Uwierzyć w możliwości, realizować marzenia

Jędrzej Rams

|

Gość Legnicki 29/2019

publikacja 18.07.2019 00:00

Blisko 600 osób z całej Polski przyjechało na kilka dni do Legnicy, by spotkać się ze swoją „papieską” rodziną.

Agnieszka i Gosia z dumą noszą koszulkę z fundacyjnym logo. Agnieszka i Gosia z dumą noszą koszulkę z fundacyjnym logo.
Jędrzej Rams

Między 8 a 14 lipca w Legnicy odbywał się wakacyjny obóz dla studentów − stypendystów Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia. Młodzi zwiedzali Legnicę (m.in. sanktuarium św. Jacka), Krzeszów (sanktuarium Matki Bożej Łaskawej), Legnickie Pole (bazylikę mniejszą pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i św. Jadwigi), Karpacz. W programie przewidziano też koncerty i spotkania z mieszkańcami Legnicy.

− Przyjeżdżamy, by się formować w duchu św. Jana Pawła II pod hasłem: „Eucharystia − pokarm na drogę”. Będziemy się formować i odpoczywać. Chcemy też podziękować mieszkańcom diecezji legnickiej za wieloletnią pomoc fundacji poprzez ofiary, jakie wrzucają do puszek z okazji Dnia Papieskiego. Chciałbym, żeby słowa abp. Andrzeja Dzięgi ze Szczecina stały się ciałem. Powiedział on kiedyś, że gdy stypendyści naszej fundacji byli w ich mieście, czuło się tchnienie pontyfikatu św. Jana Pawła II − mówi ks. Dariusz Kowalczyk, przewodniczący zarządu fundacji.

Wśród setek studentów na obóz przyjechała Małgorzata Krawczyk z Wrocławia, która stypendium pobiera od dziewięciu lat. − Fundacja to rodzina. Są w niej cudowni, wspaniali ludzie. Naprawdę! Dzięki wsparciu finansowemu, które dostaję od pierwszej klasy gimnazjum, mogę robić w życiu to, co robię. Teraz idę na piąty rok studiów. Na obozy jeżdżę od dziewięciu lat, a od trzech lat także na obóz, na którym pakujemy materiały na Dzień Papieski. Angażuję się więc w pomoc młodszym, żeby oni też mieli ułatwiony start w życie − mówi Małgorzata Krawczyk.

Na spotkanie przyjechała też Agnieszka Kowalik, która mieszka aktualnie w Warszawie, chociaż pochodzi z Mazur. Dzięki wsparciu fundacji skończyła szkołę muzyczną II stopnia w Olsztynie i mogła rozpocząć studia z dyrygentury chóralnej w Warszawie. − Stypendium dało mi możliwość rozwoju. Mam cztery młodsze siostry i ze względów finansowych nie miałabym możliwości kształcenia. Stypendium pozwoliło mi uwierzyć w swoje możliwości i zrealizować marzenia. Ono zmieniło moje życie. Teraz ja chcę zmieniać życie innych, dlatego tu jestem. Założyłam niedawno orkiestrę dla osób, które skończyły I stopień szkoły muzycznej i nie mają możliwości grania − mówi A. Kowalik.

Wydawać by się mogło, że o wydarzeniu eucharystycznym o znamionach cudu, do którego doszło przed kilkoma laty w sanktuarium św. Jacka w Legnicy, słyszeli już wszyscy. A jednak tak nie jest, nawet pośród osób żyjących na co dzień sprawami Kościoła.

– Wczoraj byliśmy w Karkonoszach. Byłem tam po raz pierwszy w życiu. Świetna wycieczka, fantastyczne widoki. Chociaż to nie same Karkonosze skusiły mnie do przyjazdu. Wystarczy hasło „obóz”, a ja już się pakuję. Tu jest zawsze świetna atmosfera i chce się tu bywać. Cieszę się, że tym razem przyjechaliśmy do mniejszego miasta. Poczułem klimat mniejszej miejscowości – bez korków, hałasu, gdzie ludzie żyją wolniej. Tutaj parafie są wspólnotami. Ludzie w nich się dobrze znają, co w Warszawie jest rzadkością. To jest inna jakość życia we wspólnocie. Dzisiaj byliśmy w sanktuarium św. Jacka i, prawdę mówiąc, nie słyszałem wcześniej o cudzie, do jakiego tu doszło. Cieszę się więc, że ta wizyta znalazła się w programie obozu – mówi Przemysław Szwech, student farmacji z diecezji warszawskiej.

Przyjęcia stypendystów podjęła się diecezja legnicka m.in. we współpracy z miastem Legnica. Ksiądz Dariusz Kowalczyk na konferencji prasowej w Urzędzie Miasta tłumaczył pomysł organizacji obozu właśnie w Legnicy. − W 2002 roku, zaraz po powstaniu fundacji, prezydenci miast papieskich, czyli tych, które odwiedził do tamtego czasu papież, podpisali apel miast z deklaracją wspierania papieskich inicjatyw, w tym Dzieła Nowego Tysiąclecia. Wiedząc o udziale Legnicy w tym apelu, mieliśmy śmiałość, by jesienią 2018 roku prosić bp. Zbigniewa i prezydenta Legnicy o możliwość organizacji obozu − mówił ks. Kowalczyk. − Młodszych uczniów zabieramy do większych miast. Pokazujemy im uczelnię, a także inne możliwości związane z życiem i nauką w większych miastach. Z kolei studentów, którzy zdążyli już poznać większe miasta, zabieramy w inne, ważne i atrakcyjne miejsca.

Biskup Zbigniew Kiernikowski na tym samym spotkaniu podkreślał, że fundacja spełnia podstawowe zadanie postawione nam przez św. Jana Pawła II. − Cieszę się, że nasza diecezja i nasze miasto przeżywają ten zjazd. Tę obecność żywego pomnika św. Jana Pawła II. Jemu bardzo zależało na człowieku, który ma swoje zakorzenienie w Chrystusie. Naszym zadaniem, zadaniem każdego pokolenia, jest przekazanie właściwego obrazu człowieka. Fundacja podejmuje to działanie św. Jana Pawła II, dając szansę tym, którzy nieraz ze względu na warunki socjalne mają mniejsze szanse od innych. To są zdolni młodzi ludzie, którzy otrzymują tutaj wyciągniętą pomocną dłoń. Człowiek to jest rzeczywistość dynamiczna, nigdy nie ukształtowana do końca. Kształtuje się wtedy, gdy wchodzi w relacje. Logika fundacji jest stale aktualna, bo daje szansę właśnie wchodzenia w różnego rodzaje relacje. Cieszę się, że w tym roku dzieje się to w Legnicy − mówił hierarcha.

O skuteczności pomysłu na takie wychowanie młodych świadczą sami absolwenci, którzy również pojawili się na obozie. – Jestem w Legnickim Polu po raz pierwszy. Każdy obóz jest dla mnie ogromną radością, wydarzeniem. To miejsce wyjątkowych spotkań. Przed kilkoma laty – przed trwającą obecnie dobą internetu i innych narzędzi komunikacji, jakie młodzi wykorzystują – częściej się spotykaliśmy, by pobyć ze sobą, wymienić się historiami swojego życia, radościami i smutkami. Tutaj, wreszcie oderwani od wszechobecnych komórek, znowu możemy spędzać czas razem. Wszyscy czekaliśmy na tę pierwszą Mszę św. inauguracyjną, kiedy osoby zakwaterowane w różnych ośrodkach schodziły się do kaplicy czy kościoła. Wtedy widziało się wielu znajomych po raz pierwszy od roku czy od dwóch lat. Fantastyczne wspomnienia – mówi Aneta Kuropatwa z Pełczysk (województwo łódzkie). Ona sama, jak i wielu jej kolegów, należy do założonego cztery lata temu Stowarzyszenia Absolwentów Dzieła.

− W fundacji byłem od 2007 roku i brałem udział w dziesięciu obozach. Teraz należę do Stowarzyszenia Absolwentów Dzieła, jestem więc SAD-owiczem. Przyjechałem wygłosić prezentację o SAD-zie, by stypendyści dowiedzieli się nie tylko, że on istnieje, ale jak można z nami działać, funkcjonować. Na szczęście dla większości osób przejście z fundacji do SAD-u jest naturalne. Bo koniec kształcenia, koniec stypendium nie oznacza końca „rodziny fundacyjnej”. Pracuję w ubezpieczeniach i wielu klientów to moi koledzy z fundacji. Wiem też, że w wielu firmach zatrudniono kogoś, ponieważ był stypendystą fundacji. Spotkałem się z systemem rekomendacji, w ramach którego pracodawcy prosili swoich pracowników, byłych stypendystów, o rozpowszechnienie informacji wśród SAD-owiczów, że szukają kogoś do pracy, bo to są dobrze wykształcone i sumienne osoby – mówi Dawid Wałkowicz z Ratowic (województwo dolnośląskie).