Zadatek nieba w Przesiece

Jędrzej Rams

|

Gość Legnicki 31/2019v

dodane 01.08.2019 00:00

Małżonkowie chwalą te rekolekcje, bo mogli stanąć przed sobą w prawdzie i przyznać, że ciągle jest coś do poprawy w ich relacjach. Z nadzieją, że będzie między nimi Bóg.

▲	Ruch Światło−Życie odwołuje się do nauki swojego założyciela – ks. Franciszka Blachnickiego. ▲ Ruch Światło−Życie odwołuje się do nauki swojego założyciela – ks. Franciszka Blachnickiego.
Jędrzej Rams /Foto Gość

W czasie wakacji w setkach miejsc w Polsce, także w kilkunastu w diecezji legnickiej, odbywają się dwutygodniowe rekolekcje Domowego Kościoła. Jedna z takich oaz miała miejsce w Przesiece. Tam, nad słynnym wodospadem, kilkanaście par małżeńskich brało udział w tzw. jedynce, czyli Oazie Nowego Życia pierwszego stopnia.

– Przejechaliśmy całą Polskę i możemy powiedzieć już teraz, w połowie, że było warto. Ale w sumie zawsze jest warto. Do Ruchu Światło–Życie należymy bowiem od 15 lat. Na rekolekcjach, wakacyjnej oazie, byliśmy już kilkanaście razy. Czekamy na nie, odkładamy pieniądze w ciągu roku, podejmujemy wyrzeczenia po to, by te kilkanaście dni przeżyć w duchu oazowym. Wiemy już, że dzięki tym rekolekcjom mamy dobrą relację między nami, w naszej rodzinie. Czujemy, że idziemy do przodu, ciągle coś budujemy. W tym roku wybraliśmy Oazę Nowego Życia stopnia pierwszego po to, by zrobić sobie powtórkę. Swoją „jedynkę” przeżywaliśmy wiele lat temu, ale chcieliśmy podzielić się naszymi doświadczeniami życia w Ruchu z innymi uczestnikami, którzy prawdopodobnie biorą udział w ONŻ po raz pierwszy w życiu – mówią Dariusz i Justyna z Gdańska.

Program „jedynki” oparty jest na 15 tajemnicach Różańca. Jednocześnie jest podzielony na etapy – ewangelizacji i katechizacji. Ewangelizacja to pierwsze cztery dni rekolekcji, które kończy Eucharystia z przyjęciem przez uczestników Jezusa Chrystusa jako Pana i Zbawiciela. Potem następuje etap katechumenatu. Zawiera takie elementy jak np. odnowienie sakramentu chrztu świętego. Ostatnią częścią rekolekcji jest etap świadectwa. – To są moje chyba 40. takie rekolekcje. Zawsze obserwuję, jak tworzy się między tymi ludźmi wielka zażyłość, otwartość. Kiedy się przebywa razem przy stole i przy ołtarzu, to nie może być inaczej. Obserwuję też, że najtrudniejsze są pierwsze cztery dni. Potem następuje przełom. Ludzie otwierają się nie tylko na drugich, ale co ważniejsze – na swoją drugą połowę. Jest taki jeden moment szczególny, gdy małżonkowie, będąc na adoracji, mają przykazane, by podziękować sobie za konkretne dobre rzeczy między nimi, przeprosić za wszystko, co złego się uczyniło. Słyszą wówczas wiele dobrego, ale i wiele trudnego. Potem następują głębokie spowiedzi – mówi ks. Ryszard Wołowski, diecezjalny moderator Domowego Kościoła diecezji legnickiej, rodzinnej gałęzi Ruchu Światło–Życie.

Rekolekcje to nie tylko modlitwa. To także spotkania z ludźmi dającymi świadectwo wiary, z lekarzami mówiącymi o różnych aspektach życia małżeńskiego, specjalistami od wychowania dzieci. Mówi o tym Krzysztof Czuczwa z Jeleniej Góry, który do Przesieki przyjechał z rodziną. Małżonkowie wrócili tutaj na „jedynkę” po 8 latach. – Głównym powodem przyjazdu było to, że pierwszą oazę przeżyliśmy tylko do połowy. Syn nam się wtedy rozchorował i musieliśmy przerwać rekolekcje. Teraz wracamy je dokończyć. Drugim powodem przyjazdu było moje odczucie, że coś w naszym związku zaczyna hamować. Było właściwie dobrze, ale czułem, że trzeba coś zrobić, żeby przekonać się, że to, co myślę, jest prawdą. Służą temu konferencje, kazania, rozmowy. One mi pokazały, że jest wiele rzeczy, nad którymi musimy popracować. Proszę mi wierzyć, że mężczyźnie nigdy nie jest łatwo przyjąć informację, że coś robił nie tak, że nie miał racji – mówi Krzysztof.

Wiele lat związku ma też za sobą Beata, która przyjechała do Przesieki aż ze Świnoujścia. – Przyjechaliśmy z mężem i po kilku dniach pobytu stwierdziliśmy, że znaleźliśmy się w przedsionku nieba. Między wszystkimi uczestnikami panuje serdeczność, życzliwość, otwartość. Znajdujemy się w otoczeniu ludzi wierzących, którzy są otwarci na Pana Boga. Dam taki przykład – przyjechaliśmy tutaj pociągiem. Gdy potrzebowaliśmy samochodu, by z Przesieki podjechać do Jeleniej Góry, jeden z uczestników po prostu wstał, podał nam kluczyki do auta i powiedział: „Macie, jedźcie”. Jest wielka otwartość. Mąż nawet powiedział, że tutaj jest zadatek nieba – mówi Beata.