• facebook
  • rss
  • Czy widziałem cuda? Tak!

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 29/2015

    dodane 16.07.2015 00:00

    Legnicę odwiedził ks. Jan Kaczkowski, kapłan i, jak sam o sobie mówi, „onkocelebryta”. – Jeżeli Pan Bóg da, wrócę na rekolekcje adwentowe – obiecał.

    Długo zapowiadana wizyta doszła do skutku w zeszłą sobotę i niedzielę. Ks. Jan Kaczkowski przyjechał do Legnicy z kilkuosobową ekipą wolontariuszy, którzy prosili o datki na prowadzone przez nich hospicjum w Pucku. To była jedyna zapłata, o którą poprosił w zamian za przyjazd ten znany w całej Polsce kapłan.

    – Mama martwiła się, że przez całe życie będę żebrał o pieniądze. Ale ja jej powiedziałem, że to fakt, że jestem żebrakiem, ale takim ekskluzywnym, bo żebrzę w kościele, a nie przed nim – mówił na spotkaniu z dziennikarzami kapłan. Ks. Jan Kaczkowski mimo zaawansowanego stadium glejaka w mózgu przyjechał do nas, by spotkać się z kilkoma grupami ludzi zainteresowanych problemami, o których mówi kapłan. Już przed południem spotkał się z chorymi. Tych do świątyni pw. Podwyższenia Krzyża Świętego przyszło kilkudziesięciu.

    Później było spotkanie z dziennikarzami, pracownikami służby zdrowia. Był też czas na Eucharystię w szpitalnej kaplicy. Następnego dnia było kilka spotkań na Eucharystiach w kościele parafialnym, Koronka do Bożego Miłosierdzia. Czas był więc wypełniony bardzo obficie, ale taka była wola gościa. – Ja wiem, że mam ograniczony czas życia. Nie wiem, ile pożyję. Muszę robić rzeczy konkretne. Dlatego jeżeli już jadę na drugi koniec Polski, to chcę wykorzystać czas na jak najwięcej spotkań – mówił ksiądz Kaczkowski.

    A o czym mówił na tych spotkaniach? O sprawach trudnych. – Jestem z wykształcenia bioetykiem, doktorem teologii moralnej. Ta bada sytuacje w naszym życiu, które moglibyśmy nazwać sytuacjami granicznymi, takimi jak poczęcie, śmierć, choroba – graniczne w obrębie biologii. Jestem też prezesem hospicjum. Sam też jestem chory. Często więc spotykam się z sytuacjami konieczności informowania o chorobie, co wiąże się z procesem przekazywania trudnych informacji – nie ukrywał ks. Jan Kaczkowski.

    Na potwierdzenie przytaczał przykłady, w jaki sposób informuje pacjenta o chorobie, jak próbuje poradzić sobie z jego lękiem i strachem przed bólem, samotnością czy samą chwilą śmierci. – Często jest tak, że starsi rodzice nie chcą mówić dorosłym dzieciom o swojej chorobie, chcąc ich chronić. I ja swoją rolę widzę wówczas w tym, by doprowadzić do spotkania tych dwóch światów. Do rozmowy. Trudnej, ale niezbędnej – opowiadał.

    Bardzo ważnym zagadnieniem był problem wykorzystania tych chwil, które jeszcze choremu pozostały. – Czy widziałem cuda w hospicjum, że ktoś nagle wstał, spakował się i wyszedł z niego zdrowy? Nie. Ale czy widziałem cuda? Tak. Są nimi te chwile, gdy ktoś skonfrontowany z ciężką chorobą w momencie, gdy zbliża się agonia, jedna się z najbliższymi, nawet po latach, a to są prawdziwe moralne cuda – twierdzi ks. Jan Kaczkowski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół