• facebook
  • rss
  • Krew nie przelewa się na darmo

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 46/2017

    dodane 16.11.2017 00:00

    – Podczas chrztu jeden człowiek chodził i mówił: „Stalin by wam dał!”. Komunizm zrobił tam straszne rzeczy – mówiła s. Krystyna, która pracowała w Rosji.

    Wparafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego odbyło się spotkanie członków miejscowego oddziału Akcji Katolickiej z s. Krystyną Kusak ze Zgromadzenia Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa. Siostra pochodzi z diecezji siedleckiej. W naszej diecezji znajduje się centralny, najważniejszy, bo pierwszy na ziemiach polskich, dom sióstr, które szczególnie czczą Krew Chrystusa. Siostra przyjechała do Legnicy, by opowiedzieć o tym, jak Jezus prowadzi kult swojej Krwi i dba o niego. Opowieść o misjach na Wschodzie siostra zaczęła jednak od Włoch.

    – Nasza założycielka, św. Maria de Mattias, była zakochana w Chrystusie. Zapragnęła wszystko Mu oddać. Pchnęło ją to do czynienia dzieł miłosierdzia. My w zgromadzeniu próbujemy ją naśladować – mówił zakonnica. Jednym z dzieł miłosierdzia są misje, które siostry prowadzą w wielu krajach świata. Polska prowincja wysyła je na Syberię i Białoruś. Podczas spotkania s. Krystyna mówiła o biedzie, bogactwie, roztopach i ateizmie w centralnej Rosji. W tym roku wspominamy tragiczną, 100. rocznicę wybuchu rewolucji październikowej. Siostra Kusak widziała, jak ten „triumf ludzkości” wypłukał wiarę w tamtejszych duszach. – W szpitalu leżała pani, która pochodziła co prawda z prawosławnej rodziny, ale nikt jej nie ochrzcił. Gdy zobaczyła kapłana katolickiego, z którym pracowałam, poprosiła o chrzest św., bo jak sama mówiła, zawsze pragnęła to uczynić w Kościele rzymskokatolickim. Gdy już odbywała się ceremonia, po korytarzu chodził mężczyzna, który co jakiś czas mówił: „Stalin by wam dał!” – mówiła siostra. Po roku zakonnica musiała opuścić Rosję, ponieważ nie przedłużono jej wizy. Została więc skierowana na Białoruś. Tam doświadczyła wielokrotnie, jak Jezus dba o kult swojej Krwi. – Przed wyjazdem byłam na rekolekcjach z o. Johnem Bashoborą. Poprosiłam go o błogosławieństwo i modlitwę za mnie. Gdy na Białorusi spotkałam się z miejscowym biskupem, ten, nie wiedząc, jak się nazywam, od razu powiedział: „Przyjechała nowa krew!”. Nie znając mnie, od razu nawiązał do krwi – mówiła s. Krystyna. Siostry katechizowały, pracowały z dziećmi, organizowały pomoc charytatywną, głosiły konferencje o nabożeństwie do Krwi Chrystusa. – Wyobraźcie sobie, że dojeżdżałam do wielu parafii i uczyłam ludzi, jak się modlić. Pojechałam kiedyś do Orszy. Bardzo mnie coś tam ciągnęło. Nie wiedziałam, skąd to pragnienie. Niegdyś było tam aż siedem klasztorów. Dzisiaj jest tylko jeden kościół. Gdy przyjechałam z tłumaczką, na Mszy byłyśmy tylko my i kapłan. Gdy następnego dnia przewodnik oprowadzał mnie po mieście, powiedział: „W herbie mamy czaszę kielicha mszalnego, bo ona symbolizuje Krew Chrystusa”. I już wiedziałam, dlaczego miałam tam trafić – opowiadała zakonnica. Podobnie było w Brześciu, w parafii pw. Matki Bożej Częstochowskiej Królowej Korony Polskiej. Proboszcz zaprosił tam siostrę, by nauczyła ludzi modlić się do Krwi Chrystusa. – Jadąc do tej parafii, miałam ogromną tremę. Nie wiedziałam, czy będę potrafiła przekazać ludziom sens nabożeństwa do Krwi Chrystusa. Czy będę umiała powiedzieć tak, by zrozumieli. Nie mówiłam przecież idealnie po białorusku. Po drodze zabraliśmy starszego Polaka, pana Stanisława. Nie znał mnie, ale zagadnął: „Miałem już nie iść na Mszę św. Choruję. Lekarka odradzała. Ale powiem wam coś – jak ludzie nie chodzą do kościoła, to Krew Chrystusa przelewa się na darmo…”. Od tamtej wizyty do dzisiaj istnieje tam grupa modlitewna – mówiła s. Krystyna. – Powiem wam jeszcze o opiece Chrystusa i św. Marii de Mattias. Przed wyjazdem na kanonizację do Rzymu zapragnęłam, by ktoś namalował trzy obrazy założycielki zgromadzenia. Poszłam z tym do przełożonej. Opowiedziałam o pragnieniu, o malarce, która się tego podejmie, o kosztach. Siostra przełożona zgodziła się na jeden obraz, bo tyle było pieniędzy. Zezwoliła na zamówienie trzech, jeśli znajdą się fundusze na jeszcze dwa dzieła. Siostra Krystyna, wierząc w Opatrzność Bożą, zamówiła trzy. Jednak zapomniała o zorganizowaniu pieniędzy. Przypomniała sobie o tym, gdy artystka zadzwoniła z informacją, że obrazy będą gotowe za kilka dni. Ta wieść spadła na s. Krystynę jak grom z jasnego nieba. Skąd weźmie pieniądze? Wieczorem została wezwana na furtę, poszła więc z drugą siostrą. Dla bezpieczeństwa. Mężczyzna przełożył tylko przez furtę kopertę i poszedł. Zdziwione siostry spodziewały się intencji modlitewnej. W końcu bolesławianie często w ten sposób proszą o modlitwę. W kopercie znalazły jednak dokładnie tyle pieniędzy, ile było potrzebne, by zapłacić za dwa obrazy. – Przypadek? Wiem, że nie – mówi s. Krystyna.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół