• facebook
  • rss
  • Zmartwychwstanie serca w 72 godziny

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 11/2016

    dodane 10.03.2016 00:00

    Duchowość. Wzięli się za bary z tematem, który, niestety, ciągle jest marginalizowany – jak zrobić miejsce dla męskiej duchowości w Kościele?

    Za kilka dni będziemy wspominać św. Józefa Opiekuna Zbawiciela. Od dwóch lat w Lubinie 20 mężczyzn spotyka się pod jego patronatem w ramach ruchu „Mężczyźni św. Józefa”. – Myślę, że każdy z nas ma swoją historię, ale przyprowadziła nas tu jedna Osoba – Duch Święty. Ja byłem wówczas na zakręcie życia. Kilka miesięcy wcześniej mojej żonie pękł tętniak mózgu. Przeżyła, ale zaczęliśmy się zastanawiać: „Po co to było? Co Pan Bóg chciał nam powiedzieć?”. Zawsze byłem wierzący, ale ostatnimi czasy przestałem rozumieć wiele rzeczy w instytucji Kościoła... – wspomina Maciek. – Wtedy Mirek zaproponował mi udział w spotkaniach. Dla mnie decydujące w nich jest, że to my je prowadzimy, a kapłan jest tylko asystentem, opiekunem.

    To zaważyło na tym, że tu przyszedłem. Młodszy o wiele lat od Maćka Tomek też przeżywał trudne chwile: – Dwa lata temu trafiłem do wspólnoty Nazaret. To był trudny czas w moim życiu, byłem zmęczony fizycznie i psychicznie. Narodził się pomysł na nasz ruch. Gdyby ktoś zapytał mnie dwa i pół roku temu, czy będę we wspólnocie braci, i powiedział, że będę miał taką radochę z modlenia się, to postukałbym się w głowę i otworzył kolejną puszkę z piwem. Tutaj czuję się odmieniony i mam chęć do życia. Nawet gdy ze względu na pracę i rodzinę nie mogę pojawić się na spotkaniu, łączę się myślami z jego uczestnikami i wiem, że oni też chcą mnie wspierać duchowo. To daje siłę – mówi postawny Piotrek, którego trudno posądzić o ckliwość.

    72 godziny dla Pana

    Drugi Piotr nie ukrywa, że to spotkanie z Donaldem Turbittem dało mu kopa do działania. – Zainspirowało mnie spotkanie z założycielem „Mężczyzn św. Józefa”. Był w Lubinie i przemawiał do grupy mężczyzn. On mnie – nas! – zainspirował – mówi. A co takiego głosi Donald Turbitt? Ten emerytowany strażak z Chicago wskazuje na przykrą rzeczywistości chrześcijaństwa: – Większość mężczyzn chce życia duchowego. Wiedzą, że tego potrzebują. Ale chrześcijaństwo jest zdominowane przez duchowość kobiecą i oni boją się, że coś stracą, wchodząc w sferę życia duchowego – mówi Amerykanin. – Wchodząc do przeciętnego kościoła, czuję pewną obawę o swoją męskość, odnosząc wrażenie, że jeśli chcę być dobrym chrześcijaninem, muszę przestać zachowywać się jak mężczyzna. To jest kłamstwo pochodzące z piekła, ale, niestety, podtrzymywane w różnych Kościołach. Dlatego jest tak trudno ewangelizować mężczyzn. Odpowiedzią na te braki stali się „Mężczyźni św. Józefa”. To wspólnota panów, którzy pragną w swoim życiu duchowym czegoś więcej. Formę, w jakiej do tego dążą, określa hasło: „72 godziny”. To w ciągu tego czasu Jezus zmartwychwstał. Dlatego Donald Turbitt proponuje comiesięczne spotkania po 2 godziny (co daje 24 godziny na rok), raz w roku 6-godzinną konferencję, a także jeden weekendowy wypad poza miasto na 42 godziny – łącznie 72 godziny na pracę w roku na zmartwychwstanie serca mężczyzny. Jeśli ktoś ma potrzebę częstszych kontaktów, spotyka się więcej razy. Niezwykle istotnym elementem życia chrześcijańskiego mężczyzny jest kontakt z grupą braci. Pozwala on na wspieranie się nawzajem w sprawach dotyczących naszego życia z Bogiem, codziennego zmagania się z pokusami i wzrostu w byciu uczniem. Grupy mają do wyboru formę aktywną (czyli spotkania w plenerze, wspólne wypady za miasto, wspólną przygodę, np. wyjazd w góry, do jaskiń czy lasu, na ryby), bądź grupę formacyjną (spotykającą się w salce parafialnej przy wspól- nej modlitwie, posiłku i dziele- niu). Na to też „złapał się” Paweł: – Mężczyźnie jest potrzeba wspólnota. Można walczyć samemu, ale skuteczniejsza jest walka ramię w ramię, we wspólnocie. Każdy z nas szukał bratniej duszy. W środowisku pracy mało się rozmawia o sprawach Bożych, więc siłą rzeczy przeżywamy duchowość w samotności. Pierwszy etap to szukanie kogoś, kto myśli w ten sam sposób. Po spotkaniu mieliśmy plany, żeby zrobić „Kościół męski”. Poczekaliśmy kilka miesięcy i Duch Święty nas tu sprowadził. Lepiej dla nas, jak będziemy kroczyć razem. Chcemy, by jeszcze wię- cej mężczyzn, którzy walczą gdzieś samotnie, mogło do nas dołączyć i mówić o sprawach Bożych – marzy Paweł. – Najpierw się modlimy. Mamy Msze św. we własnym gronie. Nauczanie może być wówczas trochę inne, by wydobyć te pokłady, które w mężczyźnie powinny być kształtowane – mówi Mirek.

    Pod włos, czyli po męsku

    – Przyciąga mnie tutaj męskie grono. Mężczyznom nie trzeba tłumaczyć, co to znaczy. Każdy z nas, jak tu siedzimy, dał mocne świadectwo swojego życia. Jestem przekonany na 200 proc., że te nasze bardzo osobiste sprawy nie wyjdą poza mury tego pomieszczenia. To dla mnie znaczy męskie grono – uważa Maciek. – Po drugie: szczerość. Nie rozmawiamy o ciepłych pączkach i przyjemnych rzeczach, ale o wadach, problemach i grzechach. Szczerość jest pełna, nie ma zmiłuj. Potwierdza to Mariusz, który wcześniej się nie odzywał, bo bał się, że jak już zacznie mówić, nie zmieści się w 15 minutach. Zebrani odpowiadają wybuchem śmiechu, co tylko potwierdza szczerość Mariusza. – I to jest między innymi to, męska grupa! Tego typu złośliwe, ale życzliwe żarty nie przeszłyby w mieszanej grupie! – uważa. – Nie pochodzę z religijnej rodziny. Mam kłopot z uczestnictwem, np. w Drodze Krzyżowej w kościele. Wiele rzeczy robię, bo robi to grupa. Dlatego poszedłem na nocną Drogę Krzyżową. Spodobało mi się i w tym roku też pójdę – tłumaczy Mariusz. Bo wśród „Mężczyzn...” narodziło się pragnienie zorganizowania czegoś dla siebie i innych. I tak powstała Droga Krzyżowa z Grodowca do Lubina. Ostatnio pojechali też na rekolekcje do Janic. Wymyślili, że jednym z zajęć będzie zabawa w paintball. – Moja żona, kiedy usłyszała, że na rekolekcjach będziemy strzelać do siebie kulkami z farbą, skrytykowała ten pomysł. Z przyczyn niezależnych od nas wyszło tak, że zabawa musiała odbyć się w sobotę przed południem. Nieprzyzwyczajeni do takiego wysiłku fizycznego po obiedzie legliśmy na łóżkach i zmorzył nas sen. I wtedy nastał ten najtrudniejszy moment, by powstać do modlitwy. Przeszedłem się po pokojach, budząc moich braci: „Wstawaj, już czas”. I oni wszyscy wstawali z łóżek. Nie było gadania: „Nie teraz, nie mam siły, może jeszcze chwilkę poleżymy”. Po prostu każdy wstawał w poczuciu obowiązku. Przypominali zaciężne wojska – trzeba odeprzeć atak nieprzyjaciela i musimy się zjednoczyć. I wszyscy wstali! Przy- szli do kaplicy. I, powiem szcze- rze, to była jedna z najwspanialszych modlitw, jakie przeżyłem w życiu! Pan Bóg tak nam pobłogosławił to przezwyciężenie ludzkiej niemocy, że Duch Święty krążył miedzy nami z mocną i radością modlitwy i uwielbienia! Umocnił nasze serca! – mówi Mirek.

    Św. Józef

    – Kultura masowa pokazuje nam superbohaterów. Walczą ze złem, są twardzi – tacy macho. Św. Józef pokazywał, że wartością jest to, iż pełni się wolę Bożą a nie swoją. Macho chce pełnić tylko swoją wolę. On ucieka od opieki nad żoną i dziećmi. Superbohater przyjąłby nowe życie. Św. Józef robił takie zwykłe rzeczy – opiekował się tylko Dzieckiem Bożym. Był superbohaterem w zwykłych rzeczach. Macho szuka przygody, pomijając Boga. Mężczyzna idzie z rodziną do kościoła – opowiada Paweł. Mariusz już jako niewierzący lubił św. Józefa. Za co? Za koszyk. – Wzięło się to z wiersza „Ze wszystkich świętych katolickich najbardziej lubię świętego Józefa” autorstwa Andrzeja Bursy. Tam na końcu są słowa, że Józef „niósł dziecko i najcięższy koszyk”. Z kolei Zbyszek patrzy na patrona ich wspólnoty z perspektywy życia duchowego. – Staram sobie wyobrazić, że on był młody, tak samo jak każdy z nas. Każdy z nas poznał jakąś wybrankę, miał plany założenia rodziny, znalezienia dobrej pracy, budowy domu. Św. Józef też pewnie tak miał. A tu totalne zmiany – Maryja poczęła nie z jego dotknięcia. To jest dla faceta strasznie mocna rzecz. I później następuje wiele innych wydarzeń, w których trzeba podporządkować się woli Bożej. I on się jej poddaje. I nie cierpi z tego powodu. Nie jest nigdzie pokazane, żeby przyjął postawę męczennika To jest jakby postawa właśnie ofiarowania całego swojego życia Panu Bogu. Oddania wszystkich swoich sfer Bogu, nie zwalniając się, oczywiście, z obowiązków męża i rodzica. Św. Józef wyszedł na tym doskonale – mówi Zbyszek.• Więcej na www.mezczyzniwlublinie.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół