• facebook
  • rss
  • Wehrmacht z medalikiem

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 28/2015

    dodane 09.07.2015 00:00

    Poszukują masowych grobów, żeby kości żołnierzy i cywilów pochować z szacunkiem należnym ofiarom wojny. Z którejkolwiek strony by padli.

    Jest lato 1946 r. Rok wcześniej zakończyła się konferencja pokojowa w Poczdamie. Wielka Trójka – Churchill, Stalin i Roosevelt postanowiła, że zachodnia granica Polski oprze się o Odrę i Nysę Łużycką. W tekście porozumienia nie było słowa o Mierczycach, niewielkiej wsi na Dolnym Śląsku. Tymczasem od kilku miesięcy napływało tam coraz więcej polskich osadników. Tego lata w ręce sołtysa Mierczyc trafiło pismo od starosty jaworskiego.

    Nakazywało szczegółowe spisanie masowych grobów wojennych na terenie sołectwa. „W celu późniejszej ekshumacji i przeniesienia szczątków poległych żołnierzy sowieckich w godne miejsce”. Na terenie Mierczyc grobów sowieckich nie było. Za to na łące pomiędzy torami i drogą na Jawor pochowano pod koniec wojny 76 żołnierzy Wehrmachtu. Tak napisał w raporcie sołtys, skrupulatnie oznaczając liczbę ciał i miejsce grobu. 70 lat od tych wydarzeń na ślad sołtysowego raportu trafił w legnickim Archiwum Państwowym Maksymilian Frąckowiak, archeolog ze Stowarzyszenia „Pomost”. Stowarzyszenie od 18 lat prowadzi badania grobów wojennych na terenie Kujaw, Pomorza i Wielkopolski, a ostatnio także Dolnego Śląska. Do Mierczyc ekipa przyjechała 29 czerwca. Prace poszukiwawcze poprzedzili wywiadem z mieszkańcami. Kilku potwierdziło informacje z sołtysowego dokumentu. Przez trzy kolejne dni mała koparka eksplorowała łąkę, robiąc punktowe wykopy. – Szukamy zmian w zabarwieniu gruntu. W miejscu masowych grobów jednolity kolor zakłócają ciemne plamy przemieszanego piasku. Wtedy wiem, że coś tu zakopano – wyjaśnia Krzysztof Czajkowski, operator koparki, która w jego rękach zamienia się w chirurgiczne narzędzie. – Krzysztof pracuje z nami od 2,5 roku. Tylko jemu możemy powierzyć te delikatne prace bez nadzoru – mówi Tomasz Czabański, prezes Stowarzyszenia „Pomost”. Po kilkudziesięciu godzinach spędzonych na rozgrzanej upałem łące, grobu nie odnaleziono. – Nie znaczy to, że go tu nie ma. Może jest po drugiej stronie drogi albo gdzieś obok. Jeszcze wrócimy w to miejsce – zapewnia Czabański. Na ogół „trafionych” jest ok. 70 proc. wskazanych przez dokumenty i świadków miejsc. Dlaczego szukają grobów niemieckich? – „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie” – te słowa biskupów polskich skierowane do biskupów niemieckich w 1965 roku legły u podstaw zawiązania naszego stowarzyszenia – wyjaśnia Tomasz Czabański. W 1997 roku w Poznaniu zebrała się grupa ludzi, którym przyświecał jeden cel – spróbować w jakiś sposób naprawić zło, jakie wytworzyło się między narodami Polski i Niemiec. – Zakładając „Pomost” chcieliśmy dotrzeć do Polaków i Niemców i zmienić ich nastawienie do siebie, wypaczone przez pół wieku komunizmu. Pamiętamy o przypadkach z lat wojny, kiedy Niemcy ratowali życie Polakom. Pamiętamy o Polakach, którzy, gdy zmieniły się koleje losu, ratowali życie Niemcom – mówi prezes Czabański. Członkowie działającej w ramach „Pomostu” Pracowni Badań Historycznych i Archeologicznych odnaleźli już setki szczątków niemieckich żołnierzy i cywilów. Dziesiątki odkrytych grobów skrupulatnie opisano i skatalogowano, a ciała pochowano na wojennych cmentarzach niemieckich w Polsce. Najwięcej w Nadolicach Wielkich k. Wrocławia. Wszystkie pogrzeby odbywały się z udziałem katolickich i ewangelickich duchownych, którzy odprawiali tam ekumeniczne nabożeństwa. Tak było np. w Błocnie w Lubuskiem, gdzie pochowano powtórnie szczątki 48 cywilów niemieckich, prawdopodobnie ofiar radzieckich żołnierzy (mordu dokonano tydzień po przejściu frontu, w grobie znaleziono sowiecką amunicję). Od kilku miesięcy badacze z „Pomostu” obecni są na terenie naszej diecezji. Poszukiwania rozpoczęli od Nowogrodźca. Potem były Niwnice w powiecie lwóweckim i Lipin w powiecie polkowickim. I kolejno – 6 i 11 ekshumowanych żołnierzy oraz 12 mieszkańców Lipin, zastrzelonych przez Rosjan. Przy szczątkach żołnierzy archeologowie znajdują różne rzeczy: nieśmiertelniki, papierośnice, monety. Jeszcze częściej – medaliki, krzyżyki, różańce. – Na jednym z medalików był polski napis – mówi Maksymilian Frąckowiak. – Być może ten żołnierz był Kaszubem, może Ślązakiem a może po prostu Polakiem? – zastanawia się. Członkowie Pracowni Badań Historycznych i Archeologicznych szacują, że na Dolnym Śląsku jest jeszcze kilkaset miejsc masowych pochówków wojennych. Dlatego niedługo chcą tu wrócić.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół