Czasy wyzwań i nadziei

Jędrzej Rams

|

Gość Legnicki 13/2020

dodane 26.03.2020 00:00

Rozsądek, przestrzeganie zaleceń, modlitwa. By bezpiecznie przetrwać czas odosobnienia, warto spokojnie robić to, co trzeba. A potem dziękować Bogu.

▲	Polkowiczanie modlą się do św. Sebastiana, który – jak wierzą – już patronuje ich miastu. ▲ Polkowiczanie modlą się do św. Sebastiana, który – jak wierzą – już patronuje ich miastu.
zdjęcia Jędrzej Rams /Foto Gość

Epidemia to słowo, które wywołuje strach i poczucie zagrożenia. Dolny Śląsk przed wiekami także nie był od nich wolny. Jednak mieszkańcy tej ziemi nie poddawali się – trwali na modlitwie, podnosili się z klęski, a przede wszystkim ufali Bogu. Gdy kończył się trudny czas, dziękowali Mu nie tylko za ocalenie, ale przede wszystkim za to, że nigdy nie stracili nadziei. Przedstawiamy trzy takie historie.

Pławna Górna

Wieś ta ciągnie się przez kilka kilometrów na trasie Lwówek Śląski–Jelenia Góra, a także w kierunki Lubomierza. Jadąc przez nią, nie można nie zauważyć dziesiątków kapliczek i krzyży. Stoją one równo przy starych poniemieckich gospodarstwach. Jest to niezwykłe, ponieważ oprócz kilku wsi dookoła Pławnej trudno spotkać podobne nagromadzenie krzyży i przydomowych kapliczek w Polsce.

Stawiając je, ich fundatorzy nie kierowali się jednak modą, lecz głęboką wdzięcznością Bogu za ocalenie ich od tragicznej zarazy, która objęła w 1613 roku te okolice. Opisując tamten czas, trudno dobrać odpowiednią skalę, by dobrze zinterpretować liczbę zgonów. Bo jak porównać do czegokolwiek te liczby – w pobliskim Lubomierzu tamtego roku życie straciło 898 osób... Dla porównania – obecnie Lubomierz, siedziba gminy, liczy 2 tys. mieszkańców. Gdy ci, którzy ocaleli, pochowali wszystkich zmarłych, wdzięczni za ocalenie postawili Bogu na środku lubomierskiego ryneczku tzw. kolumnę morową. Umieścili na niej figurę Matki Bożej, a wokół czworoboczną balustradę, której naroża ozdobiono figurami świętych, m.in. św. Jana Chrzciciela i św. Rocha, mających uchronić mieszkańców przed zarazą. Wznoszenie kolumn morowych rozpowszechniło się po Soborze Trydenckim w krajach monarchii habsburskiej. Za wzór służyła kolumna maryjna na placu Santa Maria Maggiore w Rzymie, ustawiona w roku 1614.

Złotoryja

Od 20 lat w Złotoryi w Wigilię, tuż przed Pasterką, odbywa się wielkie miejskie kolędowanie. Pierwsze miało miejsce w 1996 roku. Zostało ono wskrzeszone jako pamiątka zarazy i ocalenia z niej. Nawiedziła ten gród w 1553 roku. Zdziesiątkowała mieszkańców do tego stopnia, że wydawało się, iż z kilkusetosobowego miasta nikt nie przeżył. I właśnie wówczas, jak głosi legenda, ówczesny burmistrz miasta wyszedł w noc wigilijną na rynek i zaintonował śpiew pieśni bożonarodzeniowych. Przyciągnięci jego śpiewem mieszkańcy wyszli ze swoich domów i dołączyli do burmistrza. Okazało się, że zarazę przeżyło zaledwie siedmiu złotoryjan! Od tamtego czasu, rokrocznie aż do 1944 roku, niemieccy mieszkańcy, zarówno ewangelicy, jak i katolicy, spotykali się na rynku, by wspominać czas zarazy i ocalenia. Tak było również 24 grudnia 2019 roku.

Polkowice

Kapłani z parafii pw. św. Michała Archanioła w Polkowicach podjęli apel abp. Stanisława Gądeckiego i wieczorami klękają przed Najświętszym Sakramentem, by modlić się o ochronę przed wirusem, a także o zdrowie duszy i ciała. Wzywają również wstawiennictwa św. Sebastiana, którego obraz znajduje się w ołtarzu bocznym. Święty ten, jak wierzą polkowiczanie, już raz ocalił ich miejscowość przed zarazą. Kilka miesięcy temu, za sprawą uchwały Rady Miasta, powstał wniosek o ogłoszenie św. Sebastiana patronem Polkowic. Wszyscy w mieście czekają na odpowiedź Watykanu w tej sprawie.

Szczególna miłość do św. Sebastiana narodziła się w 1680 roku. Wówczas przez Europę przechodziła jedna z największych fal dżumy. Pomór dziesiątkował wsie, miasta i państwa. Dżuma w połowie czerwca 1680 roku dotarła do bram Polkowic. W ciągu kilkunastu dni zmarły w mieście dziesiątki osób. Jak odnotowują kroniki, dokładnie 4 lipca Ferdynand Mehl, burmistrz, wraz z radnymi złożyli ślubowanie wierności św. Sebastianowi, ogłosili go patronem i błagali o wstawienie się u Boga i cofnięcie pomoru. Choroba ponoć przestała dziesiątkować polkowiczan, a od 20 stycznia kolejnego roku mieszkańcy stawiali się rokrocznie w kościele we wspomnienie św. Sebastiana i dziękowali mu za ocalenie. O tej szczególnej ochronie tego patrona pamiętają obecni mieszkańcy, czego wyrazem jest m.in. wieczorna modlitwa Litanią do św. Sebastiana odmawianą przez kapłanów, a także wielu mieszkańców Polkowic.