• facebook
  • rss
  • Rozmowa przyniosła owoce

    Jędrzej Rams

    dodane 31.01.2013 23:13

    Rozmowa z dyrektorką Domu Dziecka w Bolesławcu o konflikcie z miejscowym starostwem powiatowym ws. wysokości kwoty, którą starostwo zaplanowało przekazać na funkcjonowanie tej placówki.

    Jędrzej Rams: - Czy sprawa wysokości finansowania Domu Dziecka im. w. Józefa została wyjaśniona?
    S. Agnieszka Wieczorek: - Sprawa nie jest jeszcze wyjaśniona. Odbyło się dopiero pierwsze spotkanie z przedstawicielami starostwa. Było bardzo długie i nie chcieliśmy już podejmować kolejnych tematów. Umówiliśmy się na kolejne spotkanie robocze. Ustalimy z jakich innych źródeł powiatowych w tym roku czyli 2013 będzie można skorzystać, aby móc pomóc naszym dzieciom.

    - Siostry chcą czy muszą skorzystać z tych propozycji?
    - Przy nie zwiększonej dotacji o kwotę o którą prosiłyśmy chcemy i powinniśmy z tych propozycji skorzystać. Skorzystać tylko dlatego, że rozmawiamy o pomocy dzieciom i ta pomoc powinna być im dana z każdej strony. Nigdy do tej pory nikt nam takowej nie zaproponował. Chociażby kwestia psychologa, który będzie do nas przychodził raz w tygodniu. Tak zaproponował pan starosta. Psycholog będzie z poradni psychologicznej. Do tej pory żaden nie chciał przyjść pracować za te marne pieniądze, które byłyśmy w stanie zaoferować. Więc oceniamy, że jest to jakieś wyjście naprzeciw. Mamy nadzieje, że będą to inne propozycje, nie tylko psycholog...

    - W 2011 roku siostry podpisały umowę ze starostwem powiatowym w Bolesławcu na prowadzenie Domu Dziecka…
    - Po prostu wcześniejsza umowa się skończyła.

    - W tej pierwszej umowie była jakaś ustalona kwota na utrzymanie domu?
    - Była narzucona z góry. Teraz jest możliwość tzw. negocjacji. I bardzo liczymy na to, że nasze zdanie w negocjacjach będzie brane pod uwagę...

    - A wówczas ta kwota narzucana z góry była wystarczająca?
    - To jest tak. Ona była i jest zbyt niska, ale św. Józef się nami opiekuje i dajemy radę. Ale to nie tak powinno funkcjonować. Na wychowanie tych dzieci powinna być zapewniona tzw. kwota bezpieczna, a to, co da św. Józef powinno iść na dodatkowe remonty, czyli polepszanie dzieciom warunków i wszelką inna pomoc np. możliwość opłacenia dzieciom dodatkowych kursów, szkoły muzycznej, możliwość wyjazdów. Plan finansowy robimy zawsze na cały rok. Trudno nam przewidzieć jakie będziemy mieli wydatki, ile dzieci przyjmiemy w ciągu roku. Nie wiemy z jakimi chorobami one tu przyjdą. Tylko Duch Święty to wie…

    - Ile jest domów dziecka w powiecie bolesławieckim?
    - Jeden. Nasz. Warto też wiedzieć, że większość naszych dzieci to mieszkańcy powiatu bolesławieckiego.

    - Wypełniacie więc obowiązek który spoczywa w myśl ustawy na barkach starostwa?
    - Tak, zgadza się. Powiem szczerze, że my to robimy z wielką radością, ponieważ widzimy efekty naszej pracy. Choć nie widać tych efektów na zewnątrz, my widzimy jak dzieci po przyjściu do placówki się zmieniają, a poza tym wychodzimy starostwu naprzeciw – bo taka placówka jest potrzebna.

    - Jak się mierzy efekty pracy w Domu Dziecka?
    - Nie wszystkie efekty są widoczne na zewnątrz i trudno byłoby je zmierzyć. Mówię tu o przemianach serc dzieci, to duchowe efekty naszej pracy. A z tych widocznych to bardzo dobrze współpracujemy z sądem rodzinnym w Bolesławcu. Dzięki temu robimy wszystko, aby dzieci które do nas trafiają nie przebywały tutaj zbyt długo. To jest nasz priorytet, bo jeżeli nawet dziecko trafia do placówki to niech będzie w niej jak najkrócej. Liczby mówią same za siebie. Pracuję tutaj 7 lat i w tym czasie odeszło od nas 136 dzieci. 40 z nich wróciło do domów rodzinnych dzięki intensywnej pracy z rodzinami. Kilkanaście dzieci poszło do rodzin adopcyjnych. Ponad 50 do rodzin zastępczych. Reszta się usamodzielniła.

    W tej placówce szczególnie czczony jest św. Józef - patron Domu.   W tej placówce szczególnie czczony jest św. Józef - patron Domu. Jędrzej Rams/GN - A można w trakcie roku renegocjować budżet ze starostwem?
    - Powiem tak. Budżet na kolejny rok ustala się w ostatnim kwartale danego roku i chciałybyśmy żeby nasze propozycje normalnych kwot były brane pod uwagę.

    - A jaką kwotę zaproponowało starostwo na 2013 rok?
    - We wszystkich powiatach w Polsce kwota oscyluje w okolicach 3000 zł w przeliczeniu na jednego wychowanka. My mamy … 2367 zł! Ta kwota mówi sama za siebie.  Nie rozumiemy dlaczego jest taka duża dysproporcja, że inne domy dziecka dostają tyle ile dostają a my tylko tyle? Teraz jedna z naszych wychowanek poszła na studia. Jest to pierwszy taki przypadek w historii naszego Domu. Zastanawiamy się dzisiaj skąd wziąć pieniądze na jej studia. Gdyby kwota oscylowała w okolicach 3000 zł na jedno dziecko, to stać by nas było nawet na trójkę dzieci na studiach.

    - Siostry w grudniu 2012 roku otrzymały informację od starostwa o kwocie na ten rok. Zaapelowałyście o podniesienie kwoty? Jaka była odpowiedź?
    - Milcząca. Byłyśmy na negocjacjach na których poinformowano nas o kwocie 2367 zł. Powiedziałyśmy, że to za mało. Usłyszałyśmy, że w porządku, przyjrzą się tej kwocie jeszcze raz. Po kilku dniach zadzwoniono do nas ze starostwa mówiąc, że jest to jednak kwota ostateczna. Napisałyśmy pismo do pana starosty, ale nie dostałyśmy odpowiedzi. A wysłałyśmy je w połowie grudnia zeszłego roku.

    - I zaczęła się burza medialna…
    - To nie tak! Mnie nie było kiedy ukazał się program w miejscowej telewizji. Ja czułam się po prostu w obowiązku odpowiedzieć na padające tam zarzuty w naszym kierunku. Kierunku sióstr oraz kadry zarządzających Domem Dziecka im. św. Józefa w Bolesławcu. Oświadczenie powiatu wyrządziło wielką krzywdę naszej placówce, z tego powodu jest nam bardzo przykro.

    - I tak zrodziła się swoista przepychanka medialna…
    - Ta medialna przepychanka bardzo niekorzystnie odbiła się na naszym domu, na naszych dzieciach – jesteśmy wszyscy dorośli i pomimo różnicy zdań powinniśmy te sprawy załatwić na naszym podwórku tzn. u pana starosty lub u mnie w biurze, a nie rozmawiać za pomocą mediów. Nasze spotkanie było bardzo potrzebne i dla obu stron. Chociaż w tej wymianie ciosów ucierpiała jedna i druga strona. Gdyby był dialog między nami to pomimo małego budżetu, myślę, że można byłoby rozwiązać pewne problemy wcześniej. Tym bardziej, że nie prosiłyśmy o kwotę rzędu 3 tysięcy lecz o wiele mniejszą. Ufam, że kolejne spotkania przyniosą dobre efekty i poważne traktowanie naszej instytucji.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół