• facebook
  • rss
  • Półtora na półtora

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 15/2016

    dodane 07.04.2016 00:00

    Wystawa ks. Rasiaka. Kiedyś Jan Paweł II mnie zobaczył i pyta z uśmiechem: „Co ty tak łazisz za mną z tą machiną?”. A ja dzięki temu łażeniu mam ujęcia, jakich nigdzie indziej nie ma. Pamięć umyka, a zdjęcia zostają.

    Muszę wam się przyznać, że los mi sprzyjał. Studiowałem wtedy na KUL-u i – pamiętam jak dziś – przyjechała wtedy do Lublina ekipa z Telewizji Polskiej. Ja miałem ze sobą kamerę radziecką „Krasnogorsk”, wynik wytężonego, długofalowego oszczędzania.

    Strasznie terkotała podczas pracy, bo żeby móc filmować, trzeba było nakręcić w niej sprężynę. „Niech ksiądz tą swoją ruską kamerą nie przeszkadza” – zwrócił mi uwagę pracownik telewizyjnej ekipy odpowiedzialny za dźwięk. Spojrzał jeszcze raz i zapytał, czy filmuję. „Tak” – odpowiedziałem zmieszany. „To niech ksiądz nie filmuje tak dużo prymasa Wyszyńskiego, tylko skupi się na Wojtyle” – poradził. „Dlaczego na Wojtyle?” – zapytałem. „Bo my od dawna za nim jeździmy i coś nam się wydaje, że jego trzeba odkryć. To jest człowiek wyjątkowy...” To i ja zacząłem jeździć za Karolem Wojtyłą – wspomina ks. Jerzy Rasiak.

    Ochrzan za „papieża”

    Był rok 1965. – Jeździłem tam, gdzie się dało. Stąd są zdjęcia, składające się na wystawę, którą można oglądać w Zgorzelcu – wyjaśnia kapłan. Jedna z fotografii jest szczególna. Kiedy w Poznaniu w 1978 r. kończyła się peregrynacja kopii obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej, ks. Rasiak był tam z kamerą. W pewnej chwili zobaczył w kadrze, że z tyłu, nad głową kard. Wojtyły widać wyraz „papież”. Ten napis był częścią całego hasła, ale w tym ujęciu było widać tylko ten jeden wyraz. Utrwalił to kilkakrotnie, potem wyświetlając kolegom na KUL-u. – Jeden z nich, który teraz jest – ho, ho, ho! – wielkim hierarchą w naszym Kościele, bardzo mnie wtedy za to ochrzanił. Przestraszyłem się, bo on był z Krakowa i mógł powiedzieć komuś ważnemu. Pomyślałem wtedy sobie, że jeszcze tego KUL-u nie skończę! Minął rok. Ten kolega przyszedł do mnie i powiedział: „Słuchaj, nie rozumiem. Skąd w Poznaniu wtedy wiedzieli?! Przecież to jest niemożliwe!”. Wyciągnęliśmy wtedy wspólnie ten kadr, żeby go jeszcze raz zobaczyć – opowiada. Ksiądz Rasiak uważa, że mieliśmy szczęście, iż nasze pokolenie mogło być świadkami wydarzenia, o którym być może pisał Słowacki w „Słowiańskim Papieżu”.

    Czy to jest to samo miejsce?

    W zgorzeleckiej parafii pw. św. Bonifacego odbył się wernisaż wystawy złożonej z kadrów wykonanych w latach 1965–1997 przez ks. Jerzego Rasiaka. Wrocławski kapłan wielokrotnie towarzyszył Janowi Pawłowi II w jego podróżach po Polsce i Europie. Na wystawie zobaczyć można piętnaście plansz z kilkudziesięcioma kadrami z filmów wykonanych przez ks. Rasiaka. Wiele z nich pokazanych jest po raz pierwszy. Ksiądz Jerzy przyjechał do Zgorzelca na zaproszenie ks. Macieja Wesołowskiego, proboszcza parafii św. Bonifacego. Ale nie była to jego pierwsza wizyta. – Miałem tu rekolekcje za księdza Kozaka, a potem za mojego kolegę księdza Mycka – wyjaśnia. – Dlaczego tak dobrze to pamiętam? Bo czas był wtedy wyjątkowy. Właśnie przyszła informacja, że zginęła Anna Jantar – wspomina. Autor filmów o Karolu Wojtyle uważa, że święty Bonifacy w ogóle odegrał bardzo ważną rolę w jego życiu. – Dziś, kiedy tu przyjechałem po latach, na początku nie mogłem rozpoznać, czy to jest to samo miejsce. Upewniła mnie dopiero ta sama atmosfera towarzysząca przebywaniu wśród ludzi, którzy kochają tego wyjątkowego świętego naszych czasów, Jana Pawła II – mówił podczas wernisażu. – Bo my go kochamy. I pamiętamy, że się nie wstydziliśmy łez, kiedy odchodził na oczach świata, pozostawiając niezwykłe bogactwo nauki, która prowadzi do Chrystusa.

    Przyjdźcie, zobaczcie!

    – Był tak bliski i tak wyjątkowy. Kochał młodzież. Cały czas się zastanawiałem i zastanawiam nadal, co on miał w sobie. Bo młodzież wcale nie jest tak łatwo prowadzić. Był wprawdzie duszpasterzem akademickim, ale podnosił wciąż wysoko poprzeczkę i młodzież za nim szalała. Szli, nie zważając na trudy tej podróży – mówi ks. Rasiak. Podczas wernisażu nawiązał do pamiętnego dla wielu mieszkańców Zgorzelca spotkania z Janem Pawłem II na wrocławskich Partynicach. Zaznaczył, że wielkości Jana Pawła II nie odkrywają tylko ci, którzy się wychowali w seminariach i zakonach, ale także ci, których wychował świat. I nie tylko wierzący. – Znam takich, którzy nie trafili jeszcze do Chrystusa, ale mówią o papieżu, że to był ktoś wyjątkowy. Dlatego dziś jestem wdzięczny moim przyjaciołom, którzy kiedyś mi powiedzieli: „Człowieku, musisz to, co robisz, filmy i zdjęcia o nim, pokazać światu!”. Odpowiadałem im: „A co w tych kadrach (wyobraźcie sobie!), co w tych maleńkich zdjęciach 1,5 na 1,5 cm można pokazać?!”. „Zobaczysz” – odpowiadali – przypomina sobie ks. Jerzy. I to jest, jego zdaniem, odpowiedź na pytanie o sposób na dzisiejsze czasy, kiedy potrzeba obrazu, dźwięku i... zadumy. – I tę zadumę, kochani, chcemy wam zostawić w formie tej wystawy. Przyjdźcie zobaczyć, jaki on był nam bliski. Trzeba go kochać, bo on kochał wszystkich, bez różnicy. A jak potępiał to tak, że wszyscy go rozumieli. Jak Pan Jezus.

    „Się prezentował”

    Skąd pomysł na wystawę? Ks. Jerzy uważa, że właśnie takie filmowo-zdjęciowe spojrzenie na Jana Pawła II bardzo nas może do niego przybliżyć. – Potrzebne jest to nam zwłaszcza teraz, w 11. rocznicę jego odejścia, która przypada na początek kwietnia. Jedenaście lat temu – tak niedawno. Na tych zdjęciach nie ma pogrzebu. Chciałem go dla was zachować jeszcze młodego, jak „się prezentował”. Kobiety rzymskie mówiły: „Oto prawdziwy mężczyzna! Papież, który jak coś powiedział, to było go słychać, a jak zaśpiewał, to wszyscy chcieli słuchać!”. I to w każdym niemal języku. Wielu ludziom pomógł, wielu zawdzięcza mu bardzo dużo. Każdy z nas ma go w pamięci. Stąd ten tytuł: „Święty naszych wspomnień” – wyjaśnia autor wystawy. Wezwał obecnych na wernisażu do wspomnienia polskiego papieża w modlitwie, zarówno 2 kwietnia, jak i 27 kwietnia. – To też już niedługo. Dwa lata temu, 27 kwietnia 2014 r., Kościół wyniósł go przecież do godności świętego – przypomniał wrocławski kapłan. Wystawę zorganizowano przy współudziale Ośrodka Kultury i Sztuki we Wrocławiu, Instytucji Kultury Samorządu Województwa Dolnośląskiego oraz Ośrodka Audiowizualnego Wrocławskiej Kurii Metropolitalnej. Do Zgorzelca wystawa przyjechała dzięki staraniom władz miejskich. Ekspozycję będzie można oglądać do 13 kwietnia. Wstęp na wystawę jest bezpłatny.•

    „Lepiej kamerą niż kropidłem”

    Ksiądz Jerzy Rasiak to m.in. utalentowany reżyser filmowy, montażysta, operator i fotograf. To jemu zawdzięczamy powstanie Ośrodka Audiowizualnego przy Wrocławskiej Kurii Metropolitalnej. Ksiądz Jerzy nazywany jest „filmowcem w sutannie” lub „wrocławskim kronikarzem ojca świętego”. Kardynała Karola Wojtyłę po raz pierwszy spotkał podczas wykładów, jakie przyszły papież prowadził w stolicy naszej archidiecezji. Pierwszy dokument filmowy zawierający bliskie ujęcie Karola Wojtyły wykonał w sierpniu 1965 r., podczas sesji Episkopatu Polski we Wrocławiu. Z czasem zaczął regularnie utrwalać na kliszy filmowej i fotograficznej jego obecność we Wrocławiu i innych miejscach w Polsce i na świecie. Wkrótce ojciec święty stał się główną postacią dokumentalnej pracy ks. Rasiaka. Kapłan jest autorem słynnego ujęcia, na którym kard. Wojtyła podczas uroczystości zakończenia peregrynacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej (1978 r.) ma nad głową słowo „papież”, będące częścią napisu na murze. Po kilkunastu miesiącach od tego czasu ks. Rasiak był świadkiem ogłoszenia słów: „Habemus papam!”. Ksiądz Jerzy towarzyszył później papieżowi Janowi Pawłowi II we wszystkich jego pielgrzymkach do Polski. Efektem tych spotkań są tysiące zdjęć i dziesiątki godzin filmów. Część z nich można zobaczyć na wystawie „Święty naszych wspomnień” w Zgorzelcu. Jerzy Rasiak od wczesnej młodości interesował się utrwalaniem wydarzeń na światłoczułym filmie. Pierwsze swoje filmy zaczął kręcić wkrótce po wstąpieniu do seminarium duchownego (1960 r.). Niebawem stał się stałym dokumentalistą najważniejszych dla życia archidiecezji i społeczeństwa Dolnego Śląska wydarzeń. To on fotografował i filmował m.in. kardynałów Stefana Wyszyńskiego i Bolesława Kominka, a także Karola Wojtyłę. Za swoje filmy i fotografie zdobył wiele prestiżowych nagród. Jest laureatem m.in. Festiwalu Filmów Katolickich w Niepokalanowie oraz hiszpańskiego Festiwalu Filmów Religijnych Ronda. Jan Jakub Kolski powiedział o nim, że lepiej włada kamerą niż kropidłem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół