Trzeba się odciąć

Gość Legnicki 26/2022

publikacja 30.06.2022 00:00

O niebezpiecznym świecie narkotyków, konsekwencjach ich zażywania oraz o tym, co zrobić, by wyjść z nałogu i już do niego nie powrócić, opowiada Jerzy Górski.

Dziś bohater filmu „Najlepszy” prowadzi klub sportowy, firmę, komentuje zawody i udziela się społecznie. Dziś bohater filmu „Najlepszy” prowadzi klub sportowy, firmę, komentuje zawody i udziela się społecznie.
Jakub Zakrawacz /Foto Gość

Jakub Zakrawacz: Dlaczego nie wziąć, choćby na spróbowanie?

Jerzy Górski: Bo następstwa są przeogromne. Nie dajcie sobie wmówić, że wejdziecie w fajny świat. To ułuda, kłamstwo.

Jaki ma Pan stosunek do zapalenia tzw. zioła? Może być to wstęp do czegoś mocniejszego?

Najczęściej właśnie tak się dzieje. Nie wierzcie, że palenie marihuany nie uzależnia. Ci, którzy tak mówią, tworzą pewną filozofię. Nie warto.

Pańską historię mogliśmy poznać m.in. dzięki książce „Najlepszy. Gdy słabość staje się siłą” (Ł. Grass, 2017 r.) i jej ekranizacji z tego samego roku (reż. Ł. Palkowski).

Wszystko, co działo się na ekranie, dotyczyło mnie albo mojego środowiska. Trudno było pokazać kilkadziesiąt lat w niecałe dwie godziny, ale autorzy zrobili to dobrze.

Jaki wpływ na wejście w nałóg miało otoczenie?

Jako młody człowiek nie mogłem robić tego, co chciałem. Ojciec miał na mnie pomysł, który mi się nie podobał. Nie mogliśmy się dogadać, więc szukałem akceptacji gdzie indziej. Zaimponowali mi hipisi. Wydawało się, że ich świat jest fajny, kolorowy, a narkotyki dają odjazd, odlot. Nikt mi jednak nie powiedział, że będę w głodzie, zacznę popełniać przestępstwa i robić inne złe rzeczy, byle tylko pozyskać towar.

Jak przeciwdziałać narkomanii?

Stwarzać warunki, dawać możliwości próbowania swoich sił w nowych rzeczach. Wszystko zaczyna się od rodziny, później wpływ ma szkoła, środowisko i wiele innych czynników. Nieprawda, że młodzież jest zła. To my sobie tak wmawiamy. Zróbmy coś dla nich. Wskażmy dzieciom drogę. Kulturalną, sportową. Dajmy im prawo wyboru. Wolność jest najważniejsza w życiu. To słowo bardzo mnie pociągnęło, gdy opowiadał o nim Marek Kotański. Mówił, że gdy przyjdę do Monaru, będę mógł odkrywać nowe pasje, śpiewać, malować, uprawiać sport, robić wszystko, co będę chciał. W Monarze istnieje możliwość stwarzania siebie na nowo, pokazania samemu sobie, że coś umiem i coś jestem wart.

Zdecydował się Pan na innowacyjną, jak na ówczesne czasy, terapię u Marka Kotańskiego. Pamiętam scenę, w której grający pana aktor ukrywa zdjęcie swojej dziewczyny – narkomanki. To było zabronione.

Zdjęcie było symbolem tego, by nie wracać do dawnego środowiska. Gdy idzie się na leczenie, trzeba się wyizolować, to podstawa. Zmieniam towarzystwo, odcinam się. Przewartościowuję całe życie, więc nie mogę myśleć o kimś, z kim brałem. Marek Kotański pytał: „Chcesz mi powiedzieć, że gdybyś spotkał Grażynę, to nie wziąłbyś wtedy?”. Prawdopodobnie bym wziął. Trzeba się odciąć.

Kotański twierdził, że wyjść z tego nałogu mogą tylko mistrzowie świata.

Tak, trudno wyjść z narkomanii. Trzeba mieć coś zastępczego. Ja znalazłem naukę, bieganie, triathlon. Przewartościowałem swoje życie. Jestem menadżerem sportu, to mój zawód. Zostałem w tej przygodzie, tych emocjach. Cały czas się rozwijam. Można powiedzieć, że to mój życiowy narkotyk.

Z filmu szczególnie zapadają w pamięć m.in. sceny golenia głowy w ośrodku. Czy żeby wyjść z nałogu trzeba pokory?

To podstawa. Nie jest tak, jak w szpitalu, że lekarz pyta, co boli i dostaje się zastrzyk. Są tam różne działania terapeutyczne, społeczność daje nam informacje zwrotne o nas. Trzeba umieć się odkryć, mówić o swoich słabościach, przyznać się do nałogu. Terapia polega na nauce, pracy, sprawdzianach emocjonalnych. Im więcej się ich przerobi, tym więcej „testów” zda się za bramą. Tam już niestety zostajemy sami z naszymi wyborami.

Niezły paradoks. Ośrodek typu Monar kojarzy się przecież z brakiem wolności.

Jest dokładnie odwrotnie. To wtedy, gdy bierzemy, jesteśmy w ciągu, rozpędzeni. Myślimy tylko o kolejnej działce. To nie jest wolność.

W niektórych wywiadach wspomina Pan o Bogu.

Wiem, że jestem zaplanowany, i wiem, Kto trzyma mnie za kark, bym nie upadł.

Pamiętam świadectwo pewnego mężczyzny z Cenacolo, który mówił o tym, by pozwolić narkomanowi spaść na samo dno. Dopóki wracał do domu i zawsze było uprane, miał obiad na stole, myślał tylko o heroinie. Gdy wylądował na ulicy, musiał troszczyć się o jedzenie, spanie, nie był skupiony tylko na nałogu.

To prawda. Im większe problemy życiowe, tym większe prawdopodobieństwo, że sytuacja wymusi podjęcie nowych decyzji. Jedną z nich może być pójście do ośrodka. Póki narkoman ma wszystko pod nosem, żyje bez celu i cały czas w ciągu. Rodzina musi wymusić na nim pewne postawy. To boli, ale są owoce. Pamiętajmy, że nie ma narkomanii bez konfliktów z prawem. A im większe problemy, tym większa siła oddziaływania słów: „Tam jest ośrodek, tam możesz pójść. To będzie nowy start”.

Niektórzy po ukończeniu leczenia wracają do nałogu, bo na wolności jest im „za dobrze”. Znaleźli pracę, poukładali życie i… zaczęli się nudzić.

Trzeba więc ciągle coś robić, tworzyć, po prostu mieć cel. By wyjść z narkomanii, trzeba wybudować w sobie nowe emocje, które pozwolą przewartościować poprzednie życie. Właśnie poprzez pracę, naukę, przyjaźnie, czyny. To nie zrobi się samo.• Jerzy Górski to polski triathlonista, zwycięzca zawodów Double Ironman z 1990 r., bohater książki biograficznej „Najlepszy. Gdy słabość staje się siłą” Łukasza Grassa, jej ekranizacji „Najlepszy” (2017, reż. Ł. Palkowski) oraz filmu dokumentalnego „Mistrz świata” z 2017 r. (reż. K. Lisowski). Prowadzi klub sportowy „Centrum Sportowe Głogowski Triathlon” (od 30 lat) oraz własną firmę „Sport Górski”. Pracuje społecznie, udziela się w zakładach karnych. Pochodzi z Legnicy.