To jest jeszcze większy cud

Jędrzej Rams

|

Gość Legnicki 34/2020

publikacja 20.08.2020 00:00

Ks. Krzysztof Antończak opowiada o swoim udziale w „wydarzeniu eucharystycznym o znamionach cudu” z Legnicy.

▲	– Tu jest Bóg – mówi ks. Antończak. ▲ – Tu jest Bóg – mówi ks. Antończak.
Jędrzej Rams /Foto Gość

Jędrzej Rams: Trudno znaleźć rozmowę z Księdzem na temat wydarzenia sprzed siedmiu lat, a przecież to właśnie Ksiądz brał udział w Mszy Świętej, która to wszystko rozpoczęła. To Ksiądz rozdawał wówczas Komunię…

Ks. Krzysztof Antończak: Zaraz po publicznym ogłoszeniu rozmawialiśmy o tym z ks. Andrzejem, proboszczem parafii pw. św. Jacka. W tym znaku chodzi o to, by ludzie poznali ukazanie się Jezusa Chrystusa w Eucharystii. To było dla nas najistotniejsze. Z kolei to, kto sprawował Mszę, kto był świadkiem, komu przy udzielaniu Komunii upadł konsekrowany komunikant, to nie było takie istotne…

Podobno zawsze przy takich cudach kapłan sprawujący Eucharystię powątpiewał w realną obecność Jezusa. Zapytam wprost – czy tutaj było tak samo?

Jeżeli chodzi o taką wiarę, to nie miałem nigdy wątpliwości. To był początek mojego kapłaństwa i pamiętam, że mimo zaledwie 1,5 roku od święceń zdążyłem wygłosić kilka homilii, w których wspominałem różnego rodzaju cuda i wydarzenia eucharystyczne. Już jako nastolatka interesował mnie ten temat. Zawsze marzyłem, żeby pojechać w takie miejsca jak np. Lanciano. Niestety, na razie nie udało mi się tego zrealizować. Oczywiście w głowie było i jest do dzisiaj pytanie, dlaczego Bóg udzielił mi tej łaski. Nie mam gotowej odpowiedzi. Nadal to odkrywam. Czasem mi wstyd, gdy widzę ludzi mocno poruszonych tym wydarzeniem. Zastanawiam się, na ile ja wykorzystuję łaskę bycia tak bliskim świadkiem tych wydarzeń albo czy robię wszystko, czego oczekuje ode mnie Pan Bóg. Rozmawiam czasami z wiernymi, którzy mówią, że wydarzenie w Legnicy bardzo ich dotknęło, w jakiś sposób przemieniło lub pogłębiło ich wiarę. To mnie zawsze bardzo porusza. Cieszę się w takich momentach, że nadal mogę być tego świadkiem.

Czy pamięta Ksiądz tamte pierwsze chwile po odkryciu, że coś dziwnego dzieje się z Hostią?

Przygotowywałem się do wizyty duszpasterskiej, do tzw. kolędy. Zadzwonił ks. Andrzej i powiedział, że ks. Tadeusz Kisiński, dziś już nieżyjący, zauważył, iż Hostia zamiast się rozpuścić, zabarwiła się na czerwono. Poszliśmy zobaczyć, zrobiliśmy zdjęcia. Przez całą wizytę duszpasterską nie mogłem się skupić na rozmowach z parafianami, bo moje myśli ciągle wracały do przemienionej Hostii. Następnego dnia pojechaliśmy do księdza biskupa. Ten polecił czekać jeszcze dwa tygodnie. Cały ten czas miałem w głowie gonitwę myśli. Co, dlaczego, jak…? Później zaczęły się wizyty specjalistów, pobieranie próbek do badań. Życie w parafii miało swój rytm i to wydarzenie, ciągle zagadkowe, zeszło nieco na drugi plan. Wyniki potwierdzające, że jest to fragment mięśnia serca w agonii, zastały mnie już w nowej parafii. Ucieszyłem się ale byłem też zaskoczony, że mamy je tak szybko. W innych miejscach ciągnęło się to latami. Ale na pewno wynik był czymś zaskakującym i otwierającym przestrzeń do głębszego spojrzenia na Eucharystię.

Czy to wydarzenie dotknęło jakoś Księdza serca, wiary, sposobu życia?

Na pewno po tym wydarzeniu zacząłem głębiej przeżywać to, co się dzieje na każdej Eucharystii. Teraz nie mam tu miejsca na wątpliwość. Tu jest Bóg. Doszedłem do tego, że w Eucharystii dokonuje się nawet większy cud, bo Pan Bóg musi tu zaprzeczać naturze – w chlebie, który nie przestaje być chlebem, a jednocześnie jest Ciałem Chrystusa konającego na krzyżu. Mało tego – ten cud wydarza się na wszystkich ołtarzach świata! My w diecezji legnickiej mamy kościoły i kapłanów co krok. Ale są miejsca na świecie, gdzie trzeba pokonać setki kilometrów, by przeżyć Eucharystię. To, co jeszcze mnie zachwyca w Eucharystii, to fakt, że poprzez ukrycie się w kawałku chleba Bóg zostawia nam sporo wolności. Pomyślmy, co by było, gdyby taki cud jak w Legnicy dokonywał się w każdym kościele podczas każdej Eucharystii. Myślę więc, że Bóg pozostawia nam sporo wolności, żeby Go przyjąć albo odrzucić. To jest najbardziej niezwykłe, że Jezus oddaje na ołtarzu swoje życie, ale robi to w całkowitej wolności w stosunku do nas. To jest coś niesamowitego.• jedrzej.rams@gosc.pl