Schodzone buty ambasadorów Gietrzwałdu

Jędrzej Rams

|

Gość Legnicki 28/2019

publikacja 11.07.2019 00:00

Kilkanaście osób pokonało 555 km, by pokłonić się Matce Bożej. Czuli, że osobiście ich do tego zaprosiła.

Pielgrzymi przeszli Polskę w poprzek, niosąc ze sobą orędzie Maryi z Gietrzwałdu. Pielgrzymi przeszli Polskę w poprzek, niosąc ze sobą orędzie Maryi z Gietrzwałdu.
Krzysztof Kozłowski /Foto Gość

Było ich na początku trzech. Dwóch Pawłów i Piotr. Wszyscy na pielgrzymowaniu na Jasną Górę zdarli niejedną parę butów. I wszyscy, niezależnie od siebie, odczuli pragnienie, by pójść gdzie indziej niż na Jasną Górę. By iść przez Polskę z orędziem Maryi.

Wybrali Gietrzwałd. Kościół uznał Gietrzwałd za miejsce autentycznego objawienia się Matki Bożej jako jedno z dwunastu na świecie. I tak przed rokiem, krok po kroku, ruszyły przygotowania do wyprawy. Były godziny spędzone na wytyczaniu trasy, dziesiątki telefonów, setki rozmów. Objazdy trasy, spotkania przedpielgrzymkowe, tworzenie grupy. W końcu 10 czerwca, w święto Matki Bożej Matki Kościoła, ruszyli. Do przejścia mieli aż 555 km niełatwej, specjalnie wytyczonej drogi. Na tej trasie znalazło się aż 10 sanktuariów maryjnych. – Tak musiało być, rozeznaliśmy przynaglenie ze strony Matki Bożej, by ich nie omijać. By tak wyznaczyć trasę, aby idąc przez Polskę, jak najczęściej modlić się w Jej sanktuariach − mówi Piotr Socha, organizator.

Początkowo do udziału w wyprawie przymierzało się kilkadziesiąt osób, ostatecznie na trasę wyruszyło ich tylko 13. – Bardzo szybko się zżyliśmy. W pewnym momencie staliśmy się jakby rodziną. Nie było żadnego narzekania. Była za to chęć do służenia sobie nawzajem. Czasami robiliśmy po 40 km dziennie, można było więc narzekać, zwłaszcza że upał był ogromny. Ale teraz, gdy siedzę już w domu, odczuwam go bardziej niż wtedy, gdy szliśmy lasami – mówi Mirosław Młodecki, uczestnik wyprawy. – Szliśmy też polami, asfaltem. Ale zawsze jakiś wietrzyk chłodził nas wtedy, gdy skwar stawał się nie do wytrzymania – opowiada „stary pątnik”.

Nazwanie Mirka starym pielgrzymem wywołuje na jego twarzy uśmiech, który zna każdy, kto w ciągu ostatnich kilkunastu lat choć raz wędrował z Legnicy na Jasną Górę. Postawny górnik, będący już na zasłużonej emeryturze, od lat wędruje bowiem do Matki Bożej Jasnogórskiej w grupie numer 1. Jest doświadczony w pielgrzymowaniu jak mało kto, a mimo to i on niezwykle mocno doświadczył trudów wędrówki. – Na Jasną Górę mamy 250 km, tutaj było 555. W drodze do Gietrzwałdu zdarłem dwie pary butów. Szliśmy przez Kujawy, a one są bardzo pagórkowate. To była naprawdę trudna wędrówka. Po powrocie jeszcze przez dwa dni chodziłem po Lubinie, bo czułem, że nie mogę się zatrzymać. Spotkałem sąsiadki, jedna z nich też chodzi na pielgrzymki. I usłyszałem ich rozmowę, podczas której jedna drugiej powiedziała, skąd właśnie wróciłem. Jej rozmówczyni ze zdziwieniem podsumowała: „Był na piechotę w Gietrzwałdzie i on jeszcze chodzi”? – śmieje się M. Młodecki.

Podobne zdziwienie towarzyszyło pątnikom przez całą drogę. Kilkanaście osób wychodzących z lasu i wchodzących do poszczególnych wsi i miast wywoływało bowiem całkiem naturalne i zrozumiałe zdziwienie mieszkańców. Przez większość tych miejsc nigdy wcześniej nie przechodziła żadna pielgrzymka! A jeżeli już, to kierując się raczej na południe, na Jasną Górę.

Paradoksalnie właśnie to zaskoczenie i zdziwienie mieszkańców umacniało lubińsko-gietrzwałdzkich pielgrzymów. – Naszą misją było głoszenie orędzia Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, jakie Ona zostawiła Polakom. Tak odczułem to ja, ale także pozostali uczestnicy wędrówki. Nie szliśmy dla siebie, ale szliśmy, ponieważ czuliśmy, że Matka Boża chce przypomnieć Polakom o Jej słowach do naszego narodu. Niektórzy napotkani przez nas ludzie byli kiedyś w Gietrzwałdzie, jednak zdecydowana większość nie słyszała o tym sanktuarium. Na trasę zabraliśmy aż 500 specjalnie wydrukowanych obrazków z kopią gietrzwałdzkiego obrazu i modlitwą. Rozdalibyśmy nawet i dwa razy tyle, ale w pewnym momencie musieliśmy nieco je oszczędzać – opowiada Piotr.

O czym dowiedzieli się napotkani ludzie? O tym, że 27 czerwca 1877 roku dzieci z parafii w Gietrzwałdzie przygotowywały się do Pierwszej Komunii Świętej. Była tam też Justyna Szafryńska. Po egzaminie, gdy miała wracać do domu, podczas modlitwy Anioł Pański zobaczyła na pobliskim drzewie „niezwykłą jasność, w niej biało ubraną postać, z długimi włosami opadającymi na ramiona, siedzącą na złocistym tronie, udekorowanym perłami”. Po chwili zauważyła jasny blask zstępujący z nieba i anioła ze złotymi skrzydłami, który złożył niski ukłon postaci siedzącej na tronie. Tak rozpoczęły się objawienia Matki Bożej, które trwały do 16 września 1877 roku. Dziewczynki widzące Matkę Bożą zadawały jej różne pytania, m.in. „Kto Ty Jesteś?”. Padła odpowiedź: „Jestem Najświętsza Panna Maryja Niepokalanie Poczęta!”. Na pytanie: „Czego żądasz, Matko Boża?” odpowiedź brzmiała: „Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali Różaniec!”. Między wieloma pytaniami o zdrowie i zbawienie różnych osób dzieci przedłożyły i takie: „Czy Kościół w Królestwie Polskim będzie oswobodzony?”, „Czy osierocone parafie na południowej Warmii wkrótce otrzymają kapłanów?”. Odpowiedź w ich relacji brzmiała następująco: „Tak, jeśli ludzie gorliwie będą się modlić, wówczas Kościół nie będzie prześladowany, a osierocone parafie otrzymają kapłanów!”.

Kontekst polityczny i społeczny objawień też był bardzo ważny. To był czas rozbiorów. Pruskie władze, nieprzychylne tak dla Polaków, jak i dla samego Kościoła, bardzo niechętnie odnosiły się do rzekomych objawień. Był to też początek szerokiej antykatolickiej kampanii politycznej zwanej kulturkampf. Słowa Maryi przyniosły pocieszenie Polakom od strony narodowościowej, ale też i od strony duchowej. Ta druga część przesłania jest aktualna do dzisiaj. Możemy ją odnaleźć, modląc się Litanią do Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, w której znajdziemy sformułowania m.in.: „Matko Boża Gietrzwałdzka, nawołująca do gorliwego odmawiania Różańca Świętego, módl się za nami”. I kolejne wezwania wzywające do: czynienia pokuty; do wstrzemięźliwości i powściągliwości; do miłości i wierności małżeńskiej; do gorliwości i pobożności; do skromności i czystości; do uczciwości i sprawiedliwości społecznej; do łagodności i cierpliwości.

Z zachętą do modlitwy dzień za dniem pątnicy wędrowali do celu. Nocowali m.in. w Biechowie, Lądzie, Starym Licheniu, Wardęgowie. Widzieli łaskami słynące obrazy w ołtarzach głównych, a także ten stojący na jeziorze w sanktuarium Matki Bożej Pani Kujaw w Ostrowąsie. Byli podejmowani przez księży, zakonników (karmelitów, kamedułów, salezjanów), ludzi świeckich. Odbyli mnóstwo spotkań z osobami, które otwierały swoje serca tylko dlatego, że spotkały pielgrzymów, dawały jedzenie, picie. Nawet przewożący ich promem przez Wisłę nie wziął zapłaty. „No bo jak? Od pielgrzymów pieniądze brać?” – usłyszeli.

Jak mówią, sami nie wiedzą, jak to się stało, że nie zmarnowali ani minuty. Był Różaniec (dwie, trzy, a czasem i cztery części każdego dnia), Eucharystia, cisza, śpiew, rozmowy, konferencje. Było też miejsce na 9-dniową Nowennę do Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. – Brakowało nieco kapłana, ojca duchownego naszych rekolekcji, ale radziliśmy sobie, odtwarzając zebrane konferencje różnych kaznodziejów, m.in. o. Adama Szustaka czy o. Augustyna Pelanowskiego. Najlepiej mówić o owocach. Czy za jeden z nich można uznać to, że bardzo wielu uczestników, wchodząc do napotkanych kościołów, zamiast klęknąć, padało przed Panem Jezusem krzyżem? Kto z nas normalnie tak robi? – pytają pielgrzymi.

Tak doświadczeni w drodze pątnicy w czwartek 27 czerwca, po 17 dniach wędrówki, wzięli udział w uroczystościach 142. rocznicy objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Uczestnicy wyprawy mówią, że to nie oni wymyślili sobie tę pielgrzymkę i na pewno przez następne 8 lat będą ją organizować. Do 150. rocznicy objawień. Może ktoś już teraz przekonał się, że wyruszy z nimi za rok?

Słowo abp. Józefa Górzyńskiego do pielgrzymów

Bardzo się cieszę, że do sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, do miejsca, gdzie 142 lata temu objawiła się Matka Boża, by dać siłę i nadzieję Polakom, przybywają pielgrzymi z całej Polski. Szczególnie cieszy mnie inicjatywa pielgrzymki pieszej z Lubina. Pątnicy musieli pokonać 555 km. Ogrom podjętego trudu to niezwykłe świadectwo wiary, oddania się pod opiekę Matki Bożej. Szli z różnymi intencjami, musieli zmagać się ze zmęczeniem. Ale to właśnie jest miłość i wypływające z niej poświęcenie. Matka Boża nawoływała do codziennego gorliwego odmawiania Różańca, do pokuty i podkreślała piękno i moc Eucharystii, ale też i zapewniała: „Nie smućcie się, ja zawsze będę przy was”. I to przesłanie w sercach pątników powróci z nimi do domu, do ich sąsiadów, rodzin i bliskich. Matka Boża Gietrzwałdzka ze swoim orędziem dociera do Lubina, dociera za sprawą mocnych wiarą ludzi niosących Jej miłość macierzyńską. Za ten trud i poświęcenie niech Pan Bóg Wam błogosławi. Bądźcie dobrymi ambasadorami Gietrzwałdu.