Emocjonująca kampania

Jędrzej Rams

|

Gość Legnicki 24/2019

publikacja 13.06.2019 00:00

Wszyscy uczestnicy tamtych wydarzeń mówią jedno – to był inny polityczny świat.

▲	Stanisław Obertaniec wszedł do polityki z poczucia obowiązku. Po pierwszej kadencji zajął się swoją miłością – radiem. ▲ Stanisław Obertaniec wszedł do polityki z poczucia obowiązku. Po pierwszej kadencji zajął się swoją miłością – radiem.
Jędrzej Rams /Foto Gość

We wtorek 4 czerwca, jak Polska długa i szeroka, różne środowiska polityczne świętowały 30. rocznicę wyborów właśnie z 4 czerwca 1989 roku. Przy obecnej medialnej wrzawie nieraz trudno jest dostrzec wielką różnicę, jaka była między ówczesną polityką i ludźmi ją tworzącymi a obecnymi elitami partyjnymi. Polega ona chociażby na 30-letnim doświadczeniu politycznym wielu obecnych działaczy.

Wie o tym sporo Stanisław Obertaniec, obecny dyrektor Radia Plus w Legnicy. Jest on bohaterem filmu „1 ze 100”. Tytuł ten odwołuje się oczywiście do faktu, że Senat RP jest stuosobowy, a pan Stanisław był jednym z senatorów, którzy podczas tamtych wyborów zdobyli mandat. W województwie legnickim startował razem z Władysławem Papużyńskim. S. Obertaniec nie przez przypadek znalazł się jako kandydat na liście Komitetu Obywatelskiego. Od 20 lat działał w legnickim Duszpasterstwie Akademickim, tam poznał m.in. Henryka Bacę i Zygmunta Urbana czy Romualda Szeremietiewa, późniejszego ministra obrony narodowej.

Od końca lat 70. współpracował też z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Był też członkiem tzw. pierwszej Solidarności, zasiadał we władzach związku. W rozmowie z „Gościem Legnickim” podkreśla, że w pamięci i emocjach najtrwalszy ślad pozostał nie tyle po samej pracy w Senacie, ile emocjonującej i pełnej radości kampanii wyborczej.

− Jakoś szczególnie nie wspominam posiedzeń Senatu. Bardziej burzliwe były, a więc i bardziej zapadły mi w pamięć, same przygotowania do wyborów. Spotykaliśmy się w salkach przy parafii pw. Trójcy Świętej. Tam zastała nas informacja, że będą Komitety Obywatelskie, że startujemy w wyborach. Ja zakładałem taki komitet w Legnicy. I zapewne trudno w to uwierzyć, gdy obecnie tylu chce startować do Sejmu czy Senatu – ale ja to zrobiłem bez zamiaru kandydowania. Chciałem, żeby z naszego okręgu kandydowała Zofia Kuratowska. Znałem ją z gdańskich spotkań Krajowej Komisji Zdrowia „S”. Później okazało się, że nasze polityczne drogi nieco się rozeszły, ale wówczas tych podziałów aż tak nie było widać. Ale Zosia wystartowała z Nowego Sącza i wtedy stanęła moja kandydatura. Dla mnie to było w pewnym sensie absurdalne; tak bardzo nie widziałem się w tej roli, że nie chciałem przyjąć nominacji. Jednak po rozmowie z Adamem Jaworskim zgodziłem się. A potem już poszło. Komitet Obywatelski mocno pracował, w jego pracę zaangażowało się bardzo dużo osób. Bardzo dobrze pamiętam tę kampanię. Praca dzień i noc – mówi S. Obertaniec.

Raczkująca demokracja nie miała żadnego doświadczenia ani zaplecza. Wszystko robiło się własnymi rękami. Mimo to wynik wyborów zaskoczył wszystkich. Rozpoczęły się reformy. Wszystko to działo się w Legnicy w szczególnej atmosferze, ponieważ właśnie tutaj znajdowało się Naczelne Dowództwo Wojsk Kierunku Zachodniego. Prawie jedna trzecia miasta znajdowała się poza polską kontrolą, a w kilkudziesięciotysięcznej Legnicy żyło drugie tyle Rosjan. Mimo to udało się, według S. Obertańca, przeprowadzić bardzo wiele ważnych ustaw.

− Bez wątpienia to były chwile dziejowe, nawet w tej warstwie symbolicznej. To, co dzisiaj uważamy za oczywiste, wówczas było przełomem, jak np. przywrócenie Narodowego Święta Niepodległości czy też powrót do godła orła w koronie. Przeprowadziliśmy również reformę gospodarki. Niestety, za wcześnie otworzono granice. Tani towar wlał się do Polski. Przychodzili do mnie pracownicy wielu firm, bojąc się, że stracą pracę, bo ich zakład stoi na skraju upadku, dusi ich drogi kredyt (36-procentowy) i nie ma zbytu na ich produkcję. Wiele firm sprywatyzowano, a wcześniej rozkradano. To był trudny czas. Oni liczyli na mnie, a nie wszystko, co mogłem zaproponować, było skuteczne – wspomina bohater pierwszych wolnych wyborów do Senatu RP.

Przypomnieniem nieco siermiężnego marketingu politycznego ówczesnych czasów stała się wystawa plakatów i haseł wyborczych z czerwca 1989 roku, która pojawiła się na głównym deptaku Legnicy. Przechodnie mogli odświeżyć sobie pamięć albo w ogóle dowiedzieć się, czym kusili wyborców kandydaci sprzed 30 lat, np. przekonywali, że „Senator nie musi być siwy i z długą brodą”. Inny kandydat przekonywał, że jest wart oddania na niego głosu, pisząc: „Jestem za awansem »Miedzi« do II ligi”. Niektóre hasła nawet dzisiaj są aktualne: „Bez czystego powietrza i wody nie można żyć”.