• facebook
  • rss
  • Lifting wrót nieba

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 47/2014

    dodane 20.11.2014 00:00

    Liturgia. Tutejszy organista musi mieć siłę kowala, spryt akrobaty, a jednocześnie wrażliwość i delikatność godne jubilera. Krzeszowskie organy mają bowiem własną duszę.

    Miejscem wielkiego spotkania Boga z człowiekiem niezmiennie pozostaje liturgia Eucharystii. Jest ona nazywana szczytem życia chrześcijańskiego. Skoro tak jest, to i wszystko związane z nim winno być najdostojniejsze. Również śpiew i akompaniament muzyczny. W diecezji legnickiej znajduje się kilkaset organów. Jest to prawdziwy ewenement na skalę ogólnopolską. Jeżeli dodamy ich wartość zabytkową, to naprawdę znajdziemy się w czołówce wszystkich diecezji. Oczywiście nie o rankingi tu chodzi, ale o pokazanie, że mamy szczęście mieszkać w takim miejscu, gdzie aż tyle organów pomaga nam się modlić. Największym tak dobrze zachowanym instrumentem w naszej diecezji są organy w bazylice mniejszej pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Krzeszowie. Kto był, ten wie, jak misternie wyglądają, gdy patrzy się na nie z dołu. Jak przytłaczają, jak wylewają się z chóru. Zdawać by się mogło, że za chwilę oderwą się i odlecą do nieba.

    Zmiany niepotrzebne

    Instrument ten nazywany jest cudem. Jak świat długi i szeroki przyjeżdżają tutaj amatorzy pasjonaci i profesjonaliści, aby choć przez chwilę na nim zagrać. Takie oficjalne większe wizyty zdarzają się kilka razy w roku. Takie nieoficjalne – nawet kilkanaście. – Są to muzycy klasy światowej. Chcą dotknąć, poznać dzieło Michaela Englera. Proszą o możliwość zobaczenia go. Zapytałem kiedyś przyjaciela z Nowej Zelandii, dlaczego każdego roku przyjeżdża do nas, żeby grać w bazylice? Przecież bliżej na pewno są większe, ciekawsze i zapewne łatwiejsze w obsłudze instrumenty. Przecież ciężko jest na nich grać, one są nadal mechaniczne, trzeba wręcz bić rękami w klawisze, żeby wydobyć dźwięk. I on odpowiedział mi, że właśnie dlatego, że on jest taki trudny. Mówi; „chcę dotknąć instrumentu, który w 95 procentach jest taki jak 300 lat temu”. Takich instrumentów już nie ma – mówi Romuald Jana, organista w krzeszowskim sanktuarium. Niektórzy z czytelników pamiętają pewnie, jak śpiewał Czesław Niemen. Z pamięci można przywołać najsłynniejsze polskie zespoły z lat 80. XX wieku, a także przeboje ostatnich miesięcy. Co epoka to inny gust słuchaczy, inne teksty, muzyka, instrumenty. Tak samo było i jest z muzyką liturgiczną i religijną. Również ona ewoluowała i poddawała się nastrojom, wpływom i gustom aktualnej mody czy silniejszych ośrodków muzycznych. Zwłaszcza na bogatym Śląsku, gdzie ścierały się ze sobą nurty protestanckie i katolickie, szkoły z Pragi, Wiednia czy Włoch. Co rusz poprawiano, zmieniano, dodawano bądź odejmowano piszczałki czy mechanikę instrumentów. Dlatego cudowne ocalenie praktycznie wszystkich elementów w krzeszowskich organach jest ewenementem na skalę światową.

    Organy za gminę

    Dla niewtajemniczonych mogę podać, że samych tylko piszczałek jest ponad 2800. To olbrzymia liczba, chociaż w Polsce są o wiele większe instrumenty, np. najsłynniejsze chyba w Polsce organy z katedry oliwskiej mają prawie 8000 piszczałek. Nie bez znaczenia jest też ręka mistrza, który dzieło wykonywał. Gdybyśmy szukali swoistego odpowiednika Rembrandta w organistyce, to Michael Engler z Wrocławia na pewno znalazłby się wśród faworytów. Dziesiątki jego dzieł zdobiły świątynie środkowej Europy. Z krzeszowskimi organami mogłyby konkurować jeszcze dwa dzieła. Pierwsze to te ze świątyni w Ołomuńcu. Jednak one mają „tylko” 44 dźwięki, gdy krzeszowskie aż 50. Drugim dziełem Englera, które mogłoby nawet wygrać rywalizację z naszymi organami, był instrument z kościoła pw. św. Elżbiety we Wrocławiu. Ale niestety tragiczny pożar z lat 70. XX wieku, który strawił tę świątynię, pochłonął również i instrument. Według historyków sztuki był on dla Wrocławia tym, czym dla Krakowa jest ołtarz dłuta Wita Stwosza z kościoła Mariackiego. Obecnie szacuje się, że ewentualna odbudowa tych wrocławskich organów pochłonęłaby nawet 3,5 mln euro, czyli około 15 mln zł. To tyle, ile wynosi budżet niektórych dolnośląskich gmin! Ale wróćmy do Krzeszowa. – Oprócz wielkich organów, na emporach znajdowało się miejsce dla innych instrumentów, dla orkiestry. Było tutaj też miejsce dla zakonnego chóru. Możemy sobie wyobrazić, jak mogło wyglądać uroczyste i podniosłe sprawowanie liturgii podczas najważniejszych świąt. Bazylika nie była wówczas obiektem ogólnodostępnym. Otwierano ją dla „zwykłych” ludzi tylko właśnie w najważniejsze święta. Jakże musiała wówczas olśniewać! Gdy wyobrazimy sobie, że miejscowy chłop wchodził tutaj tylko na Boże Narodzenie i Wielkanoc, do tego grały tak potężne organy, śpiewał chór na kilka głosów, było pełno śpiewów, kadzidła, feeria kolorów, to miał pewnie wrażenie, że przestąpił właśnie wrota niebios… – opowiada Krystian Michalik, przewodnik po sanktuarium.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół