GN 43/2020 Archiwum

Śnieżka jak Golgota przejdź do galerii

Dziewiętnastu pielgrzymów wyruszyło z Jeleniej Góry na najwyższy szczyt Sudetów. Do pokonania były 42 km!

To była Droga Krzyżowa na wzór tych ekstremalnych. Ale prawdę mówiąc, jej również należy się to określenie.

Ekipa przygotowująca Ekstremalne Drogi Krzyżowe zachęca, aby ich trasa wynosiła co najmniej 44 km. Wyjątkowo można ją skracać, ale wówczas powinno występować przewyższenie na trasie rzędu co najmniej 500 m. A jak było tutaj?

Długość trasy była prawie maratońska. Brakowało ok. 20 metrów, aby można było mówić o 42 km i 195 m, czyli dystansie maratonu.

Drugim wyznacznikiem ekstremalności był sam teren Drogi Krzyżowej. Start odbył się w sanktuarium relikwii Krzyża Świętego w centrum Jeleniej Góry. Znajduje się ono na wysokości ok. 350 metrów n.p.m.

Pierwszy etap zakończył się w okolicach Góry Krzyżnej (654 m n.p.m), następnie była Przełęcz Karpnicka (475 m n.p.m), dawne schronisko Czartak, Przełęcz Kowarska i Okraj (odpowiednio 727 m i 1046 m n.p.m.) oraz sama Śnieżka (1602 m n.p.m.).

Widać więc, że ta trasa była rzeczywiście ekstremalna. Zwłaszcza, że ostatnie kilka kilometrów wiodło przez szczytowe partie Karkonoszy, gdzie nadal zalega śnieg.

Na starcie stanęło 19 śmiałków. Po 9 godzinach marszu na ostatni etap między Przełęczą Okraj a Śnieżką wyruszyło już tylko 14. I ci już osiągnęli zaplanowaną metę.

- Musiałem w pewnym momencie odpuścić. Ale nie żałuję. Doszedłem do Przełęczy Okraj, a to i tak bardzo daleko. Zdążyłem odprawić Drogę Krzyżową. Mam nadzieję, że w przyszłym roku dojdę dalej - mówi Kuba Kobryk z Lubina.

Uczestnicy nieśli ze sobą krzyże i rozważali teksty przygotowane przez organizatorów Ekstremalnych Dróg Krzyżowych. - Uważam, że rozważania były bardzo dobrze przygotowane. Dużo mi dały. W górach ciężko było czytać i iść, dlatego czytałem na postojach. Musiałem chwilami walczyć ze snem, w pewnym momencie czułem, że nogi nie chcą dalej iść. Na końcu trasy, tuż przed Śnieżką, robiłem krok i łapałem trzy oddechy. Następny krok i znowu trzy oddechy. To było mocne przeżycie - opowiada Adam Kwaśny.

Najważniejszą informacją ze szczytu Śnieżki jest ta, że w przyszłym roku trasa będzie taka sama. Są już chętni?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama