• facebook
  • rss
  • Rząd O, grób 24

    Janusz Skowroński

    |

    Gość Legnicki 23/2015

    dodane 03.06.2015 00:00

    Mimo że od zakończenia wojny minęło 70 lat, obóz dla jeńców wojennych na przedmieściach Zgorzelca wciąż nie odsłonił wszystkich swoich tajemnic.

    W ostatnich tygodniach dwa razy się zdarzyło, że krewni byłych jeńców radzieckich mogli stanąć w miejscu pochówku bliskich.

    Od połowy 1942 r. do obozu zaczęły nadchodzić transporty z frontu wschodniego. Rosjanie mieli w obozie szczególnie ciężko z powodu niepodpisania przez Związek Radziecki Konwencji Genewskiej. W stalagu VIII A baraki dla obywateli radzieckich (a później i włoskich) oddzielono od reszty więźniów podwójnym drutem kolczastym. Nie przysługiwała im żadna opieka medyczna ani prawo do oferty kulturalnej. Nie dopuszczano do nich przedstawicieli Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Zabronione były kontakty z jeńcami innych narodowości. Warunki higieniczne były tu wyjątkowo trudne.

    W roku 1942 wybuchła w radzieckiej części obozu epidemia czerwonki. Do opieki nad nimi zostali zmuszeni sanitariusze francuscy, których z czasem wywieziono z obozu. Masowe pochówki jeńców radzieckich dokonywano we wspólnym grobie w odległości ok. 400 m od obozu. Dziś na tym miejscu znajduje się cmentarz jeńców radzieckich. Ilu ich tu pochowano, dokładnie nie wiadomo. Jednak dzięki pomocy rosyjskiej fundacji „Memoriał” coraz częściej rodziny dowiadują się o miejscu pochówku najbliższych i docierają na miejsce dawnego obozu.

    Tak stało się choćby z rodziną jeńca Michaiła Afanaski. Dane jeńca szeregowca widnieją na tablicy okolicznościowej stałej wystawy, otwartej 15 stycznia i dokumentującej istnienie stalagu VIII A. Podczas prac nad przygotowaniem wystawy oraz dzięki rosyjskiemu „Memoriałowi” i niemieckiemu stowarzyszeniu Meetingpoint Music Messiaen, brat Michaiła mógł odnaleźć miejsce pochówku i poznać datę jego śmierci (8 lutego 1943 roku).

    Do tej pory sama nazwa Stammlager VIII A nic mu nie mówiła. Jowita Jeleńska, kierująca Europejskim Centrum Edukacyjno-Kulturalnym w Zgorzelcu, opowiada o innym przypadku. – Niedawno z Moskwy przyjechał wnuk Michaiła Antonowicza Dołobańko i stanął przed zbiorową mogiłą, gdzie spoczął jego dziadek, podczas wojny młody marynarz Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu. W stalagu zachorował na ostrą biegunkę jelitową i zmarł. „Rząd O, grób 24” – porządek w odnalezionej niemieckiej dokumentacji nawet po latach robi wrażenie – uważa Jowita Jeleńska.

    Pierwsi jeńcy radzieccy przybyli do obozu już w styczniu 1942 roku. W 1945 roku było ich już 16 668. Rosjanie byli zatrudniani przy najcięższych pracach – m.in. w fabryce wagonów Wumag w Görlitz, przy produkcji broni, przy budowie autostrady w Jędrzychowicach czy pobliskiej żwirowni. Tam zdarzały się przypadki rozstrzeliwań. „Dur i tyfus plamisty królowały praktycznie stale w obozie rosyjskim”, wspominał Pierre Angelroth, jeniec z Belgii. Jeńcy byli pozbawieni wszystkiego. Nagie ciała zmarłych były ładowane po dwa do jednej trumny na mały wózek, popychany przez kolegów. Pod strażą wzdłuż alei głównej obozu przekraczali bramę, aby dostać się do wspólnej mogiły. Jedna i ta sama trumna była narzędziem wielokrotnym.

    Polski jeniec Bogusław Ceraniewicz zeznawał: „Dziś rano obserwowałem pogrzeb radzieckiego jeńca. Umiera ich co dzień kilku. Na cmentarz są przewożeni w trumnach, które na miejscu się opróżnia, trupa zawija się w papier i wrzuca do wspólnego dołu, a trumna wraca do szpitala po nowy ładunek. Trumna jest zmechanizowana: wieko z jednej strony przytwierdzone jest zawiasami. Za pokręceniem korby trumna się przechyla, wieko podnosi i delikwent spada do dołu”.

    Polski robotnik przymusowy Antoni Stępień relacjonował zaś: „Wszechobecny głód wśród jeńców radzieckich spowodował, że zjadali wszystko – trawę, korzenie roślin czy kwiaty. Zgłodniali Rosjanie rzucali się na furmankę, zjadając na surowo buraki, ziemniaki, kapustę. Strażnicy bili ich za to batami, kolbami, szczuli psami. Zdarzały się przypadki kanibalizmu”.

    W lutym 1945 roku na rozkaz Bruno Malitza, kreisleitera NSDAP z Görlitz, rozpoczęto ewakuację obozu. Odbywała się w trzech etapach i przebiegała w bardzo ciężkich warunkach. Śmiertelność wśród nich była bardzo duża. Jeńcy szli pieszo, pod eskortą esesmanów. „Kto nie mógł iść o własnych siłach, był na miejscu rozstrzeliwany, z czasem zwłoki układano na wozy i grzebano w mogiłach leśnych. Więźniowie, którzy nie byli w stanie iść o własnych siłach, ładowani byli na wóz razem ze zmarłymi”, wspominał Jakub Miński, jeniec przydzielony do 50-osobowego komanda grzebiącego rozstrzelanych i zmarłych po drodze współtowarzyszy.

    Odtworzona w Centrum mapa z przebytą trasą pokazuje, że decydenci często zmieniali kierunek ewakuacji. Przeszło 370-kilometrowy marsz śmierci ostatecznie zakończył się w obozie Altengrabow pod Magdeburgiem. W stalagu VIII A pozostali jedynie chorzy jeńcy radzieccy, Słowacy z powstania słowackiego, Francuzi i Jugosłowianie z karnej kompanii. 8 kwietnia 1945 roku do obozu trafili ciężko ranni i chorzy jeńcy polscy z Międzynarodowego Szpitala Jenieckiego z Tangerhütte. Jeden z nich, Franciszek Dominik, który w obozie przebywał zaledwie miesiąc (8 kwietnia–8 maja 1945 r.) obliczył, że w tym czasie umierało 6–9 jeńców radzieckich dziennie. Roman Zgłobicki, zmarły w 2010 roku badacz dziejów stalagu VIII A, szacował, że przez obóz przewinęło się od 100 do 120 tys. ludzi różnych narodowości: obywateli Związku Radzieckiego, Francji, Włoch, Belgii, Wielkiej Brytanii, Jugosławii, Polski, Czechosłowacji i Stanów Zjednoczonych. O poznanie tragicznych losów wielu z nich nadal upomina się historia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół