• facebook
  • rss
  • Zabójcze tempo

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 01/2017

    dodane 05.01.2017 00:00

    Miedziowi górnicy giną przez zbyt duże tempo wydobycia?

    W tym roku w holdingu KGHM Polska Miedź SA zginęło aż 19 osób. Wszystkimi wstrząsnął zwłaszcza ostatni wypadek w kopalni „Rudna”, w którym zginęło aż 8 górników. To jeden z najtragiczniejszych bilansów w historii kombinatu.

    – Część wypadków to skutek sił natury. Inne to następstwo błędów ludzkich. Musimy wyciągać wnioski i minimalizować ryzyko. Musimy zastanowić się, co jeszcze można zrobić – mówi Adam Chyliński z Departamentu BHP i Ryzyka Zawodowego w Polskiej Miedzi. Co ciekawe, od lat wypadków nie ubywa, mimo że technika, a także użycie sprzętu w niebezpiecznych miejscach stale się polepsza. Wśród załogi niepokój budzi wzrost wypadków wywołanych ludzkimi błędami, a nie siłami natury. Bo o ile działania przyrody nie jesteśmy w stanie przewidzieć ani tym bardziej ich powstrzymać, to na dozór, miejsca wydobycia czy technikę wpływ już mamy. Wydobycie miedzi rozpoczęło się na głębokości około 700  m pod powierzchnią ziemi. Technika budowy kopalni w zagłębiu miedziowym polega na drążeniu tuneli na coraz to głębszych pokładach. Można powiedzieć, że jest to jakby jeden chodnik, który idzie coraz głębiej pod ziemię i ciągle na północ. Najnowszy szyb Głogów Głęboki budowany jest tak, by wydobywano z niego rudę miedzi na głębokości około 1500 m. Zasoby miedzi są ogromne, lecz ich zawartość w jednej tonie wydobywanego urobku jest znacznie mniejsza niż przed 20, 30 czy 40 laty. Mimo tego zeszłoroczny plan wydobycia miedzi był rekordowy. Mało tego – ponoć plany na nowy rok są jeszcze większe. Oznacza to zwiększenie tempa wydobycia. Związkowcy już teraz wskazują, że odbywa się to kosztem bezpieczeństwa pracy górników. – Mieliśmy taki przykład na „Sieroszowicach”, gdzie kolejne brygady odmawiały pracy na odcinku, który był ewidentnie zagrożony. Były naciski. W końcu jedna z ekip zdecydowała się zjechać do pracy i były dwie ofiary – podkreślają przedstawiciele załogi. Związkowcy mówią o ogromnym stresie wypływającym z ciągłego zwiększania wyników wydobycia. – Kiedy tworzy się pośpiech i stawia się zadania na granicy możliwości wykonania, wówczas pracownik pracuje szybko, czasami nierozsądnie. Pośpiech powoduje zagrożenie wypadkowe. Technologia, która stawia na coraz nowsze i skomplikowane urządzenia, może w tym pośpiechu być niebezpieczna dla górników. To bowiem przekłada się na długi czas przebywania w przodku, ciągły pośpiech i szybkie tempo pracy – to musi w końcu tworzyć zdarzenia niebezpieczne – mówi Leszek Hajdacki, związkowiec. Kilka tegorocznych wypadków śmiertelnych wynikało właśnie z przyczyn ludzkich, m.in. jednego górnika przygniótł pojazd, innego łyżka ładowarki. Gdy szuka się winnych w rozmowach z górnikami, pojawia się temat presji wydobycia związanej ze słynnym podatkiem od kopalin. On sprawia, że KGHM Polska Miedź SA musi każdego miesiąca oddawać do budżetu państwa około 100 mln zł. Rocznie to około 1,5 mld złotych. Taki drenaż KGHM przyczynił się do tego, że niektóre kopalnie sytuują się na skraju rentowności, a nawet niekiedy są po prostu nierentowne. Nie są zamykane ze względu na koszty społeczne, a także ratującą sytuację cenę miedzi na rynkach oraz – co istotne – wielkość wydobycia w innych kopalniach. – Wszyscy doskonale wiedzą, że odeszliśmy od modelu bezpiecznej pracy. Mówię to anonimowo, bo zależy nam na pracy – jest fajna i dobrze płatna. Ale boimy się mówić o brakach w bezpieczeństwie i dozorze – mówi jeden z górników. Wprowadzenie WSP (wielozmianowego systemu pracy) sprawiło, według związkowców, że górnik przejmujący sprzęt nie ma czasu obejrzeć wyposażenia przed jego użyciem. Górnicy nie widzą wówczas drobnych wad sprzętu, a to on może doprowadzać do niebezpieczeństwa. Tak było z wadliwym zamknięciem drzwi ładowarki. Na zakręcie drzwi przycisnęły pracownika kopalni tak mocno, że ten zginął. Związkowcy mówią, że mają takie informacje i są one przekazywane do Rady Nadzorczej. Niewiele się zmienia, ponieważ chodzi o koszty wydobycia. To powoduje, niestety, oszczędności i idące za tym ciągłe braki kadrowe. To z kolei rodzi za duże obłożenie obowiązkami poszczególnych pracowników. Leszek Hajdacki zdradza, że Zarządowi zostały zadane pytania o plany na nowy rok i kalendarz pracy. – Jeżeli plany będą większe, a kadra na tym samym poziomie, to będzie oznaczało, że obciążenie jednostkowego pracownika zwiększy się. To nie będzie bezpieczne – mówi związkowiec.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół