• facebook
  • rss
  • Świątynie otwarte dla sąsiadów

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 21/2017

    dodane 25.05.2017 00:00

    W symbolicznym momencie, bo w 70. rocznicę akcji „Wisła”, otwiera się być może nowy, lepszy rozdział relacji polsko-ukraińskich. Motorem zmian są pieniądze i wiara.

    Przez kilka miesięcy bp Włodzimierz Juszczak, zwierzchnik eparchii (diecezji) wrocławsko-gdańskiej Kościoła greckokatolickiego, jeździł po Polsce i szukał kościołów rzymskokatolickich, w których jego wierni mogliby sprawować swoje obrzędy.

    To nietypowa sytuacja, związana z emigracją ekonomiczną Ukraińców. W ostatnich latach znacząco zwiększyła się liczba naszych sąsiadów pracujących w Polsce. Szacunkowe dane mówią już teraz nawet o około milionie takich osób. Tylko na Dolnym Śląsku może ich być około 100 tysięcy. W związku z tym biskupi zaczęli poszukiwać miejsc, gdzie mogliby zapewnić tym nowym wiernym opiekę duszpasterską. Biskup Włodzimierz znalazł świątynie m.in. w Radomiu, Świdnicy, Kaliszu i Wałbrzychu. W diecezji legnickiej znajduje się sześć miejsc modlitwy grekokatolików. Są to parafie w Legnicy, Lubinie, Chobieni, Zamienicach, Jeleniej Górze i Patoce. To sporo, ale dzięki porozumieniu ks. Stanisława Kusika, proboszcza rzymskokatolickiej parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Bolesławcu, i greckokatolickiego ks. Pawła Berezki z parafii pw. Opieki Matki Bożej w Patoce rozpoczęto również sprawowanie Boskiej Liturgii właśnie w bolesławieckiej świątyni. Pierwsza odbyła się tam już w marcu. Kolejne mają miejsce w każdą niedzielę o 14.30. – Ukraińców – jako członków naszego Kościoła – jest około 10 procent. Z tego praktykuje ich jakaś jedna czwarta, co daje nam 25 tys. osób, które powinny być u nas, w Polsce. Nie ograniczamy się, oczywiście, tylko do nich. Jesteśmy otwarci też na wiernych prawosławnych. Wielu bowiem z tych, którzy przyjeżdżają do pracy, nie zawsze szuka opieki duszpasterskiej w swojej cerkwi. Tęsknią po prostu za możliwością swobodnego kontaktu z językiem i rodzimą kulturą – uważa ks. Paweł Berezka, proboszcz parafii pw. Opieki Matki Bożej w Patoce (gmina Gromadka, powiat bolesławiecki). Na tę chwilę w Bolesławcu na służbę Bożą przychodzi niewiele osób. Ale to nie podważa zasadności podjętej przez duchownych inicjatywy. Ks. Paweł zwraca uwagę na analogię do polskiej fali emigracji zarobkowej do Niemiec sprzed 25 lat. – Jeździli tam i moi parafianie. Jeden z nich opowiadał, że wtedy opieka duszpasterska również rozpoczęła się od sprawowania liturgii. Z czasem ukształtowała się grupa ok. 30 osób w niej uczestniczących, a z biegiem lat została utworzona tam parafia. Może niezbyt liczna, ale prężna – mówi kapłan. Sama współpraca między Kościołami rzymskokatolickim a greckokatolickim na Dolnym Śląsku nie jest niczym nowym. Przed 70 laty, po akcji „Wisła” i przesiedleniu wiernych pochodzenia ukraińskiego i łemkowskiego na tereny Dolnego Śląska, Warmii i Pomorza Zachodniego, wierni obrządku wschodniego nie mieli miejsc sprawowania swojego kultu. Ewentualne przejmowanie opuszczonych świątyń ewangelickich utrudniały niejasny status prawny Kościoła greckokatolickiego w Polsce, a także naciski ze strony władz na wyjazdy duchownych do ZSRR, brak seminariów duchownych czy niełatwa historia dopiero co zakończonej wojny. Pewną pomocą okazało się wsparcie z strony kard. Stefana Wyszyńskiego. Dzięki przychylności jego i innych rzymskokatolickich hierarchów wielu proboszczów rzymskokatolickich zezwalało na sprawowanie liturgii w swoich kościołach. Taka sytuacja miała miejsce chociażby w parafii pw. św. Jacka w Legnicy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół