• facebook
  • rss
  • Możecie głosić nawet słowami

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 36/2017

    dodane 07.09.2017 00:00

    – Chcę, by sutanna stała się świadkiem mojej wiary, więc ja sam najpierw muszę stać się świadkiem Boga – mówi Piotr.

    W czwartek 31 sierpnia z Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Legnickiej wyszło pięciu mężczyzn. Jeden w sutannie. To ks. Mateusz Kopania, prefekt alumnów. Czterech pozostałych – bez sutanny. To klerycy, którzy 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, mają przyjąć strój duchowny.

    Tradycją seminariów duchownych metropolii wrocławskiej jest to, że pod koniec wakacji poprzedzających obłóczyny alumni wyruszają w pieszą pielgrzymkę do Matki Bożej. W diecezji legnickiej jest to oczywiście Matka Boża Łaskawa w Krzeszowie.

    – To moja druga piesza pielgrzymka w życiu. Pierwszą była ta, którą przeszedłem, będąc u progu trzeciego roku formacji w seminarium – wspomina ks. Mateusz Kopania. – Przygotowując się do tej drugiej pielgrzymki, przypomniałem sobie słowa, jakie wówczas wypowiadali do nas śp. ks. Marek Adaszek, nasz ojciec duchowny, a także ks. Piotr Góźdź, nasz ówczesny prefekt. Słowa o powołaniu i sutannie. Powrót do tamtych chwil był inspirujący. To był rodzaj rachunku sumienia. Mam za sobą 8 lat kapłaństwa i stało się to dla mnie okazją do przemyślenia tego, jak i kiedy używam sutanny jako zewnętrznego znaku bycia księdzem – mówi prefekt.

    Kleryk Krzysztof Borysiewicz, wychodząc z Legnicy, z dumą niósł tablicę z napisem: „Wyższe Seminarium Duchowne Diecezji Legnickiej”. – Jestem pierwszy raz na pieszej pielgrzymce. Mam jedną, główną intencję – obłóczyny. Myślę o nich jak o okazji do pogłębienia relacji z Panem Bogiem. Okazji, by wejść w ofiarę na rzecz Kościoła, by się całkowicie poświęcić. By nie mieć zahamowań w stosunku do miłości Boga i zbytnich obaw w stosunku od siebie. I by jeszcze bardziej zaufać Panu Bogu – przyznaje kleryk Krzysztof.

    Kleryk Michał Jała pochodzi z parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Krzeszowie. Dla niego więc piesza wędrówka będzie okazją do przeżycia doświadczenia tysięcy pątników, którzy z wiarą, z daleka przybywają do Pani Sudetów, by prosić o łaski. – Fakt, znam doskonale bazylikę krzeszowską, całe sanktuarium. Doskonale znam też klimat przyjmowania pielgrzymów, którzy tam wędrują. Już raz byłem na pieszej pielgrzymce z Legnicy do Krzeszowa. Było to 6 lat temu. Zdecydowanie jest to inne doświadczenie – być po tej drugiej stronie. Wówczas pokłon przed Matką Bożą w cudownej ikonie ma inny smak. Mam nadzieję, że inaczej na Nią spojrzę. Kiedy się mieszka w Krzeszowie, może pojawiać się pewna rutyna, powszednieje nam Matka Boża Łaskawa. Teraz, kiedy się do Niej idzie, na pewno narodzi się napięcie związane z chęcią zobaczenia Jej miłującego spojrzenia – zapewnia kleryk Michał.

    Z kolei kleryk Piotr Tsarakhov już był w tym roku na pieszej pielgrzymce i to nie byle jakiej, bo tej z Legnicy na Jasną Górę. – Bardzo dobrze ją przeżyłem. Każdy pielgrzym miał zapewne jakieś intencje, ja też je miałem. Modliłem się o dobre przeżycie czasu do obłóczyn. Chcę, by sutanna stała się świadkiem mojej wiary, więc ja sam najpierw muszę stać się świadkiem Boga. Pomyślałem, że skoro mam za sobą 10 dni wędrówki z Legnicy na Jasną Górę, bez problemu przejdę tę trasę. No ale i te trzy dni w drodze to będzie wysiłek i pragnę poświęcić go w ofierze o dobre przyjęcie sutanny – wyjaśnia kleryk Piotr.

    Maciej Glinka idący z kolegami wie, że oprócz samej modlitwy i łask wymadlanych dla nich samych będą też świadkami zawierzenia Panu Bogu dla osób, które spotkają po drodze. – To nie wstyd tak wędrować przez Dolny Śląsk. Jest w nas chęć podzielenia się tym, co mamy w sercu. Z drugiej strony jest naturalny lęk, czy może raczej pytanie, jak się podzielić, jak to dobrze zrobić, jak być żywym świadectwem. Podpowiedzią mogą być słowa św. Franciszka, które on skierował do swoim braci: „Głoście Pana Jezusa, a kiedy już wyczerpiecie wszystkie możliwości, możecie to uczynić nawet słowami”. Mam doświadczenie wielu pieszych pielgrzymek i wielokrotnie widziałem, jak ludzie napotkani po drodze mówili, że było to dla nich wyjątkowe wydarzenie, widzieć pielgrzymów idących do Matki. Tak więc po prostu idziemy... – mówi Maciej Glinka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół