• facebook
  • rss
  • Tu nikt nie jest sam

    Zebrał Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 34/2015

    dodane 20.08.2015 00:00

    Jak po latach wspominają to święto ci, którzy byli w Głuszycy i Krzeszowie przed 20, 15 i 10 laty?

    Tegoroczne spotkanie w Legnickim Polu będzie 23. edycją tych wielkich, bo przygotowanych na kilkaset osób rekolekcji dla młodych katolików. Ci, którzy brali udział w tych pierwszych, w Głuszycy w 1993 r., dzisiaj już sami mają dzieci, które mogą brać udział w spotkaniu w Legnickim Polu.

    Katarzyna

    Z tamtymi czasami wiążą się same dobre wspomnienia... Pierwszy raz na spotkaniu byłam w Głuszycy w 1996 r., ale wówczas to był Festiwal Piosenki Religijnej. Spotkanie było bardzo podobne do tego, które teraz odbywa się w Legnickim Polu, czyli były wykłady, spotkania z wartościowymi ludźmi Kościoła, później praca w grupach dzielenia, koncerty (w 1996 r. gwiazdami były zespoły Stare Dobre Małżeństwo i Querido Matias) oraz modlitwa. Do dziś pamiętam, jak wnosiliśmy krzyż podczas Drogi Krzyżowej na Rogowiec. To była ciężka droga przepełniona śpiewem i modlitwą. A potem nocna adoracja krzyża w kościele, którą prowadził ks. Augustynowicz... Głuszyca to dla mnie był czas głębokiej modlitwy oraz zawiązywania się wspaniałych znajomości i przyjaźni, które przetrwały do dziś. W tym miejscu rodził się w moim sercu KSM. Kolejne Spotkania Młodych, na których byłam, odbywały się w Krzeszowie. Pierwsze, co mi się przypomina, to te tłumy młodych ludzi, takich jak ja. Było nas tak wielu, że bazylika pękała w szwach. Więcej: to Krzeszów ożywał na ten czas i pękał w szwach. Codziennie trwałam na modlitwie w kościele pw. św. Józefa i wraz z innymi modliłam się w intencjach spotkania i tych pozostawionych w skrzynce modlitewnej. Plac klasztorny opuszczaliśmy późną nocą, aby rano znów wspólnie modlić się i świętować. Największe wrażenie wywarły na mnie jednak ostatnie noce i nabożeństwa nocne (Droga Krzyżowa wokół Krzeszowa), Nabożeństwo Bożego Narodzenia – dzielenie się opłatkiem, teatr uliczny. Uważam, że każdy młody człowiek poszukujący autorytetu, miłości, akceptacji, Boga na Spotkaniu Młodych odnajdzie wszystko. Tu nikt nie jest sam, tu jesteśmy rodziną. Polecam wszystkim...

    Ariel

    Spotkanie Młodych, jeszcze w Krzeszowie, było corocznym punktem moich wakacji zaraz po Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę. Zawsze te dni miały swój charakter. Spotykałem wtedy znajomych, przeżywałem duchowe uniesienia na modlitwie i adoracji. To był czas poznawania przyjaciół. Czas formacji skupiał się wokół takich osobistości, jak „Orzech” czy ojciec Leon Knabit – kapłanów o wybitnych zdolnościach „nienudzenia”. To dzięki wakacjom spędzonym w Krzeszowie na Diecezjalnych Spotkaniach Młodych jestem dzisiaj kimś lepszym.

    Aneta

    Spotkania Młodych w Krzeszowie początkowo były dla mnie okazją, żeby wyrwać się z domu i spędzić czas z rówieśnikami. Pamiętam wspólne posiłki na trawie, grę w siatkę i nowe liczne znajomości. Codzienna Eucharystia była punktem, który „trzeba było zaliczyć”, a konferencje były momentami, które „trzeba było przetrwać”. Jednak coś każdego roku przyciągało i kazało wracać do tych samych miejsc i osób, a nawet konferencji i mocno przeżytych nabożeństw kończących spotkanie. Dziś jako żona, matka, kobieta po trzydziestce korzystam z każdej możliwości, aby choć na chwilę pojawić się na Spotkaniu Młodych, uczestniczyć we Mszy św. czy posłuchać konferencji. Okazało się, że te kilka dni w ciągu roku pomagały mi wzrosnąć i zrozumieć wiele spraw związanych z wiarą i ze mną samą. Pozostawiły wspomnienia, które do dziś wywołują uśmiech na twarzy: radosny taniec i śpiew w krzeszowskim kościele, zamyślenie a nawet łzy na twarzach wielu uczestniczących w nabożeństwie końcowym. Więcej relacji na: legnica.gosc.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół