Nowy numer 44/2020 Archiwum

Źródła naszej wiary

aby przetrwać tysiąc lat pośród morza germańskości, Serbołużyczanie musieli toczyć wojnę ideologiczną. W tej wojnie Róžant był niezdobytą twierdzą.

Do najświętszego miejsca Serbołużyczan nie jest łatwo trafić. Ale jeśli już się to komuś uda, znajdzie się w samym sercu słowiańskości i katolicyzmu, od pokoleń usytuowanego pośród niemieckości i zeświecczenia. Róžant to przepiękne, barokowe założenie, tętniące wiarą i pobrzmiewające odgłosami pielgrzymów i zachwyconych turystów. Katolickie Górne Łużyce, leżące dokładnie po drugiej stronie Nysy Łużyckiej, to ewenement w skali światowej. Tak samo jak położone bardziej na północ Łużyce Dolne, ewangelickie. Obie te wspólnoty wyznaniowe tworzą od wieków najmniejszy słowiański naród świata.

Słowianie na wyciągnięcie ręki

Aby tu dojechać, trzeba najpierw skorzystać z wygodnej autostrady A4, ciągnącej się ze wschodu na zachód przez całą diecezję legnicką. Można więc włączyć się w nią, gdzie komu wygodnie. I jechać, jechać, jechać – na zachód. Ok. 20 km za Budziszynem (Bautzen) trzeba zwolnić i uważnie przyglądać się znakom, żeby nie przegapić zjazdu na Chróśćicy (Crostwitz). Od tej chwili jechać będziemy przez okolicę w stu procentach katolicką i w 90 procentach językowo należącą do słowiańskiej kultury. Czy Radwor, Ostro, Storcha, Njebjelčicy, Raklewica i wreszcie Róžant brzmią swojsko? Na pewno nie germańsko. To zasługa tysiącletniej walki o słowiańską tożsamość. Dzięki niej udało się łużyckim Serbom dotrwać do dziś ze swoją kulturą, językiem i zwyczajami. No i wiarą, która na tych terenach bez reszty należy do katolików.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama