Bóg linijka po linijce

Jędrzej Rams

|

Gość Legnicki 47/2016

publikacja 17.11.2016 00:00

W Bolesławcu odkryto wielki skarbiec Kościoła. Będzie sensacja?

Chorał powstał w Kościele i dla Kościoła. Dlatego żyje dzięki niemu i do niego prowadzi. Chorał powstał w Kościele i dla Kościoła. Dlatego żyje dzięki niemu i do niego prowadzi.
Jędrzej Rams /Foto Gość

Bolesławiec jest prawdopodobnie jedynym miastem w naszej diecezji, w którym można usłyszeć, jak śpiewali mnisi przed 1500 laty. Nie chodzi tylko o wykonywanie chorału gregoriańskiego, ale robienie tego w formie sprzed wielu, wielu wieków. Takie liturgiczne i muzyczne rarytasy stają się rzeczywistością za sprawą grupy pasjonatów, których zafascynował śpiew gregoriański. Przed rokiem powstała Schola Gregoriana Boleslaviensis. Jak deklarują jej członkowie, śpiewać może każdy. Dlatego gdy spotykamy się w czwartkowy wieczór w salkach parafii pw. św. Cyryla i Metodego, są bardzo otwarci, a przy tym mają nadzieję na zrozumienie dla ich niecodziennej miłości.

Najstarszy śpiew Kościoła

Bo chorał kojarzony jest z czymś usuniętym z przestrzeni dzisiejszej liturgii. – A przecież nawet dokumenty Soboru Watykańskiego II, a w szczególności „Sacrosanctum concilium”, czyli Konstytucja o liturgii świętej, wskazują, że chorał i jego tradycja są właściwe i uprzywilejowane dla Kościoła – mówi Damian Zazula. Opiekunem scholi jest ks. Łukasz Kutrowski, który podkreśla, że śpiew gregoriański jak żaden inny rodzaj muzyki jest wpisany w naturę Kościoła. Nie istnieje bowiem bez liturgii. – Nie jest zatem jakimś dodatkiem czy – jak mówią niektórzy – „oprawą muzyczną”, lecz integralną częścią liturgii; w jakimś sensie nawet samą liturgią. Jest więc rzeczywistością świętą, płaszczyzną, znakiem, poprzez który następuje komunikacja między Bogiem a człowiekiem. Poza tym to najstarszy śpiew Kościoła. Jest on nieodłącznie związany ze świętymi tekstami – z tekstami samej liturgii, stąd zwany jest śpiewem liturgicznym. Wyraża naturę Kościoła, jest zatem tak ważny, choć dziś nieco zapomniany – tłumaczy kapłan.

Nie śpiewamy dla siebie

Dlatego raz w tygodniu w salkach parafii pw. Świętych Cyryla i Metodego kilku mężczyzn nuta po nucie, linijka po linijce odkrywa Boga. Tak bowiem sami mówią o drodze w odkrywaniu Kościoła i Boga w śpiewie chorałem gregoriańskim. – Ja pod wpływem poznawania starej, przedsoborowej liturgii, zacząłem głębiej rozumieć i przeżywać tę nową. Nie jesteśmy żadną wspólnotą na krawędzi, obrzeżach Kościoła, nie chodzimy na żadne Msze sedewakantystów. Dlatego śpiewamy też na Mszach św. w naszej parafii. Nie śpiewamy dla siebie. To nie są koncerty. To część liturgii i chcemy ją dla innych wzbogacać – tłumaczy Michał Chudzik. Msze św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, zwane trydenckimi czy „tyłem do ludu” albo nawet „po staremu”, są coraz popularniejsze. Nie chodzi jednak nigdy o umniejszanie wartości liturgii posoborowej. – To prawda, że odkryłem ten śpiew właśnie na trydenckich Mszach św. we Wrocławiu w kościele na Piasku, ale dzięki temu zainteresowałem się bardziej dzisiejszą liturgią – mówi Michał Chudzik.

Przyjdźcie dla zbawienia

– Im głębiej wchodziłem w odkrywanie autentycznej muzyki, tym bardziej odkrywałem jej prawdę. Od śpiewu z towarzyszeniem gitary, kanonów Taizé, polifonii renesansowych i barokowych aż po chorał. Pamiętam, czytałem wywiad z pewnym człowiekiem, który został poproszony o zaśpiewanie jakiejś pieśni. Odpowiedział, że już takich utworów nie śpiewa. Odkrył, że innych pieśni niż tych dla Pana Boga nie warto wykonywać. Utkwiło mi to bardzo w pamięci. A im bardziej odkrywałem chorał, tym bardziej byłem zachwycony, ile bogactwa ma skarbiec Kościoła – daje świadectwo Damian Zazula. Właśnie tacy amatorzy tworzą dzisiaj bolesławiecką scholę, z której diecezja może być dumna. – Schole gregoriańskie są mało popularne, pewnie dlatego, że być może wielu ludzi obawia się za to zabrać. Najważniejsze w śpiewie gregoriańskim jest nie tyle posiadanie wiedzy muzycznej – choć też nie jest ona bez znaczenia – co pragnienie osiągnięcia świętości w ten właśnie sposób. Do scholi tej należą przecież amatorzy, którzy często nie znając nut, po prostu śpiewają. A dlaczego? Ponieważ tym żyją – mówi ks. Łukasz Kutrowski, muzyk, ale przede wszystkim duszpasterz. – Dlatego zapraszamy do siebie. Przyjdźcie. Dla zbawienia...