Obfitość w ogrodach

Jędrzej Rams

|

Gość Legnicki 24/2019

dodane 13.06.2019 00:00

Swoją misję prowadzą bez rozgłosu. Dopiero na takich spotkaniach widać, ilu ich jest w naszej diecezji.

▲	Ci, którzy modlą się za alumnów, rozciągają nad nimi ochronny „modlitewny parasol”. ▲ Ci, którzy modlą się za alumnów, rozciągają nad nimi ochronny „modlitewny parasol”.
Jędrzej Rams /Foto Gość

W niedzielę Zesłania Ducha Świętego ogrody przy domu seminaryjnym na ul. Grunwaldzkiej w Legnicy wypełniły się członkami Towarzystwa Przyjaciół Wyższego Seminarium Duchownego. Najpierw była Eucharystia, której przewodniczył rektor WSD ks. Piotr Kot. Po niej poczęstunek i spotkanie z alumnami.

− Do towarzystwa wstąpiłem, kiedy mój syn poszedł do seminarium. Wtedy bowiem zawiązało się u nas w parafii koło towarzystwa. Od tego czasu w każdy pierwszy czwartek miesiąca spotykamy się i modlimy za i o powołania kapłańskie. Syn w tym roku został księdzem, ale nie zamierzam rezygnować z działania na rzecz powołań. Odkryłem, że potrzeba naszej modlitwy, dużo modlitwy − mówi Stanisław Maleńczuk ze Świerzawy.

Jak mówi Zofia Kiełbasa z parafii pw. Matki Bożej Szkaplerznej ze Starego Węglińca, doroczne zjazdy towarzystwa są dla nich samych wyjątkowe. – Przyjechaliśmy tu po raz szósty. Bywamy też na spotkaniu kolędowym. Zawsze jest to dla nas rodzaj święta. Na co dzień modlimy się za powołanych, nie spotykając się ze sobą. Tu na festynie nareszcie możemy zobaczyć, ilu nas jest w całej diecezji. To mnie bardzo podbudowuje – mówi Zofia Kiełbasa.

Diakon Karol Diduszko mówi, że doskonale pamięta pierwsze spotkanie z członkami towarzystwa w ogrodach seminaryjnych. − Byłem wtedy na pierwszym roku studiów. Przyjechali członkowie towarzystwa i to miało być moje pierwsze spotkanie z tak licznym gronem z mojej parafii od czasu wstąpienia do seminarium − opowiada. − Dla nas, kleryków, to bardzo miłe spotkania. Wiemy, że ci ludzie modlą się za nas. Pamiętam, że któryś z alumnów opowiadał z radością po jednym z nich, że ktoś ich zaczepił i obiecywał modlitwę, a nawet, nie afiszując się, dał kilka złotych na książki czy inne potrzeby. Takie gesty, słowa my, jako młodzi klerycy, odbieraliśmy tak: że przyjaciele seminarium, patrząc na nas, żyją nadzieją, iż uformujemy się na dobrych księży. Czuliśmy i czujemy, że oni czekają na świętych kapłanów. To bardzo motywowało do nauki i pracy nad sobą – mówi diakon.