• facebook
  • rss
  • To mięsień sercowy w agonii

    Roman Tomczak


    |

    Gość Legnicki 17/2016

    dodane 21.04.2016 00:00

    Cud eucharystyczny. członkowie Diecezjalnej komisji badającej przebarwienia na hostii z parafii św. Jacka w Legnicy ogłosili wyniki badań: preparat z niej to tkanka pochodzenia ludzkiego. Potwierdziły to dwa niezależne instytuty medyczne.


    Krwawe przebarwienia pojawiły się po tym, jak Hostia upadła na posadzkę kościoła podczas komunikowania wiernych. Był 25 grudnia 2013 roku. Zgodnie z procedurami, Hostię zanurzono w wodzie i wstawiono do tabernakulum. Po jakimś czasie zauważono na niej zmiany. Jej próbki przekazano do badań w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu, a następnie w Szczecinie.


    12 kwietnia br. odbyła się w parafii św. Jacka konferencja członków komisji diecezjalnej z mediami. Przedstawiono wyniki obu analiz, które – jak się okazało – były do siebie podobne.

    Zgodnie z poleceniem bp. Zbigniewa Kiernikowskiego ks. Andrzej Ziombra, proboszcz parafii św. Jacka w Legnicy, ma przygotować teraz odpowiednie miejsce dla wystawienia Hostii – tak aby wierni mogli oddawać jej cześć. Ma być także założona księga, w której byłyby rejestrowane ewentualne łaski i inne wydarzenia mające charakter nadprzyrodzoności, a związane z relikwią.


    Z Wrocławia do Szczecina


    Zespół naukowców dokonał w kościele pw. św. Jacka w Legnicy oględzin i pobrał materiał do badania. 15 próbek, fragmentów przemienionej, konsekrowanej Hostii. Był to płyn z kielicha, w którym przebywała przez miesiąc, wymazy do suchych probówek z powierzchni badanego ciała i kielicha oraz wymazy z podłoża. Do badania pobrano również wodę z kranu, której używano, napełniając kielich, wino mszalne i komunikanty porównawcze, które wcześniej konsekrowano.

    
– O analizę próbek zwróciliśmy się do najbliższego, ale bardzo renomowanego Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu – mówi dr Barbara Engel, członek komisji. – Pierwsze wyniki otrzymaliśmy w połowie marca. W obrazach histologicznych opisano struktury włókniste, najbardziej przypominające włókna mięśnia serca. Materiał był bardzo trudny do analizy, przez miesiąc przebywał w środowisku wodnym.


    Próbkę poddano kolejnym badaniom, tym razem histochemicznym, które miały ujawnić (wybarwić) grzyby w tym preparacie. – Miejsca, które przypominały wyglądem włókna mięśnia sercowego, nie odbarwiały się, natomiast wybarwiała się grzybnia, która temu towarzyszyła. Grzyby w środowisku wodnym to zjawisko bardzo naturalne, ich brak byłby raczej mocno podejrzany – wyjaśnia dr Engel. – Badanie to mocno sugerowało, że przebarwienie na konsekrowanej Hostii nie jest raczej kolonią grzybiczą.


    Kolejne badanie immunohistochemiczne miało pokazać, czy włókna przypominające mięsień serca są rzeczywiście taką tkanką. Nie dało wyniku pozytywnego. – Ale tak duży stopień autolizy (rozpadu komórek – red.) materiału, nawet jeśli byłyby to włókna mięśniowe, usprawiedliwiał taki wynik. Inaczej mówiąc, nie można było wykluczyć obecności tkanki mięśniowej – zaznacza B. Engel.


    Badania mikrobiologiczne pokazały, że zmiana na Hostii nie była kolonią bakteryjną. Badania DNA też były negatywne. – Nie rozstrzygnęły niczego ostatecznie. Istniała silna sugestia, że w obrazie histologicznym mamy do czynienia z silnie zautolizowaną tkanką mięśnia serca. Obraz histopatologiczny pokazywaliśmy wielu naukowcom z dziedziny histopatologii i patomorfologii. Niemal wszyscy potwierdzili, że obraz jest trudny do identyfikacji, ale skłaniali się do rozpoznania tkanki mięśnia serca. Zmotywowało nas to do dalszych badań, które zleciliśmy naukowcom z Zakładu Medycyny Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie – wspomina członek komisji.


    W Szczecinie badano te same preparaty histopatologiczne, które sporządzono we Wrocławiu. Dołączono także część preparatów w bloczkach parafinowych, w które było zatopione ciało badane. W badaniu histologicznym napisano, że obraz jest trudny do identyfikacji, niemniej uważa się, że to tkanka mięśnia serca. – Tenże preparat obejrzano pod mikroskopem UV w filtrze pomarańczowym. Ten rodzaj badania dał bardziej jednoznaczne wyniki. Na obrazie wyraźnie wyodrębniono włókna mięśnia serca, mocno pofragmentowane. Taki obraz często towarzyszy agonii – mówi dr Engel.


    W Szczecinie wykonano także badania DNA z zastosowaniem innej niż we Wrocławiu metody, o większej czułości i specyficzności. Udało się wykonać izolacje materiału genetycznego i amplifikacje. Sama amplifikacja potwierdza, że materiał genetyczny jest pochodzenia ludzkiego. – Konkluzja badaczy: oceniany preparat histologiczny to tkanka mięśnia serca pochodzenia ludzkiego – tłumaczy B. Engel. – Wszystkie nasze badania i dociekania nie wyjaśniły oczywiście mechanizmu, który spowodował, że doszło do tego wydarzenia, do przemiany Hostii. Wiele pytań, jakie zadawali sobie naukowcy w rozstrzyganiu tego procesu, pozostało bez odpowiedzi.


    Znak, który chcieliśmy odczytać


    Zgodnie z wymaganiami, jakie stawia Stolica Apostolska, wydarzenia, z którymi mamy do czynienia w Legnicy, wymagają od biskupa miejsca, aby przeprowadził rzetelne dochodzenie celem wyjaśnienia, co się rzeczywiście wydarzyło.
– Chodzi o to, aby osiągnąć pewność moralną co do zaistniałych faktów – mówi ks. dr Tadeusz Dąbski, oficjał sądu kościelnego. – Przypomnę, że pewność moralną zdobywa się na podstawie dowodów i faktów, jakie zgromadzi się w przeprowadzonym dochodzeniu. I taki był cel powołanej przez bp. Stefana Cichego komisji diecezjalnej dla zbadania tych wydarzeń, które zaistniały w kościele św. Jacka. Zaczęliśmy poszukiwać śladów i dowodów, żeby tę pewność moralną osiągnąć.

    
Najbliższym uniwersytetem medycznym był uniwersytet we Wrocławiu. Tam też skierowano pierwsze kroki, prosząc przede wszystkim o to, aby zabezpieczyć konsekrowaną, przemienioną Hostię i pobrać próbki do badania. – Później okazało się, że może zbyt długo z tym zwlekaliśmy, bo ta tkanka czy też ten materiał, który zachował się w kielichu, poddany był degradacji – wspomina ks. Dąbski. – Pobranie próbek i badania przeprowadzono bardzo rzetelnie, za co chcę serdecznie podziękować pracownikom Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu. Ich wyniki poprowadziły nas do przekonania o prawdziwości tego wydarzenia, do osiągnięcia pewności moralnej, aby móc później pokazać wiernym, Kościołowi ten wielki znak, jaki dokonał się tutaj, w Legnicy.


    Badania upewniły ich również o tym, że nie jest to wynik działania bakterii czy grzybów, które mogłyby spowodować przebarwienie Hostii. – Wskazano to z wieloma zastrzeżeniami, co podkreślamy i czego nie ukrywamy. Wiele wątpliwości zostało zasianych w momencie, kiedy te opinie ostatecznie były negatywne. Jednak przynajmniej dwukrotnie pojawiło się w opinii Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu stwierdzenie, że proces autolizy badanego materiału nie pozwala na wyciągnięcie ostatecznych wniosków. Oczywiście nie była to dla nas satysfakcjonująca odpowiedź. Może spodziewaliśmy się innej. Ale wątpliwości, które zrodziły się u badaczy wrocławskich, popchnęły nas do decyzji, aby badania kontynuować. Aby wypytywać następnych uczonych, patomorfologów, histologów. Aby nam odpowiedzieli, czy słusznie idziemy w tym kierunku – podkreśla oficjał.


    Tak badania, których wyniki już znamy, przeniosły się do Szczecina. – Oczywiście to wszystko znalazło swoje odzwierciedlenie w opinii Uniwersytetu Pomorskiego, która pod zwykłymi warunkami będzie dostępna w kurii diecezji legnickiej. Będzie się można z nią zapoznać, jeśli ktoś będzie tym zainteresowany – zapowiada ks. Dąbski. – No i konkluzja naukowców: obraz na szkiełku histopatologicznym, badania mikroskopem UV, badania DNA – to wszystko nie pozostawia żadnych wątpliwości, że mamy do czynienia z tkanką pochodzenia ludzkiego, z mięśniem serca poprzecznie prążkowanym, z widoczną defragmentacją, co może mówić (w opinii profesorów) o momencie agonii, o momencie śmierci. To badanie, które otrzymaliśmy, jest jednym z bardzo istotnych dowodów, aczkolwiek nie jedynym w wypracowaniu pewności moralnej.


    Ciągle poszukiwane są inne dowody i fakty. – Nie jest to zjawisko przez kogokolwiek wyreżyserowane! Pojawił się znak, który chcieliśmy odczytać. Nie bez znaczenia dla nas w ocenie tego, co się wydarzyło, był kontekst eucharystyczny. To nie jest jakakolwiek hostia. To jest Hostia konsekrowana. W ocenie tego istotny jest także kontekst wiary. Wiary, która od dwóch tysięcy lat mówi o substancjalnej i realnej obecności Chrystusa w Eucharystii. To są wszystko dowody i fakty. Mamy do czynienia z faktami na płaszczyźnie wiary i płaszczyźnie teologicznej. Wszystkie one były brane pod uwagę w naszej ocenie. Wszystkie wpłynęły na to, że osiągnęliśmy pewność moralną. Dziś nie występujemy już jako badacze. Występujemy jako świadkowie tego, co zostało uczynione – podkreśla.


    Ksiądz Dąbski mówi, że wszystkie zgromadzone fakty i dowody każą im wierzyć, iż to wydarzenie ma znamiona cudu eucharystycznego, choć... – Oczywiście ostateczną decyzję pozostawiamy Stolicy Apostolskiej, która poinformowana o tych wydarzeniach odpowiedziała, że daje swoje nihil obstat, tj. nie wnosi żadnego sprzeciwu, aby ten fakt został upubliczniony i podany wiernym do czci i do kultu – zapewnia oficjał. – Dwuletni okres badań, w perspektywie innych cudów eucharystycznych nie jest wcale taki odległy. Dzisiaj, choć to może zabrzmi nieco kaznodziejsko, wiem, dlaczego tyle to trwało. Przecież przeżywamy Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia. Sekwencja wydarzeń, niczym nieprogramowana, tak się układa, że biskup osiągnął pewność moralną na podstawie zgromadzonego materiału w czasie, gdy obchodzimy Rok Miłosierdzia. A nie ma większego miłosierdzia jak to, że Bóg jest pośród nas, że karmi nas swoim Ciałem.


    Refleksja i pokora


    – Bardziej niż aspekt duchowy chciałbym podkreślić aspekt teologiczny tego wydarzenia – mówi ks. dr Krzysztof Wiśniewski, ojciec duchowny legnickiego WSD. – Teologia jest samodzielną dyscypliną, która chce badać dostępne zjawiska według odpowiedniej dla siebie metody. Chce zobaczyć, jak w świetle objawienia Bożego, wydarzeń związanych z Jezusem Chrystusem, z faktami z historii zbawienia, można zrozumieć pewne rzeczy. Dla teologa punktem wyjścia, poza oczywiście światłem słowa Bożego, są fakty.

    
I dlatego – zaznacza – badanie teologiczne tak naprawdę rozpoczyna się teraz. – Do tej pory miało miejsce badanie mające na celu ustalenie faktu, że przemiana chleba w postaci eucharystycznej spowodowała, że oto mamy postać do chleba zupełnie niepodobną, mającą zupełnie inne właściwości – tłumaczy ks. Wiśniewski. – Dla teologa ważne jest na początku, czy taki fakt w ogóle miał miejsce. Więc osiągnięcie przez komisję pewności moralnej co do tego, że nie jest to żadna reżyseria, żadne matactwo – a przeprowadzone badania stawiają nas wobec faktu materii o nowych właściwościach – to dla teologa jest dopiero punkt wyjścia i moment na pytanie, z czym mamy do czynienia. Pytamy o to, czy to, co się dokonało, jest wytłumaczalne inaczej niż przez interwencję nadprzyrodzoną. Skoro nauki ścisłe stają wobec tego faktu bezradne, jest zasadne doszukiwanie się interwencji mocy Bożej. Bo kategoria cudu nie należy do świata nauki, ale jest ściśle teologiczna.


    Co to jest cud? – To wydarzenie, które zachwyca, zdumiewa przez to, że zaistniało w sposób, który jest z punktu widzenia normalnych procesów i łańcuchów przyczynowo-skutkowych niewytłumaczalny. W teologii o cudzie możemy mówić wtedy, kiedy mamy pewność, że wydarzenie zaistniało na skutek stwórczej mocy Bożej, a jego realizacja nie byłaby inaczej możliwa. Ale to tylko pierwszy aspekt tego, co nazywamy cudem: aspekt ontologiczny – podkreśla kapłan.


    Drugim aspektem jest to, że wydarzenie stawia nas w sytuacji zadziwienia i zdumienia wobec pytań oraz wobec chęci otrzymania objaśnienia. – Trzeci aspekt każdego cudu to aspekt semiologiczny, czyli dotyczący znaku. Patrząc z teologicznego punktu widzenia, każdy cud jest znakiem mającym przekazać zbawcze orędzie. Definiujemy to w ten sposób na podstawie Pisma Świętego, patrząc na cuda, na znaki, które zostały tam opisane – mówi ks. Wiśniewski. – A zatem do stwierdzenia, że dane wydarzenie jest cudem, nie wystarczy pewność moralna co do tego, ze zaistniał fakt niewytłumaczalny, zadziwiający i zachwycający. Potrzebne jest obserwowanie tego zjawiska dalej. Proszę zwrócić uwagę: badania naukowców, bardzo rzetelne, uwzględniające wolność badań naukowych, trwały dwa lata. Badanie teologiczne nie może trwać jeden dzień. Ono domaga się również wielu lat, bo dla teologii interesujący jest cały kontekst zjawiska. Dla nas, teologów, faktem jest teraz nie tylko ta materia, ale wszystko to, co się z tym zjawiskiem wiąże. Np. jak będzie się teraz kształtowała postawa ludzi wobec tego faktu, do jakich konsekwencji to doprowadzi. Stąd jest zrozumiałe, że biskup używa bardzo ważnego określenia: „wydarzenie o znamionach cudu eucharystycznego”. Bo tak na tym etapie możemy powiedzieć.


    Chodzi o to, że patrząc na podobne wydarzenia, które nie są dla nas przesądzające, ale które wykazują pewne podobieństwa, możemy nazwać to wydarzenie cudem eucharystycznym. – Jesteśmy na etapie stwierdzenia, że to zjawisko ma znamiona takiego wydarzenia. I tyle. Teraz potrzebujemy czasu, aby zobaczyć, jak to się wszystko będzie kształtowało dalej. Tak jak dla medycyny potrzeba było laboratoriów, badań, metod, tak dla nas potrzeba, aby działa się historia tego zjawiska. Nie aranżowana, tylko taka, jaka ona jest. Orzeczonych cudów w Kościele mamy tak wiele, że nie chodzi o to, aby na siłę ukazać kolejny. Ale jeśli zaistniał taki fakt, to chcemy o nim rzetelnie mówić – zapewnia kapłan.


    Drugie określenie, jakie pojawia się w komunikacie biskupa, które rodzi i powinno rodzić pytanie, to precyzyjne określenie „relikwia”. – Biskup używa także wyrażenia „przedziwny znak” na określenie tej materii. Relikwia to pozostałość. Mieliśmy do czynienia z konsekrowaną Hostią, w której my, katolicy, wyznajemy ciało Chrystusa pod postacią chleba. Z tego, co było tą konsekrowaną Hostią, dzisiaj mamy kawałek materii, której właściwości są zupełnie inne i przypominają ludzką tkankę mięśnia sercowego. Jest ona tym, co pozostało po konsekrowanej hostii. Sformułowania „relikwia” używali papieże ostatnich lat. To nie jest wymysł pojęciowy na użytek tego wydarzenia – podkreśla kapłan.


    Przypomina, że Jan Paweł II w roku 1999 mówił w liście do arcybiskupa Lanciano o „relikwii słynnego cudu” i że Benedykt XVI również używał słowa „relikwia” w odniesieniu do zjawiska tego typu, które miało miejsce w Chorwacji. Wtedy papież napisał o „relikwii najdroższej krwi Chrystusa”, bo dotyczyło krwi, która pojawiła się z konsekrowanego wina.


    – Pojęcie „przedziwny znak” oznacza, że będziemy badać, w jaki sposób jest przyjmowane to zjawisko przez ludzi i do czego ich ono prowadzi. Czy do tajemnicy Chrystusa, który mówił o pokarmie udzielanym apostołom: „To jest Ciało moje, to jest Krew moja”? Czy zbliży ludzi do wiary w Eucharystię? Czy dokonają się owoce duchowej przemiany, refleksji? To będziemy badać – wyjaśnia ks. Wiśniewski. – Warto sobie także zadać pytanie, czy tego typu wydarzenie odbieramy w kategoriach wyróżnienia dla naszego miasta czy regionu. Zważywszy na kontekst poprzednich takich zdarzeń, powstają one w środowisku osłabienia wiary, nieraz w kontekście profanacji, niedbałości, zwątpienia. Zawsze mają charakter pewnego szczególnego napomnienia w wierze. Wezwania do ekspiacji, pokuty, refleksji. Czy ten dar, jaki nam Chrystus ofiarowuje, jest przez nas należycie rozumiany i przyjmowany? Jeśli zatem upomnienie może być wyróżnieniem, to jako upomnieni – tak, jesteśmy wyróżnieni. Dlatego najbardziej właściwą formą naszego bycia wobec tego wydarzenia jest refleksja z wielką dozą pokory.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół