Brat Albert przyjmuje

Jakub Zakrawacz

|

Gość Legnicki 24/2020

publikacja 11.06.2020 00:00

Osoby bezdomne mogą liczyć na pomoc schronisk. Jak miejsca wspierające najuboższych radziły sobie w czasie największych pandemicznych obostrzeń?

Budowa placówki buforowej na terenie schroniska  w Jeleniej Górze. Budowa placówki buforowej na terenie schroniska w Jeleniej Górze.
fanpage TP im. św. Brata Alberta, koŁo Jeleniogórskie

Z okazji przypadającego w połowie czerwca wspomnienia św. Brata Alberta Chmielowskiego przyjrzeliśmy się bliżej działaniu schronisk nazwanych jego imieniem, które funkcjonują na terenie naszej diecezji.

– Każde schronisko ma podpisaną umowę z gminą bądź ośrodkiem pomocy społecznej, który się w niej znajduje – mówi Grzegorz Malinowski, dyrektor Schroniska im. Świętego Brata Alberta w Leśnej. – Gmina jest odpowiedzialna za swoich bezdomnych. Jeśli trafia do nas człowiek z ulicy, musimy sprawdzić jego ostatnie miejsce zameldowania. Wspomniany adres pozwala nam określić placówkę, która w jego przypadku jest właściwa – dodaje dyrektor schroniska, które może pomieścić 60 osób.

Obowiązujące przepisy stanowią, że żadna placówka nie może przyjąć do siebie bezdomnego, nim ten nie przejdzie kwarantanny. Schroniska organizują więc u siebie specjalne miejsca, w których taką kwarantannę można odbyć. – Funkcjonuje u nas placówka buforowa, w której potrzebujący mogą przejść okres izolacji – mówi Bogusław Gałka, prezes Koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta w Jeleniej Górze, jednego z trzech w naszej diecezji obok Lubina i Zgorzelca. – Kiedy po dwóch tygodniach nie odnotujemy objawów choroby, bezdomny znajdzie u nas własny kąt. Dostanie swoje łóżko, szafkę itd. Warunek jest tylko jeden: nie wolno mu spożywać alkoholu – dodaje pan Bogusław.

Abstynencja nie wszystkim jednak przychodzi łatwo – Często spotykamy się z błędnym kołem. Trafia do nas osoba wyniszczona piciem. Kieruje się na terapię, odzyskuje zdrowie i siły, a następnie wraca do butelki. Wszystko zaczyna się od nowa, niektórzy powtarzają ten schemat nawet kilkanaście razy – mówi Grzegorz Malinowski.

W dobie koronawirusa niektóre wieści napawają jednak optymizmem i wiarą w człowieka. – Podjęliśmy decyzję o samoizolacji, stąd mieszkańcy naszego schroniska nie mogli go opuszczać. Istnieją jednak ważne potrzeby, jak wizyta u lekarza itp., dlatego teraz zaopatrujemy ich w maseczkę, rękawiczki i czekamy na powrót. Mieliśmy sporo obaw, że wielu nie wróci, Bogu dzięki, wciąż mamy komplet – tłumaczy B. Gałka. – Wzięliśmy panów z ogrzewalni, z noclegowni, jednak poinformowaliśmy ich, że nie będą mogli wyjść. Zgodzili się. Jeden z nich miał potrzebę picia, więc opuścił schronisko na własne życzenie i już do niego nie wrócił. Reszta mieszkańców dzielnie zniosła ograniczenia i do dziś przebywa w ośrodku – mówi Barbara Durka, kierownik placówek w Lubinie.

W ramach Zgorzeleckiego Koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta funkcjonują m.in. schronisko dla mężczyzn oraz sezonowa ogrzewalnia. Tutaj jednak kilkunastu mieszkańców nie powróciło do placówki. – Zwolniło się nam 13 miejsc. Niektórzy oczywiście nie mówią wprost, że idą spożywać alkohol, ale mają różne wytłumaczenia. Otrzymujemy jednak telefony, że pragną wrócić. W tej sytuacji nie jest to jednak takie proste, ponieważ nie możemy ot tak wpuścić kogoś na teren ośrodka, trzeba rozpocząć kwarantannę od nowa – mówi Janusz Preś, wiceprezes zarządu. – Zastanawiamy się nad tym, w jaki sposób będą wyglądały ogrzewalnie. Na razie nie ma w tej sprawie wytycznych. Ludzie przychodzą do ogrzewalni często tylko jeden bądź dwa razy. Nie można pozwolić na to, by ich drogi krzyżowały się z drogami mieszkańców schroniska, które mamy tuż obok – tłumaczy prezes.

„Nikt nie wybiera bezdomności! Jeśli znacie państwo miejsca, gdzie przebywają bezdomni w naszym mieście – prosimy o wiadomość!” – czytamy na stronie placówki w Jeleniej Górze. W docieraniu do osób bez dachu nad głową pomagają służby mundurowe, streetworkerzy i MOPS. Na przeszkodzie w przyjęciu pomocy stoi często nałóg, jednak – jak wskazują powyższe przykłady – nigdy nie jest za późno na podjęcie kolejnej próby.