Nowy numer 47/2020 Archiwum

Readmitowani z raju

Społeczeństwo. Wystarczy krzyknąć: „Azyl, azyl!”, żeby związać ręce pogranicznikom. Tak zaczyna się zabawa w ciuciubabkę, której stawką jest lepsze życie.

Zostali. I co dalej?

Do 2 lipca trwała w Polsce wielka akcja abolicyjna dla nielegalnych imigrantów. Łącznie do wojewodów trafiło ponad 9 tys. wniosków. Inicjatorzy przedsięwzięcia liczyli, że będzie ich dwa razy więcej. Skąd pomysł na abolicję? Każdy cudzoziemiec może posiadać prawo legalnego przebywania w naszym kraju. Może to być np. pozwolenie czasowe do chwili wyjaśnienia statusu czy otrzymania orzeczenia o statusie uchodźcy. Większość migrantów nie chce zostawać w Polsce. Uciekają na Zachód jeszcze przed zakończeniem procesu weryfikacji statusu. Wtedy sprawę się umarza. Kiedy cudzoziemiec wpada w ręce funkcjonariusza niemieckiej Służby Granicznej i jest deportowany do Polski, procedura zaczyna się od nowa. Jednak część z nich szuka szczęścia w Polsce. W ten sposób niejako znikają z oczu urzędnikom. Wiadomo, urzędnik rzadko sam szuka dla siebie dodatkowego zajęcia, policja nie kwapi się do szukania cudzoziemców, a Straż Graniczna nie jest w stanie być wszędzie. I właśnie dla takich zasiedziałych imigrantów ekonomicznych, którzy nie mają szans na uzyskanie statusu uchodźcy, była pomyślana abolicja. Przeprowadzono ją już dwa razy – w 2003 i 2007 roku. – Wraz z wyjściem z cienia otrzymywali do paszportu pieczątkę z decyzją o czasowym prawie pobytu. I była wszczynana procedura pozwolenia na przebywanie w Polsce. Nie chodziło już w tym momencie o status uchodźcy, lecz o pozwolenie na przebywanie. W końcu od kilku lat udawało im się tutaj żyć i pracować – opowiada st. chor. Sylwia Andrzejuk ze Straży Granicznej. Zanim zakończą się procedury, trzeba z czegoś żyć. Można mieszkać w ośrodku dla migrantów, można starać się pracować na czarno. Państwo polskie przez rok wspiera osoby z przyznanym statusem uchodźcy. A co później? – Często oni nie znają naszego języka, kultury, podstaw prawnych. W biurze pomagam im, jak mogę. Wypełniam dokumenty, wspieram w załatwianiu procedur w urzędach, udostępniam nawet internet czy pomagam w znalezieniu pracy – opowiada Bożena Jastrzębska. Podkreśla jednak, że część zasymilowanych cudzoziemców kończy u nas studia i podejmuje legalną pracę. Jest więc nadzieja.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama