Nowy numer 49/2020 Archiwum

Trzeba być w sprawach Ojca

O tym, jak dać się odnaleźć Bogu, oraz o dziennikarskich związkach z Legnicą z biskupem Zbigniewem Kiernikowskim, ordynariuszem diecezji legnickiej,

Roman Tomczak: Kiedy dowiedział się Ksiądz Biskup o nominacji na ordynariusza legnickiego?

Bp Zbigniew Kiernikowski: Usłyszałem to od ojca świętego podczas wizyty ad limina. Było to w trakcie osobistej audiencji, 6 lutego tego roku. To była półgodzinna rozmowa z papieżem Franciszkiem, który właśnie wtedy mi to zaproponował. Właściwie to wprost prosił, żeby przyjść do Legnicy.

Roman Tomczak: Pierwsza refleksja?

Idę tam, dokąd jestem posłany. Moje zawołanie to: „Posłuszeństwo Ewangelii”, czyli posłuszeństwo Dobrej Nowinie. Przyjąłem to słowo ojca świętego jako Dobrą Nowinę. I przychodzę w imię, czy w mocy tej Dobrej Nowiny.

R.T.: Przez wiele lat Ksiądz Biskup był związany z Radiem Watykańskim. Czy w tym czasie miał okazję odwiedzić Legnicę?

Byłem tutaj w latach 60. ubiegłego wieku jako uczeń wrzesińskiego liceum dwa tygodnie na obozie przysposobienia wojskowego w Kowarach. To był mój pierwszy pobyt na terenie dzisiejszej diecezji legnickiej, wtedy – archidiecezji wrocławskiej. W 1997 roku przyjechałem do Legnicy jako reporter Radia Watykańskiego i Telewizji Polskiej podczas wizyty ojca świętego w Legnicy. Towarzyszyłem tej pielgrzymce razem z grupą dziennikarzy, którzy ją obsługiwali. Chyba gdzieś zachowało się nawet zdjęcie, na którym jestem w słuchawkach podczas jednej z transmisji. Od lat 70. prowadziłem wiele audycji w Radiu Watykańskim, żeby tylko wspomnieć trzy cykle programów przygotowujące do Jubileuszu 2000. Obejmowały one kolejno tematykę związaną z Osobami Trójcy Świętej. To były cotygodniowe, 5–10-minutowe audycje. W 1994 r. przygotowywałem też całoroczny cykl o rodzinie. Z tego później ukazała się książka „Dwoje jednym ciałem w Chrystusie”. Oprócz tych wspomnianych prowadziłem jeszcze wiele innych audycji związanych z kościelnymi uroczystościami. Później byłem w Legnicy jeszcze raz na jednym z zebrań plenarnych Konferencji Episkopatu Polski, już jako biskup siedlecki.

R.T.: Po nominacji na ordynariusza legnickiego szukał Ksiądz Biskup szczegółowych informacji o swojej przyszłej diecezji?

Oczywiście. Ale najpierw sięgnąłem do „Annuario Pontificio”...

Jędrzej Rams: Jednak tam są wyłącznie statystyki, suche fakty. Nie można się niczego dowiedzieć o duchowości diecezji, jej specyfice, historii...

Tego rzeczywiście jeszcze nie wiem. Muszę się teraz z tymi zagadnieniami szybko zapoznać.

R.T.: Czy myślał już Ksiądz Biskup o pierwszych decyzjach administracyjnych?

Kroki administracyjne jeszcze przed wakacjami podjął administrator apostolski bp Stefan Cichy. Rozmawialiśmy o tym. Natomiast jeśli chodzi o jakąś linię programową, to na ten temat powiem parę słów podczas ingresu. Oczywiście nie będzie to przedstawienie programu, lecz wskazanie na jego aspekt. Akurat tak się składa, że tego dnia przypada wspomnienie Niepokalanego Serca Maryi. Czytamy piękny, choć trudny fragment Ewangelii wg św. Łukasza – odnalezienie Jezusa w świątyni. Wówczas, jakby w kontekście swoistej konfrontacji Maryi i Józefa z Jezusem, Syn Boży wypowiada znamienne słowa: „Dlaczegoście mnie szukali? Czyż nie wiedzieliście, że mam być w sprawach Ojca?”. To Dziecko, ten Syn, ukazuje rodzicom, o co chodzi. To jest jeden z momentów programowych życia Jezusa. Przyjmuję to jako wskazanie dla mojej posługi. Ciągłe odkrywanie prawdy, by być w sprawach Ojca. Współczesny człowiek, także nierzadko chrześcijanin, szuka. Jednocześnie jest kimś, kto w życiu się gubi. Do dzisiejszego człowieka stosują się słowa wypowiedziane kiedyś przez Boga do Adama: „Gdzie jesteś?”. Wówczas, po grzechu, Adam się ukrył. My jesteśmy w życiu bardzo mocno pogubieni. Chowamy się za różne parawany. I często nie chcemy wiedzieć, gdzie jesteśmy, jaka jest nasza sytuacja. Jezus przyszedł, żeby pomóc człowiekowi się odnaleźć. Przyszedł dla odnalezienia człowieka. To znaczy, żeby człowiek mógł znaleźć właściwe sobie miejsce. Dlatego dał się niejako zagubić między ludźmi, aby jako jeden z nas otwierać nam drogę do Ojca. Nie chodzi o znalezienie czegoś w życiu, lecz o znalezienie siebie przed Bogiem. Nawiązując do tego, moją myślą, ideą programową, jest z jednej strony pokazywać to, jak my, ludzie, jesteśmy pogubieni na drogach i ścieżkach naszej egzystencji. A z drugiej strony Jezus przez Ewangelię wskazuje nam sposób bycia w sprawach Ojca, czyli jak odnaleźć siebie przed Bogiem, przed drugim człowiekiem i przed samym sobą. To znaczy pozwolić, żeby Ojciec dokonał w nas swego dzieła, którego Chrystus jest pierwowzorem.

J.R.: Czy to jest definicja nowej ewangelizacji?

Możemy tak powiedzieć. To jest pewnie ogólna definicja każdej ewangelizacji.

J.R.: Pytam, bo często można spotkać się z taką oceną nowej ewangelizacji i różnych ruchów charyzmatycznych, że są prostą odpowiedzią na pytanie: jak dać się odnaleźć, jak poznać Dobrą Nowinę? Czy zdaniem Księdza Biskupa to wystarczy, czy może potrzebujemy czegoś więcej, żeby ewangelizować?

Nie trzeba niczego więcej – tylko dać się odnaleźć. Kościół od początku swego istnienia ma Słowo obwieszczenia. Ma ono swoje korzenie w Księdze Rodzaju. Jest to Protoewangelia. Całe działanie Pana Boga od początku jest ewangelizacyjne. Jest obwieszczeniem Obietnicy. Problem tkwi w tym, że człowiek zamiast słuchać Obietnicy, często ustanawia różne formy religijności według własnego upodobania i pomysłu.

J.R.: I Synod Diecezji Legnickiej był odpowiedzią na oczekiwania wiernych. Niektóre z nich się spełniły, jak choćby szkoła stałego lektora i akolity, która pomogła wielu mężczyznom znaleźć miejsce przy ołtarzu. Mimo to w naszej diecezji do kościoła regularnie uczęszcza nie więcej jak 20–25 proc. wiernych. Można to tłumaczyć specyfiką kulturową Dolnego Śląska, jego powojenną historią. Jednak pozostaje pytanie, jak dotrzeć do tych ludzi z Dobrą Nowiną? Czy działalność takich wspólnot jak np. Stowarzyszenie Rodzin Katolickich wystarczy?

Jeśli w jakimś Kościele lokalnym laikat jest słaby, to jest to konsekwencja braku właściwej formacji, a konkretnie inicjacji chrześcijańskiej.

J.R.: W Legnicy czy w Siedlcach?

To bez znaczenia gdzie. W pewnej mierze jest to problem w całym Kościele. Bo Kościół jako społeczność mało zrozumiał przesłanie i ducha Soboru Watykańskiego II. Zostały przeprowadzone pewne reformy, bardziej zewnętrzne – zmiany w liturgii, w strukturach itd. Natomiast nie wzrosło świadome przeżywanie i zrozumienie sensu życia Kościoła – misterium paschalnego. Potrzeba więc inicjacji chrześcijańskiej, potrzeba katechumenatu dla dorosłych nieochrzczonych, ale także ochrzczonych. Potrzeba form katechumenatu pochrzcielnego.

J.R.: Ma Ksiądz Biskup na myśli neokatechumenat?

Neokatechumenat jest tylko jedną z propozycji. Inną formą jest zapoczątkowany przez sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego deuterokatechumenat. Intuicja ks. Blachnickiego była wspaniała – katechumenat pochrzcielny. I kardynał Karol Wojtyła to mocno popierał. Ksiądz Blachnicki stawiał w centrum misterium paschalne. Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej „Ecclesia in Europa” napisał: „wielu ochrzczonych żyje tak, jakby Chrystus nie istniał; powtarza się gesty i znaki związane z wiarą, zwłaszcza w praktykach religijnych, ale nie odpowiada im rzeczywista akceptacja treści wiary i przylgnięcie do Osoby Jezusa” (EiE 47). A przecież chrześcijaństwo jest życiem!

R.T.: Jaką rolę w realizowaniu nakreślonej przez Księdza Biskupa „linii programowej” przeznaczył Ksiądz Biskup dla duchownych, a jaką dla świeckich w naszej diecezji?

Kościół jest jeden. Zawsze pasterz, nie zawsze duchowny, stoi na czele wspólnoty. Pisze o tym papież Franciszek m.in. w „Evangelii gaudium” – o pasterzu, który jest związany ze wspólnotą, przewodzi jej i o nią się troszczy. Nierzadko pasterz postrzegany jest jako ktoś stojący nad społecznością. I stąd się rodzi klerykalizm i w konsekwencji antyklerykalizm itd. Tymczasem pasterz to głowa ciała. I ten pasterz musi być z konieczności tam, gdzie jest ciało, i być częścią ciała. Oczywiście jako głowa ma swoje zadania, np. prowadzenia, przewodniczenia itd. Ale jednocześnie, jak pisze papież, czasem musi być na przedzie, czasem w środku, czasem z tyłu. Wszystko po to, żeby czuć to, co dzieje się w ciele (zob. EG 31). Żeby pasterz mógł dobrze przewodniczyć, wszystkie członki muszą mieć swobodę i zdolność mówienia pasterzowi o tym, co je boli. Pasterz musi tego słuchać. Jeśli skaleczę sobie palec, a głowa nie dostanie impulsu, że boli, to w końcu stracę całą rękę. Dlatego wszystkie członki, także te najsłabsze, muszą mówić o tym, że boli. Tak trzeba tworzyć struktury, wszystkie relacje, żeby do głowy, do poszczególnych etapów transmisyjnych, dochodziły wszystkie impulsy. Przeprowadzenie tego jest bardzo trudne, ale możliwe. To jest problem świeckich, nie tylko duchownych. Bo duchownemu jest jakby po drodze wspinać się i patrzeć na wszystko z góry. Ale wielu świeckich pomaga w tym przez swoją nieprawdziwość. Bo proboszczowi nie powie wszystkiego. Będzie mówić obok, gdzie indziej, ale nie powie. Dlaczego? Bo się boi, że mu nie przyjmie dziecka do Pierwszej Komunii? Mówi„A co ja się będę proboszczowi narażał!”. Ja mówię: „Idź, narażaj się! Dopiero jak się narazisz trzy razy, to za czwartym razem proszę przyjść do mnie”. Rzadko kto tak zrobi. Bo my żyjemy w strukturach religijnych, a nie chrześcijańskich. Żyjemy w strukturach zbyt sklerykalizowanych. Papież mówi o tym m.in. w 102. punkcie „Evangelii gaudium”. Wskazuje, że świeccy nie wypełniają swojej misji wynikającej z chrztu, gdyż nie zostali do tego uformowani albo też z powodu klerykalizmu w Kościele.

J.R.: Jest szansa na zmianę?

Trzeba głosić Ewangelię. W porę i nie w porę. Moją jedyną troską jest właśnie to, by siać. Resztę poprowadzi Pan Bóg.

R.T.: Nasza diecezja graniczy z czterema diecezjami zagranicznymi. Bp Stefan Cichy bardzo blisko z nimi współpracował. Znakomitym przykładem były coroczne spotkania na Śnieżce w dniu wspomnienia św. Wawrzyńca. Jak Ksiądz Biskup ze swojego punktu widzenia wyobraża sobie tę współpracę w przyszłości?

Nie mam żadnych konkretnych planów ani wyobrażeń, ale chcę ją kontynuować.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama