Nowy numer 44/2020 Archiwum

Wyspy Wielkanocne i palmy na wyspach

Po wojnie na Dolny Śląsk zaczęli napływać przesiedleńcy ze wszystkich regionów Polski. Razem ze swoim dobytkiem przynosili na te ziemie tradycje rodzinnych stron, które opuścili nie zawsze dobrowolnie.

Przez następnych kilkadziesiąt lat obrzędowość świąt Bożego Narodzenia czy Wielkiej Nocy traciła na swej pierwotnej wyrazistości, dzieląc się sposobem świętowania z obyczajami przywiezionymi przez sąsiadów, znajomych, kolegów z pracy. Widać to dobrze na przykładzie zwierzęcej symboliki Wielkiej Nocy. – Charakterystyczny dla współczesnej kultury śląskiej zajączek przynoszący prezenty, a całkowicie nieznany po drugiej wojnie światowej np. Kresowiakom, już na dobre zadomowił się niemal w każdym dolnośląskim domu – zwraca uwagę kulturoznawczyni dr Monika Bisek-Grąz. – Tak samo bogate i różnorodne jest menu świąteczne: od charakterystycznej dla Kresowiaków smażeniny, czyli potrawy z boczku, szynki, kiełbasy i jajek, tradycyjnego żuru z białą kiełbasą, przez łemkowską kyselicę (żur kuchni łemkowskiej), pasztety, kaczki nadziewane, mazurki i wszelkiego rodzaju paschy.

Most, czyli gra o tradycję

Zdaniem Barbary Skoczylas-Stadnik, dyrektor Muzeum Tkactwa w Kamiennej Górze, jesteśmy świadkami pewnego rodzaju pustki w pojmowaniu tradycyjnej obrzędowości. – Młode pokolenie nie ma o nich pojęcia, za to starsze chce podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem na ten temat. Dlatego zadaniem ośrodków kultury, w tym naszego muzeum, jest umiejętne przerzucenie mostu nad tymi pokoleniami – uważa Barbara Skoczylas-Stadnik. Muzeum Tkactwa od lat organizuje dwa razy do roku, przed świętami Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy, lekcje dla uczniów połączone z warsztatami. – Zainteresowanie tymi zajęciami przerosło nasze oczekiwania. Młodzież jest bardzo chętna do słuchania o starych zwyczajach świątecznych. Pyta, interesuje się, jest szczerze zaangażowana w takie lekcje – zapewnia. – Ta wiedza jest bardzo często nowością także dla nauczycielek, które podpytują naszych pracowników o szczegóły – opowiada dyrektorka kamiennogórskiego muzeum. Organizowane tu warsztaty polegają nie tylko na pieczeniu ciast wielkanocnych, zdobieniu pisanek czy haftowaniu serwetek. – Chodzi nam także o ewangelizację. Dlatego duży nacisk kładziemy na wyjaśnianie np., dlaczego Wielkanoc obchodzimy na wiosnę, dlaczego symbolami tego święta są kurczak i zajączek, a nie na przykład żaba. Nasze ekspozycje opisujemy zawsze cytatami z Pisma Świętego albo polskiej literatury, np. „Chłopów” Reymonta – mówi Barbara Skoczylas-Stadnik. Pani dyrektor żałuje, że takich lekcji nie ma w szkołach, bo w ten sposób tworzą się pokoleniowe zaniedbania, które gdyby nie placówki kultury, mogłyby niedługo być stratą nie do odrobienia. – W witrynach Muzeum Tkactwa wychodzących na rynek mamy świąteczne ekspozycje. Wzbudzają one wielkie zainteresowanie mieszkańców. Przychodzą i pytają, czy mogliby donieść coś swojego związanego z Wielkanocą. W ten sposób witryna wzbogaca się o przedmioty autentycznego rzemiosła świątecznego – mówi. Jej zdaniem to też jest jakaś próba przerzucenia pokoleniowego mostu w tej grze o tradycję, która – co tu dużo mówić – zanika. Proces ten zauważają także kulturoznawcy.

Wielkanoc last minute

– Obserwujemy powolną, ale postępującą tendencję zatracania symbolicznego wymiaru świąt na rzecz ich konsumpcyjnego charakteru – uważa dr Monika Bisek-Grąz. – Związane z kulturą chrześcijańską święta są teraz czasem odpoczynku i wyjazdów. Biura podróży prześcigają się w ofertach last minute na „święta pod palmami”, na narty, na pobyt na Wyspach Wielkanocnych! W mediach święta są przedstawiane przede wszystkim przez pryzmat stołu: potraw i niezbędnych do ich wykonania produktów – zwraca uwagę kulturoznawczyni. Są jednak miejsca, gdzie tradycje wielkanocne są kultywowane z pieczołowitością i troską. Ale to wyspy w morzu postępującego zatracania ich chrześcijańskiego charakteru. Taka wyspą jest niewątpliwie Czarny Bór, gdzie za sprawą ludowego, góralskiego zespołu „Janicki” co roku powstają gigantyczne palmy wielkanocne, a słowo „tradycja” nieodłącznie wiąże się ze słowem „wiara”. Oprócz palm Dolny Śląsk na pewno także jajkiem stoi. A to, jak zwraca uwagę dr Monika Bisek-Grąz, głównie ze względu na bogactwo sposobów jego zdobienia. – Mamy u nas malowanki, kraszanki, pisanki, oklejanki, nalepianki, stąd na naszym terenie znajdziemy jajka zdobione techniką batikową według wzorów huculskich, przez oklejane rdzeniem sitowia, czyli charakterystyczne dla Suwalszczyzny, kończąc np. na jajkach zdobionych wycinanką łowicką.

Młodzież głodna wiedzy

Niewątpliwie w procesie zmian w pojmowaniu i przeżywaniu Wielkiej Nocy miał swój udział także ogromny awans społeczny setek tysięcy mieszkańców Dolnego Śląska, związany z powojenną odbudową ze zniszczeń i powstawaniem nowych, wielkich zakładów pracy. Swoje zrobiła także niespotykana dotąd na taką skalę migracja ludzi ze wsi do miast. Wszystko to sprawiło, że w kontekście podejścia do najważniejszych świąt kościelnych pojawiła się nowa jakość: unifikacja wierzeń i tradycji. Niestety, ze szkodą dla jakości i autentyczności przeżywania okresu Zmartwychwstania Pańskiego. Na szczęście tę tendencję powoli i systematycznie odwracają ośrodki kultury, samorządy i parafie. To one inspirują ludzi do podejmowania działań mogących uratować dawne tradycje, aby zaszczepić je młodym. A młodzi bardzo ich potrzebują.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama