyś parafią ks. Antoniego, tak jak w dwóch pobliskich, obecnie nie ma ani jednego katolika. Tak więc pamięć o proboszczu nie mogła tam przetrwać. O męczeństwie ks. Antoniego wiedziało kilku kapłanów, którzy go znali. Ale oni nie mieli odwagi zbyt wiele o tym mówić, bo przy władzy przez wiele dziesiątek lat byli ci, którzy zabili ks. Antoniego. Dlatego była cisza. Tym cenniejsze są dla nas wszystkie wydarzenia i gesty pamięci w Ocicach.

Dlaczego Ksiądz Biskup stara się odnaleźć informacje o ks. Antonim?

Tak jak mówiłem w kazaniu, pamiętamy o tym, co pod koniec zeszłego wieku napisał papież Jan Paweł II: „W naszym (tj. XX wieku) znowu wrócili męczennicy, często nieznani walczący za wielką sprawę Boga. Na tyle, na ile jest możliwe, Kościół nie może dopuścić, żeby świadectwo tych walczących dla Boga, tych męczenników, było zaniedbane, zapomniane, zagubione. Lokalne Kościoły (tj. diecezje) muszą zrobić wszystko, żeby nie pozwolić zapomnieć o tych, którzy byli męczennikami i pozbierać o nich wszystkie dostępne dokumenty”. Dla mnie jako biskupa diecezji banjaluckiej, jest bardzo zobowiązujące, aby pokazywać męczenników i przywracać im pamięć. Chcę rozpocząć ich procesy beatyfikacyjne. A to co się dzieje w Ocicach, jest jednym z niezbędnych elementów badania świętości kandydata na ołtarze. Kościół określa to mianem fama sanctitatis, czyli opinia świętości.

Czy proces ks. Antoniego byłby prowadzony razem z procesem tych 19 męczenników, o których Ksiądz Biskup mówił podczas kazania?

Będziemy rozmawiać o tym w Kongregacji w Watykanie. Nie mogę powiedzieć nic pewnego, bo jestem świadomy, że Kongregacja zajmuje się wieloma innymi przypadkami męczeństwa np. z Ugandy czy Albanii. W sprawie ks. Antoniego mam bardzo dużo materiałów. To samo dotyczy kilku innych kapłanów. Niestety dla wielu z tych 19 męczenników zebrany materiał jest bardzo ubogi. Nie mamy środków ani osób, które mogłyby poświęcić czas na szukanie dowodów świętości. W XXI wiek nasz lokalny Kościół wszedł, tracąc w wojnie domowej 30 proc. księży, którzy zostali zabici zabitych. Prawie 90 proc. katolików uciekło z Bośni do Szwecji, Kanady, Chorwacji.

Przygotowując materiał do artykułu, usłyszałem informację, że mógłby być problem polityczny z wyniesieniem na ołtarze ofiary serbskich nacjonalistów…

To fakt, że cały czas władze bośniackie są przeciwko katolicyzmowi. Może nie wszyscy, ale większość. Wyniesienie na ołtarze jakiejś osoby jest jednak sprawą całego Kościoła powszechnego, a nie tylko z jakiegoś małego rejonu świata. Katolicy to nie tylko Bośnia i Chorwacja, ale cały świat, a więc i Polska. A to wy jesteście największymi orędownikami świętości ks. Antoniego. To głównie wy o to walczycie. Dlatego my z Bośni prosimy o waszą pomoc.

Po co Ksiądz Biskup jedzie z Ocic do Strzelec Opolskich?

Stamtąd pochodzi jeden z owych 19 kapłanów męczenników. Niewiele o nim wiemy. Mamy świadectwo, że w 1941 roku został zamordowany wraz z kilkunastoma parafianami. Zostali wrzuceni do wielkiego dołu i zasypani. Niedawno ten grób został odkryty. Ciągle zbieramy informacje o tym kapłanie. Wiedzieliśmy na początku tylko to, że był niemieckim trapistą. Po długich poszukiwaniach dowiedzieliśmy się, że pochodził z parafii katolickiej w Strzelcach Opolskich. Podobno w księdze chrztów widnieje jego nazwisko. Nazywał się Waldemar Maksymilian Nestor. Jadę tam z nadzieją, że dowiem się czegoś więcej.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama