Nowy numer 44/2020 Archiwum

Koniec był blisko

Po prawie 180 latach istnienia budynek zabytkowej lniarni w Mysłakowicach zniszczyły buldożery. Budynek, który był wzorem dla XIX-wiecznej przemysłowej Europy, jest na liście zabytków. Konserwator złożył wniosek do prokuratury.

Pięciokondygnacyjny budynek powstał w latach 30. XIX wieku. Był trzonem fabryki, którą zbudowano jako Królewską Manufakturę Lniarską (Königliche Leinenmanufaktur). Zakład w Mysłakowicach przez dwa wieki budził zachwyt inżynierów i architektów w całej Europie. Na podstawie jego planów powstały m. in. zakłady w Żyrardowie (znane m. in. z „Ziemi obiecanej” Wajdy) i Bielefeld w ówczesnych Prusach.

Budynek wpisano 7 lat temu do rejestru zabytków. Był powodem do dumy mieszkańców Mysłakowic – budynek był jedyną zabytkową fabryką wśród zameczków Doliny Pałaców i Ogrodów. Koniec jego historii miał jednak odbyć się niespodziewanie i w sposób utajony. – Nie wiedzieliśmy, że obecny właściciel zakładów lniarskich „Orzeł”, na których terenie znajduje się zabytek, sprzedał go innej osobie – mówi Wojciech Kapałczyński, konserwator zabytków z Jeleniej Góry. – Ta osoba bez zgody starostwa zaczęła budynek rozbierać – wyjaśnia. Swoją zgodę na rozbiórkę starostwo w Jeleniej Górze uzależniło od zgody konserwatora. Nowy właściciel nie zwrócił się jednak do niego z tą sprawą, prawdopodobnie uznając sprawę za z góry przegraną.

Wyburzanie zaczął więc na własną rękę i bezprawnie. – Jeszcze w weekend widziałem, jak budynek stał – opowiada Emil Mendyk, mieszkaniec Mysłakowic, przewodnik sudecki i promotor Dróg św. Jakuba w Polsce. – Przy nim stały już jakieś maszyny budowlane, spychacze i koparki, ale nic nie zapowiadało, że będą burzyć fabrykę – mówi. Większość osób przechodząc obok, myślało, że chodzi o naprawę uszkodzonego dachu. W czwartek wieczorem z zabytkowej fabryki została już tylko jedna trzecia dawnej kubatury. Reszta leżała w gruzach.

Mieszkańcy Mysłakowic byli wstrząśnięci. – To barbarzyństwo! – złości się Marek Burda, regionalista, kiedyś, w latach 80., pracownik lniarni. – Po kryjomu, wstydliwie, tając prawdziwe zamiary, pozbawia się nas wszystkich skarbu architektury przemysłowej, z jego historią i wielkim potencjałem. Ten budynek, jeśli już nie służył produkcji, można było zagospodarować na milion sposobów, i jeszcze by przynosił zyski gminie albo właścicielom – uważa Burda. Jeleniogórski konserwator zabytków złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury oraz wystąpił w nakazem wstrzymania prac rozbiórkowych. – Może jeszcze nie jest za późno. Zdaje się, że nietknięta jest najstarsza część budynku. Być może tę część uda się uratować – mówi Wojciech Kapałczyński.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama