Nowy numer 44/2020 Archiwum

Logika Dobrej Nowiny

wywiad. O niedostatkach kaznodziejstwa i zwodniczej liturgii z biskupem Zbigniewem Kiernikowskim,delegatem na zgromadzenie synodu biskupów w 2008 roku, rozmawiał ks. Tomasz Jaklewicz

Biskup Zbigniew Kiernikowski od 2002 roku był bis- kupem siedleckim. 16 kwiet- nia ogłoszono, że papież Franciszek powołał go na ordynariusza legnickiego. Poznajmy nowego pasterza naszej diecezji. Ta rozmowa odbyła się w 2008 r. przed synodem, który poświęcony był Biblii.

Ks. Tomasz Jaklewicz: „Między wiernymi i Biblią utrzymuje się pewien dystans; nie można powiedzieć, że korzystanie z Biblii jest zjawiskiem powszechnym” – czytamy w tekście roboczym na synod. Czy Ksiądz Biskup zgadza się z tą diagnozą?

Bp Zbigniew Kiernikowski: Ogólnie zgadzam się. W szczegółach zaś trzeba dokonać wielu rozróżnień.

Jaka jest przyczyna tej sytuacji?

W dużej mierze jest tak dlatego, że nasze przepowiadanie jest bardziej moralizatorskie niż kerygmatyczne. Brakuje wprowadzenia w Biblię w sensie inicjacji do czytania tej księgi i brakuje wspólnoty, która by czytała Biblię z wiarą i nastawieniem na jej pogłębienie. Wiele osób czyta indywidualnie Pismo Święte, i dobrze, że tak jest, ale Biblia jest księgą ludu Bożego. Jednym z warunków właściwego rozumienia jej przesłania jest czytanie słowa Bożego w zgromadzeniu. Słowo Boże czytane we wspólnocie tworzy Kościół (Ecclesia creatura Verbi). Ale tego owocnego wspólnotowego czytania u nas jest mało czy wprost nie ma. Do tego dochodzi też to, że w kościele źle się czyta, także od strony „technicznej”, nie przykłada się do tego wagi. Trzeba odczytać jakiś fragment, to się go odczytuje, ale bez zaangażowania, często bez przygotowania, a tymczasem słowo Boże powinno być nie tyle odczytane, co proklamowane. Chodzi o świadomość, że słowo głoszone w czasie liturgii jest akcją Boga w stosunku do człowieka. Tej świadomości często brakuje.

Czy nie jest to głównie wina nas, duchownych?

Przede wszystkim za duszpasterstwo w parafii jest odpowiedzialny proboszcz ze swoim zespołem duchownych i świeckich. Jeśli on na to nie zwraca metodycznie uwagi, to kto to zrobi? Brakuje dobrze wygłoszonych homilii, które tłumaczyłyby słowo Boże. Natomiast są raczej kazania moralizatorskie. Bywa, że głoszący nie odnosi do siebie tego słowa. Można wyczuć, kiedy nie próbuje wejść głębiej w sens czytań. Jeśli tak jest, to jak mają cokolwiek zrozumieć jego słuchacze? Tu nie tyle mamy do czynienia z kryzysem, co pewnym zasadniczym brakiem.

Sobór Watykański II mocno akcentował konieczność przepowiadania słowa.

Pod niektórymi względami sobór w Polsce nie został jeszcze przyjęty.

To mocna teza.

Oczywiście częściowo tak. Ale jeśli wejdziemy w całą logikę nauczania soborowego o Kościele, o zbawieniu, o liturgii, o słowie Bożym, to zobaczymy, że w praktyce mamy niewiele z ducha soboru. Widać to przede wszystkim w braku rozumienia roli Misterium Paschalnego i docenienia tego, czym jest prawda o krzyżu w świetle prawdy o zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. To stanowi trzon Ewangelii – Dobrej Nowiny. Dlatego pojawia się zapotrzebowanie na takie formy pobożności emocjonalnej, które nie prowadzą do nawrócenia, lecz utwierdzają w przekonaniu posiadania racji itp. Sprowadza się kaznodziejów dokonujących uzdrowienia i wtedy jest tłum ludzi. Owszem, to może się dziać, ale Kościół musi być przede wszystkim miejscem, gdzie dokonuje się nawrócenie człowieka, czyli jego uzdrowienie wewnętrzne. Tam, gdzie nie ma wiary, tam rodzą się religijne postawy i zwyczaje zastępcze. Człowiek chce ciągle ratować swoje życie, aż do śmierci. Wyraża się to także w naszej modlitwie, także czasem w wezwaniach modlitwy powszechnej. Są to zazwyczaj wołania, żeby Pan Bóg ratował nasze zdrowie, nasz dobrobyt, nasze dobre samopoczucie itp. – czyli nasze „stare” życie. A tymczasem chrześcijaństwo polega na tym, że nasze „stare” życie ma obumierać, by mogło rodzić się nowe życie. Dlatego ma sens choroba, ma sens nieszczęście lub taka czy inna życiowa przeciwność. Życie doczesne jest po to, aby przeżyć przemianę. Chodzi o rozumienie własnej historii zbawienia jako przemiany i nawrócenia, by w człowieku wierzącym mogło zaistnieć nowe życie – życie z Ewangelii.

Ksiądz Biskup organizuje w Siedlcach celebracje słowa Bożego w katedrze. To konkretna próba zmiany tej sytuacji.

Od pięciu lat w każdy poniedziałek wieczorem (poza pewnymi okresami) w katedrze ma miejsce celebracja słowa Bożego. To słowo jest czytane, komentowane i prowadzi do modlitwy. Schemat jest prosty: czytanie ze Starego Testamentu, z Nowego i z Ewangelii. Wybieram zawsze jedno lub dwa czytania z następnej niedzieli i do tego dobieram pozostałe. Wszyscy uczą się tam dobrze czytać, dobrze śpiewać. Są wprowadzenia, komentarze czy raczej krótkie katechezy po niektórych czytaniach. Jest krótka homilia. Kto przychodzi na te celebracje, przeżywa dotknięcie słowem Bożym.

Jaką sprawę Ksiądz Biskup poruszy na synodzie?

W tej chwili nie chciałbym o tym mówić, ale jeśli ksiądz uważnie mnie słuchał, to się domyśla, na czym mi zależy.

Czego Ksiądz Biskup spodziewa się po tym synodzie?

W Kościele Duch Święty działa, żeby odnawiać Kościół. Nowej Ewangelii się nie napisze. Ta Ewangelia, którą otrzymaliśmy, jest wystarczająca. Chodzi tylko o to, żeby lepiej ją czytać, i mam nadzieję, że synod da pewne impulsy, które mogą nam w tym pomóc.

Synod odbywa się w Roku św. Pawła, więc to sprzyja zwróceniu naszej uwagi na Biblię.

Wiele tu zależy od tego, czy nasze przeżywanie Roku św. Pawła nie ograniczy się tylko do przypomnienia jego biografii, odprawienia nabożeństw czy zyskiwania odpustów. To wszystko ma swoją wartość, ale w Roku św. Pawła powinniśmy przede wszystkim zmagać się z tym, by wejść w przesłanie Apostoła Narodów. To jest bardzo mocne przesłanie. Paweł przeprowadza nas od logiki prawa do logiki Ewangelii. To jest nam bardzo potrzebne, bo w dużej mierze pozostajemy wciąż w logice legalizmu starotestamentalnego. Mówimy o obowiązkach, które chrześcijanin ma wykonać, a słabo jesteśmy przeniknięci logiką obietnicy zawartej w Ewangelii, bo często jest tak, że nie usłyszeliśmy Dobrej Nowiny. Kiedy wykonuję obowiązki, chcę to zazwyczaj zrobić jak najmniejszym kosztem, aby tylko coś zaliczyć. Dlatego bywa, że odprawiamy Mszę jak najkrócej, zamiast prawdziwych świec mamy te sztuczne, olejowe, sztuczne kwiaty, nieprzygotowane są czytania i śpiewy, czasem w liturgii słowa sam ksiądz wszystko czyta i śpiewa… Taka uproszczona liturgia jest oszukańcza, zwodnicza, nie przekazuje nam życia. Kiedy zaś żyję z obietnicy i wszystko, co przeżywam, traktuję jako spełnienie się daru Bożego, to zupełnie inaczej celebruję liturgię, inaczej pracuję, inaczej układam swoje relacje z bliźnimi, mam inny stosunek do wydarzeń itp.

Co robić?

Głosić Ewangelię nie jako prawo, ale jako Dobrą Nowinę. Właściwie celebrować liturgię, czyli tak, by miała wpływ na życie. Pojmować życie we wszystkich jego aspektach – także trudnych – jako dar. Rozmowa ukazała się w numerze 40. „Gościa Niedzielnego” w 2008 roku

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama