Odmowa, kwiaty i gołąb

Gość Legnicki 22/2020

publikacja 28.05.2020 00:00

Budowa papieskiego ołtarza to rzecz arcytrudna. Opowiada o tym architekt Jerzy Skupień.

Pan Jerzy w swojej pracowni pokazuje oryginalne plany umiejscowienia konstrukcji ołtarzowej na legnickim lotnisku. Pan Jerzy w swojej pracowni pokazuje oryginalne plany umiejscowienia konstrukcji ołtarzowej na legnickim lotnisku.
Jędrzej Rams /Foto Gość

Jędrzej Rams: Jak to się stało, że odpowiadał Pan za budowę ołtarza papieskiego w Legnicy?

Jerzy Skupień: Od początku istnienia diecezji legnickiej pomagałem w wielu inwestycjach, remontach i budowach. Stąd zostałem zaproszony do przygotowań do przyjazdu Jana Pa- wła II. Moja rola na początkowym etapie sprowadzała się do tego, że zajmowałem się rozplanowaniem sektorów. Chodziło o zbudowanie bezpiecznych sektorów dla 300 tys. wiernych. Było to duże przedsięwzięcie, bo koncepcji było sporo, trzeba było kilkukrotnie zmieniać plany.

I w pewnym momencie ktoś prosi o przejęcie spraw związanych z samym ołtarzem…

Na początku 1997 roku okazało się, że biuro, które zadeklarowało przygotowanie konstrukcji ołtarza, nie jest w stanie jednocześnie dopiąć zobowiązań biznesowych i wywiązać się z prac związanych z papieską wizytą. Dowiedziałem się o tym, gdy pewnego wieczoru około godziny 20 zadzwonił telefon, a dzwoniący świętej pamięci ksiądz infułat Władysław Bochnak porosił mnie o przyjście do niego. Pojechałem więc i usłyszałem pytanie, czy podejmę się zaplanowania i budowy ołtarza. Odpowiedziałem szczerze i z całą odpowiedzialnością, że absolutnie nie.

Dlaczego Pan tak odpowiedział i co się później zmieniło?

Poprosiłem o czas na spytanie kilku osób, czy stworzą ze mną zespół do wykonania tego zadania. Następnego dnia zacząłem szukać i część osób się zgodziła. Było mnóstwo znaków zapytania. Okazało się, że strona wojewódzka stwierdziła, że nie ma pieniędzy na sfinansowanie ołtarza. Musiała to zrobić sama diecezja. Czasu było bardzo mało, bo tego typu konstrukcje metalowe zleca się do wykonania fabrykom. Fabryka musi dostać zlecenie z wyprzedzeniem na konstrukcję liczoną w tonach użytego materiału, który z kolei musi sprowadzić z huty. Ograniczenia finansowe sprawiły, że mieliśmy do wykorzystania w konstrukcji określoną liczbę ton. Dodatkowo przyszły wytyczne z Warszawy, że wszyscy celebransi muszą znaleźć się pod zadaszeniem. Do tego wszystkiego trzeba było mnóstwa innych przygotowań: począwszy od zasypania wału pośrodku lotniska (poradzieckiego punktu kierowania ruchem lotniczym), na którym miał być osadzony ołtarz, przez podjęcie decyzji o tym, jak papież ma dostać się do ołtarza (dokąd będzie mógł podjechać samochód), przez zaplecze sanitarne z toaletami, podciągnięcie kanalizacji i instalacji elektrycznych, po samą wizualną stronę całej budowli…

Ostatecznie okazało się, że pracowała tam armia specjalistów…

Tempo prac było ogromne. Nie było czasu na tygodniowe narady, dywagacje. To była nieustanna współpraca, ciągłe przesyłanie poprawek, dopisków, nowych rysunków. Proszę sobie wyobrazić, że na projekcie został narysowany gołąb, symbol Ducha Świętego. Ot, kilka kresek. Na rysunku, banał, kilka centymetrów. W rzeczywistości – kilkanaście metrów wielkości. Miał go stworzyć dekorator z teatru. Jego pierwsze pytanie brzmiało: „Jaki kolor?”. Dla nas to było obojętne, ale dla niego istotne, bo od tego uzależniał materiał, z którego będzie tworzony gołąb. Mówię o tym, bo każdy z nas, specjalista w danej dziedzinie, myślał swoimi kategoriami. Wszystko trzeba było ze sobą pogodzić. Co do zaangażowania wielu osób, to proszę sobie wyobrazić, że kilka lat po wizycie papieża spotkałem koleżankę, która, jak się okazało, odpowiadała za stworzenie przepięknego kobierca z kwiatów u stóp ołtarza. Patrzyłem na niego wielokrotnie, a nigdy nie pomyślałem, że faktycznie ktoś musiał zaprojektować i nasadzić te tysiące kwiatów! Tak samo zapewne było z herbami, muzyką, celebracją liturgii, zabezpieczeniem medycznym…

Czy ma Pan świadomość, że należy Pan do bardzo wąskiej grupy architektów na świecie, którzy noszą miano „konstruktorów papieskich ołtarzy”?

W sumie to chyba tak jest. Ma pan rację. Łapałem się później na tym, że obserwując różne ołtarze podczas wizyt papieża, zwracałem przede wszystkim uwagę na ich konstrukcję. Niektóre były genialne. Myślę jednak, że my nie mamy się czego wstydzić. Oceniam oczywiście nie tylko efekt wizualny, ale i to, czego nie widać gołym okiem, czyli konstrukcję. Każdy taki ołtarz jest jak suknia ślubna. Zachwyca tylko raz. Nasz ołtarz jednak został użyty dwa razy, i to z powodzeniem. Powstał z niego przecież kościół pw. św. Wojciecha w Legnicy. Myślę sobie, że układanie wszystkich elementów do wizyty papieża przez bp. Tadeusza Rybaka, było swoistym chodzeniem na wysoko rozpiętej linie. Ale się udało! Mówię to z perspektywy wielu lat. Przygotowanie wizyty papieskiej było największym chyba wydarzeniem organizacyjnym w prawie już 30-letniej historii diecezji legnickiej. Może nie najtrudniejszym, ale nieporównywalnym do niczego, najbardziej nietypowym.•