Trzeba się przełamać

Jędrzej Rams

|

Gość Legnicki 8/2022

publikacja 24.02.2022 00:00

Spod ich rąk wyjdą twarze świętych, prace pełne symboli i znaczeń. Choć nie wszyscy mają talent plastyczny, miewają kryzysy, popełniają błędy, końcowy efekt zaskakuje. Przez dni spędzone z ikoną prowadzi ich modlitwa.

Warsztat uczestnika. Warsztat uczestnika.
Jędrzej Rams /Foto Gość

W salkach plebanii parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Legnicy pachnie farbami za sprawą kolejnego kursu pisania ikon. Przez najbliższe 8 tygodni każdej soboty będzie wprowadzał uczestników w bogaty świat ich historii, duchowości i techniki tworzenia.

Podzielić się

Warsztaty odbywają się tu cyklicznie od marca 2019 roku, a prowadzi je Grażyna Dynak. Jak mówi, w pewnym momencie w życiu zainteresowała się ikonami i… tak już zostało.

– Pojechałam na pierwsze warsztaty, potem drugie i kolejne… Uczestniczyłam w wielu szkoleniach, żeby poznać i zgłębić duchowość ikony, jej historię, wartość modlitewną. Jest to piękna duchowość. I im bardziej ją poznawałam, tym bardziej się nią fascynowałam. Chciałam zacząć dzielić się z innymi tym, co sama otrzymałam podczas pisania i medytacji – mówi pani Grażyna.

Myśl o dzieleniu się z innymi najpierw przeobraziła się w czyn poprzez nauczanie koleżanek i znajomych. Ale w pewnym momencie przyszedł pomysł, aby zacząć robić to jeszcze szerzej, przy współpracy np. parafii. Już pierwsze warsztaty przerosły oczekiwania organizatorów. Na spotkanie przyszło 25 osób. W kolejnych warsztatach padały kolejne rekordy. Przychodziło nawet ponad 50 osób.

– Cieszę się, że oprócz samej techniki tworzenia mogę przekazać wiedzę o ikonach. O tym, że były powszechne w całym Kościele aż do podziału chrześcijaństwa na wschodnie i zachodnie. Po nim Zachód zaczął odchodzić od ikon na rzecz malarstwa realistycznego, a ikona pozostała symboliczna. W niej wszystko ma znaczenie. W postaci, którą malujemy, nie musi być bezpośredniego podobieństwa do realnej osoby. Chodzi o odpowiednie dobranie atrybutów i symboli, ponieważ nie jest to obraz. Jest to coś innego, głębszego.

Talent? Niekonieczny

Aby wziąć udział w warsztatach, nie trzeba legitymować się absolutnie żadną wiedzą na temat malowania, rysowania czy duchowości ikon. Po prostu trzeba chcieć. Anna Rzonca, uczestniczka obecnie prowadzonych, ale także i poprzednich warsztatów, z dystansem do siebie mówi, że nic nie wiedziała o tworzeniu.

– Biorę udział w warsztatach od przeszło dwóch lat. Każda edycja obejmuje 8 spotkań, a więc trwają one 2–2,5 miesiąca. Nasze kwalifikacje związane z pisaniem nie są największe. Nie wiem, czy ktokolwiek z nas jest z tym związany zawodowo. Ja jestem skrzypaczką, więc znam się na muzyce, ale na malowaniu wcale. Jednak kiedy siadamy wszyscy do swoich desek i zaczynamy pracę… to nagle wszystko wychodzi. I nikt nie wie, jak to się dzieje! Do dzisiaj jestem przecież antytalentem plastycznym, a mimo wszystko można oglądać moje ikony, które, jak myślę, naprawdę ładnie wyszły. To są dla nas niesamowite sprawy. Modlitwa jest tutaj oparciem, wsparciem i prowadzeniem – opowiada pani Anna.

Czas obostrzeń epidemicznych nie zablokował warsztatów.

– Gdy przyszła pandemia, która uniemożliwiła bezpośrednie spotkania, łączyliśmy się ze sobą internetowo. Było to jednak dość trudne, bo Grażynka pracowała z nami indywidualnie. Każdy wysyłał zdjęcia, ona mówiła, co poprawić, co rozjaśnić, co pogrubić, w którą stronę prowadzić pędzel – mówi A. Rzonca.

Na pierwszych spotkaniach uczestnicy przygotowują deski, na których powstaną ikony. Na każdej z nich znajdzie się modlitwa albo cytat z Pisma Świętego. Tak opisana deska jest przerysowana rylcem, by wyżłobić rowki, dzięki którym płótno będzie lepiej przylegało. To wszystko jest gruntowane i dopiero wtedy można zaczynać pracę malarską.

Przełamać się

Na początek nowi uczestnicy zajmują się prostszymi technicznie wizerunkami. Do nich należy Jezus Chrystus Pan Wszystkiego, czyli Pantokrator, a także Matka Boża Niosąca Ducha Świętego, czyli Pneumatofora. Chętni mogą później sami wybierać temat – stąd można zobaczyć powstałe na innych spotkaniach ikony np. św. Szarbela, Matki Bożej Miłosierdzia (czyli Ostrobramskiej), archanioła Gabriela czy św. Rity.

Pani Ewa podejmie się stworzenia ikony przedstawiającej archanioła Gabriela. Nie boi się nowego poziomu trudności, lecz kryzysu, który ponoć przychodzi u każdego twórcy ikon.

– Mam doświadczenie z początkowego etapu, gdzie jest bardzo dużo zapału i chęci. Jednak w pewnym momencie robi się bardzo trudno. Przychodzi kryzys. I tak faktycznie się stało. Doszedł do niego każdy. Rzeczywiście przyszedł moment, w którym zatrzymaliśmy się w pracy, patrzyliśmy, zastanawialiśmy się nad tym, jaki powinien być kolejny ruch. I tak mijały godzina, dwie, trzy… Patrzymy i dochodzimy do wniosku, że nic więcej już nie namalujemy. W głowie mamy jedną myśl – nie potrafię już nic więcej zrobić. Ostatecznie na tę słabość jest tylko jedno rozwiązanie – trzeba po prostu się przełamać. Bardzo dużo daje wspólnota, bo poszczególne osoby interesują się, przychodzą, doradzają, podnoszą na duchu – mówi pani Ewa.

Odniesienie do wspólnoty jest ważne, ponieważ trudno nie dostrzec gwaru i pewnego rozgardiaszu, jaki panował w sali. Na szczęście jest to tylko efekt początkowych emocji. Z czasem grupa pogrąża się w pracy w ciszy, przerywanej niekiedy prośbą o pomoc. Tego ma zamiar doświadczyć Wiesława Wołyczko, która w końcu się przełamała i przyszła na warsztaty.

– Jestem tu po raz pierwszy. Już od kilku lat chciałam wziąć w nich udział. Pragnienie narodziło się, kiedy dzieci przywiozły mi z wczasów w Bułgarii ikonę z jednej z cerkwi. Malutka, ale piękna, nie dawała mi spokoju. Słyszałam w parafii ogłoszenia o warsztatach i nawet pomyślałam, żeby się zapisać. Przegapiłam jeden, potem drugi termin zapisów, a teraz namówiła mnie moja koleżanka. Cieszę się, bo bardzo chciałam spróbować. Czy dam radę napisać taką ikonę? Nie mam pojęcia. Mam wielką nadzieję, że tak. Zwłaszcza że nie przychodzę z powodu nadmiaru czasu. Pracę mam zmianową, dlatego aby przyjść tutaj w sobotę, musiałam pozamieniać się w pracy z innymi – mówi pani Wiesława.

Po 8–9 tygodniach i sobotnich spotkaniach ikony, które powstaną podczas warsztatów, zostaną pobłogosławione i będą mogły powędrować do miejsc, które zostały wybrane na początku pracy – do własnych domów albo do osób, które artyści chcą ubogacić modlitwą wizerunku ikony.