Nowy numer 16/2018 Archiwum

Narzędzie w rękach Mistrzyni

– Kapliczka nie jest po to, by spełniać nasze marzenia. Ale jej obecność bardzo pomaga – mówi Stella Gierak.

Ruch Szensztacki w diecezji legnickiej skupia już ok. 2 tys. osób i Apostolat Pielgrzymującej Matki Bożej z każdym miesiącem wzbogaca się o nowe kręgi, których obecnie jest 70. Dowodem na to, że ruch na dobre wrósł w Kościół lokalny, jest pierwsza Diecezjalna Pielgrzymka Rodziny Szensztackiej do sanktuarium Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej w Winowie koło Opola.

Pojechało tam ponad 150 pielgrzymów z Bolesławca, Raciborowic, Jurkowa, Nowogrodźca, Czernej, Wielowsi, Parszowic, Miłkowa, Starego Łomu i Osetnicy. Ruch osadza się na przymierzu miłości, które zawarł założyciel, o. Józef Kentenich, razem z grupą młodych seminarzystów w Schönstatt. Było to dokładnie 101 lat temu, 18 października 1914 r. Ludzie Szensztatu chcą być jak Maryja: nieść Chrystusa do domów, rodzin, do innych ludzi, także tam, gdzie Go nie znają. Chcą być narzędziem w rękach Maryi. – A wiadomo, że z narzędziem jest tak: nawet najlepsze w nieudolnych rękach będzie bezużyteczne, natomiast nawet kiepskie w rękach mistrza może posłużyć do wykonania dzieł wielkich i pięknych. I my chcemy być takimi narzędziami w rękach Mistrzyni i Wychowawczyni – Maryi – mówi Marek Szyjkowski z Bolesławca. – Zawierając przymierze miłości z Maryją, oddajemy się Jej całkowicie i bez zastrzeżeń. W tym właśnie przymierzu miłości dążymy do świętości w życiu codziennym. Mówię: chcę być święty. To przymierze to tak naprawdę szukanie Boga w codzienności. – To wielkie słowa, ale przecież w tę prawdę wierzymy i w Apostolacie Pielgrzymującej Matki Bożej tę prawdę wyznajemy. Publicznie, bez hałasu i megafonów, swoimi dobrymi czynami. Różny jest stopień zaangażowania, bo każdy z nas jest inny – i to przyjmujemy jako dar i łaskę, nie jako ułomność czy przeszkodę. A to z kolei uczy pokory. I tak można by rozwijać tę myśl bardzo długo... – twierdzi Marek Szyjkowski. Coś na temat niespodziewanego przyjęcia Matki Bożej, a tym samym i Boga pod swój dach wie Marcin Piaścik z Miłkowa. W ruchu bardzo ważnym symbolem obecności Matki Bożej jest bowiem kapliczka – kopia tej, która znajduje się w Schönstatt. W ten sposób rodziny potwierdzają chęć obecności Maryi w ich życiu. – Kapliczka znalazła się w naszym domu, ponieważ spodobała się dzieciom. Zobaczyły ją w kościele i bardzo chciały, żebyśmy wzięli ją do siebie – opowiada mężczyzna. Całą rodziną pojechali do Winowa, ale nie zawierali jeszcze przymierza. – Na razie rozeznajemy, czy to jest akurat nasza droga życia, nasza duchowość. Ale, oczywiście, jesteśmy otwarci, o czym świadczy fakt, że uczestniczymy w tworzeniu kręgu rodzin w naszej miejscowości – mówi Marcin Piaścik. Większą pewność co do obecności w tym ruchu ma Stella Gierak z Ostenicy. – W ruchu jesteśmy mniej więcej od roku. Wszystko zaczęło się od pożaru naszego domu. Zadzwoniła do mnie pewna pani, która dowiedziała się o nim od dzieci chodzących z moim synem do klasy. Spytała, czy mogą w czymś pomóc. No, i przyjechali w odwiedziny. Zaprzyjaźniliśmy się. Pojechaliśmy do nich i zobaczyłam tam kapliczkę Maryi. Pamiętałam, że kiedyś po domach na wsi peregrynowały obrazy Matki Bożej. „Wypożyczyliśmy” więc kapliczkę. Na parę dni – opowiada Stella Gierak. Tak pożyczali i pożyczali, aż usłyszeli od znajomych, że mogą mieć przecież „własną” kapliczkę. Wystarczy założyć krąg i kapliczka będzie u nich w domu o wiele częściej. W ten sposób zaprasza się Maryję do rodziny, a samemu wchodzi się do ruchu. Szczytowym momentem przy- jęcia idei ruchu jest zawarcie uroczystego przymierza miłości z Bogiem. – To pragnienie, które rodzi się w sercu. Można na tę potrzebę odpowiedzieć uroczystym zawarciem przymierza miłości w sanktuarium Matki Trzykroć Przedziwnej i nasza pielgrzymka dawała taką możliwość – mówi Marek Szyjkowski z Bolesławca. Przymierze miłości zawarły na pielgrzymce cztery osoby, a w diecezji legnickiej jest ich obecnie dziewięć. Do tego na pewno dorasta się poprzez trwanie przy Maryi. – Czy pomaga Jej obecność? Oczywiście, że tak, chociaż przecież nie jest po to, by spełniać nasze marzenia. Widzę po dzieciach, że gdy zbliżają się egzaminy, to od razu kapliczka po cichu ląduje u nich w pokoju. Wcześniej niby człowiek był wierzący, ale jakoś nie zauważałam drobnych spraw wiary czy relacji z innymi ludźmi. Człowiek się modlił, ale jakoś nie było tego czegoś więcej. Nie zwracało się uwagi na małe piękne sprawy. To zmieniło się wraz z pożarem. Ale z niego narodziła się więź z Maryją i Bogiem – nie ukrywa Stella Gierak.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma