Z głodem Boga nie ma lipy

Gość Legnicki 32/2019

dodane 08.08.2019 00:00

Ksiądz Krzysztof Żmigrodzki mówi o potrzebie szukania Boga, drodze adoracji i członkach wspólnoty Cenacolo, którzy porzucają uzależnienie, odnajdując wiarę.

▲	Ksiądz K. Żmigrodzki nie kryje fascynacji Bożą obecnością w Najświętszym Sakramencie. ▲ Ksiądz K. Żmigrodzki nie kryje fascynacji Bożą obecnością w Najświętszym Sakramencie.
Jędrzej Rams /Foto Gość

Jędrzej Rams: Za dwa tygodnie będzie Ksiądz gościem na Spotkaniu Młodych w Legnickim Polu. Wielu kojarzy Księdza także ze Wspólnotą Cenacolo. Czy mówiąc o jej doświadczeniach, można pokazać młodym Boga?

Ks. Krzysztof Żmigrodzki: Myślę, że tak. Ja sam doświadczyłem tam czegoś niesamowitego, całkowicie innego świata. Świata braterstwa i współodpowiedzialności za drugiego człowieka.

Między uzależnionymi?

Dokładnie tak, ale w Cenacolo nie przebywają wyłącznie uzależnieni. To jest miejsce dla ludzi poszukujących.

Nie jest to jedno i to samo?

Trochę tak. Można przepuścić kogoś przez detoks i to nie pomoże wyjść człowiekowi z nałogu, bo problemem nie jest uzależnienie samo w sobie, ale jego przyczyna. Kiedyś w życiu uzależnionego stało się coś na tyle złego, że sięgnął po używkę. OK, umówmy się, że detoks się udał. Mało tego – nawet gdy uda się rozwiązać problemy emocjonalne, psychiczne, gdy nauczy się on żyć ze swoją przeszłością, pojawi się jeszcze jeden problem. Jest to pytanie: po co mam żyć? To samo pytanie stawiamy sobie też my, osoby nieuzależnione od alkoholu czy narkotyków. Jeśli już wydrapałeś życiu wszystko, co mogłeś, osiągnąłeś wszystko, co chciałeś, siadasz i pytasz siebie samego: po co mi to wszystko? Ten etap doprowadza do głodu Pana Boga. Tu już nie ma lipy.

Cenacolo daje tę alternatywę?

Alternatywą jest doświadczenie Pana Boga, które jest wejściem w wieczność! Może słowo „alternatywa” brzmi trochę niewłaściwie… Światu, młodym ludziom, którzy szukają czegokolwiek, wszystkim osobom poszukującym spełnienia Jezus dał właśnie taką niesamowitą drogę – drogę adoracji, gdy wchodzisz w doświadczenie niesamowitej pełni. Byłeś kiedyś w wieczności, tym świecie, który zaczyna się po śmierci doczesnej? Ta niesamowita rzeczywistość jest możliwa w adoracji już teraz. Dzięki temu widzisz sens tego, co przeżywasz i kim jesteś. A mając sens, nie musisz kombinować, nie musisz ciągle wydzierać temu światu wszystkiego. Jesteś szczęśliwy nie dzięki temu, co zrobiłeś, ale dzięki temu, co Bóg zrobił dla ciebie. Jesteś bezpieczny, nawet jeśli doświadczyłeś niejednego zagrożenia.

Co to właściwie znaczy „adorować”?

Adoracja to takie doświadczenie, po którym masz pewność serca, że Bóg jest. Pamiętam z dzieciństwa, że w pierwszą niedzielę miesiąca po Mszy św. ksiądz wystawiał Najświętszy Sakrament. Wszyscy już myślą o rosole, a tu bach – monstrancja na ołtarz, kapłan coś tam przeczytał, litanię odmówił, pobłogosławił i do domu. Kompletnie tego nie rozumiałem i, co gorsza, uciekałem od adoracji. Dziś widzę ją całkiem inaczej. Potrzeba klęczeć w ciszy przed Jezusem. To On ma mówić, nie ja. Matka Elwira powiedziała kiedyś do nas, księży: „Jeśli wy nie będziecie mieli czasu na godzinę adoracji dziennie, to nic z was nie będzie”. Tu ważna jest stałość, codzienność przed Panem. Tego mnie nauczyła wspólnota Cenacolo, gdzie adoruje się Jezusa. Tam podczas ciszy na adoracji Bóg odsłania siebie samego. Gdy tego doświadczysz, wejdziesz w spełnienie. „Ta droga nie wiedzie w górę, ta droga wiedzie w głąb. A kiedy dojdziesz do celu, odkryjesz, że meta to start, że jesteś częścią krwiobiegu, który napędza ten świat”. Jeśli tego nie doświadczysz, będąc księdzem, możesz stracić sens. Ilu księży porzuciło kapłaństwo? Dlaczego to zrobili? Nie chcę generalizować, ale wydaje mi się, że nie odkryli siebie i tego, co przeżywają w Jezusie. Nie poznali tej jedynej drogi. Jeśli jej nie poznasz, pójdziesz którąkolwiek. Ale czy o to chodzi? Adoracja jest drogą dla wszystkich. Ja patrzę na nią z perspektywy księdza i moich braci z Cenacolo.

Trudno sobie wyobrazić, że ci pogubieni ludzie trafiający do Cenacolo od razu chcą klęczeć przez Najświętszym Sakramentem.

Wyobraź sobie, że oni trafiają do wspólnoty, nie znając żadnego fragmentu Mszy św. Liturgia jest tam sprawowana po włosku, dlatego po kilku miesiącach potrafią odpowiadać na słowa kapłana, choć myślę, że pogubiliby się na Mszy w pierwszym lepszym kościele parafialnym. (śmiech) Przez pierwszy miesiąc nowy członek wspólnoty idzie do pracy, w czasie gdy wszyscy inni idą do kaplicy na adorację. Potem sam zaczyna tego pragnąć, a jak już wejdzie na adorację, Pan Bóg robi swoje… Wyobraź sobie radość nieba, gdy w tym człowieku zaczyna się wszystko układać, gdy przemawia do niego Jezus. Oni, klęcząc przed Najświętszym Sakramentem, widzą i odczuwają wieczność! To doświadczenie zostaje w nich na stałe. Dlatego 90 proc. z nich wychodzi z Cenacolo, będąc już zdrowymi i, co chyba nawet ważniejsze, z celem życia.• jedrzej.rams@gosc.pl