Garbaty Aladyn

Jędrzej Rams

|

Gość Legnicki 15/2018

publikacja 12.04.2018 00:00

Skąd się biorą na naszych okołokościelnych wydarzeniach osły, konie bądź wielbłądy?

▲	Obecność podopiecznego pana Daniela podczas Niedzieli Palmowej sprawiła dzieciom ogromną radość. ▲ Obecność podopiecznego pana Daniela podczas Niedzieli Palmowej sprawiła dzieciom ogromną radość.
Zdjęcia Jędrzej Rams /Foto Gość

Trudno sobie nawet wyobrazić, jak ogromny ból odczuwa zwierzę, którego kość kopytowa przy każdym kroku ulega miażdżeniu wskutek choroby ochwatowej. Koń z tym schorzeniem odczuwa ból porównywalny do tego, jaki czułby człowiek przebiwszy sobie stopę kilkucentymetrowym gwoździem. Jednym z miejsc, w których tak chore zwierzęta odzyskują władzę w nogach i wracają do w miarę normalnego życia, jest Grzymalin, niewielka wioska między Legnicą a Lubinem.

Tam swoją siedzibę ma Fundacja Evan. W zagrodach mieszkają konie, kuce, a także wielbłąd o odpowiednio egzotycznym imieniu – Aladyn. – Miałem raz okazję przejechać się na wielbłądzie. Zafascynowało mnie to zwierzę. Zobaczyłem, że może ono pomóc w pracy z dziećmi, bo przełamuje u nich strach – opowiada Daniel Puzdrakiewicz. – Więc jako fundacja kupiliśmy kiedyś wielbłąda, którego nikt inny nie chciał, bo był okropnie zaniedbany przez właściciela. Teraz niesie on wielką pomoc. Dobrze było to widać podczas Gali Wolontariatu, jaka odbyła się w Zespole Szkół Budowlanych w Legnicy. Wielbłąd był tam ogromną atrakcją. Bywał też na orszakach Trzech Króli, gdzie dostojnie maszerował do „Betlejem”. Niedawno inne zwierzę można było zobaczyć podczas uroczystości w parafii pw. św. Tadeusza Apostoła w Legnicy. Osiołek, podopieczny pana Daniela, maszerował obok księdza wikariusza podczas procesji, a także inscenizacji wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Fundacja wierzy, że – jak napisano w jej deklaracji – „człowiek jako ten, który jest odpowiedzialny za to, co oswoił, winien jest zwierzętom poszanowanie i zapewnienie dobrostanu, i nie może zmuszać zwierząt do pracy ponad siły”, oczywiście, przy zachowaniu zdrowego rozsądku i niepopadaniu w fanatyzm. Jej wolontariusze zawsze zachęcają do pomocy w ratowaniu chorych zwierząt i dawaniu im szansy na pomoc innym. Tak działają w Grzymalinie od wielu lat. A wszystko zaczęło się od proboszczowania w tym miejscu przed dwiema dekadami ks. Andrzeja Wojciechowskiego, znanego miłośnika koni. – Przychodziłem do niego i jeździliśmy do niepełnosprawnych dzieci. On mnie nauczył takiego patrzenia na zwierzęta, że one mogą pomóc i chętnie to robią – mówi Daniel Puzdarkiewicz. Prowadzona przez niego fundacja organizuje darmowe szkolenie z werkowania koni ochwatowych czy mających inne wady. Spędzające w Grzymalinie jesień życia zwierzęta, o ile mają dość siły, służą dzieciom w domu dziecka, a także osobom niepełnosprawnym. Możemy je zobaczyć podczas hipoterapii czy obchodów Niedzieli Palmowej.