Żeby móc ujrzeć cały fresk, namalowany na 220 mkw., Wanda Dűck musiała najpierw zrobić trójwymiarową makietę prezbiterium w skali 1:10. Taką kartonowo-drewnianą, oddającą najważniejsze detale, z naniesionym szkicem całego obrazu. Później wzięła się za wykonanie tego samego szkicu w normalnej skali, kredą i węglem, dodając jeszcze więcej szczegółów. Dopiero wtedy, po akceptacji służb kurialnych, odpowiedzialnych za sztukę sakralną i – co równie ważne – aprobacie wiernych, można było poprosić mężczyzn z parafii o rozstawienie rusztowań. Ale nie po to, żeby zacząć malować, ale żeby pozalepiać zaprawą ubytki w ścianie ponadstuletniego kościoła. To właśnie na rusztowaniu, po 2,5 roku samotnej pracy, naszła ją refleksja: „Nie mam uczniów...”. I wtedy pomyślała, że trzeba stworzyć fundację, która będzie kształciła przyszłych rzemieślników sztuki sakralnej.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








