Niech im szumią knieje

Roman Tomczak

|

Gość Legnicki 06/2014

publikacja 06.02.2014 00:00

Alfred Janicki  chce, żeby pamięć o zamordowanych księżach  była tak długowieczna  i silna jak dęby, które  planuje zasadzić Alfred Janicki chce, żeby pamięć o zamordowanych księżach była tak długowieczna i silna jak dęby, które planuje zasadzić
Roman Tomczak /GN

Nikt się o nich do tej pory nie upomina. Nawet Kościół jakby już zapomniał o Bożych sługach z Kresów – mówi w zamyśleniu Alfred Janicki, urodzony w Ruzdwianach pod Trembowlą. Po wojnie wraz z rodziną osiadł najpierw na Opolszczyźnie, by w końcu trafić do Węglińca. Alfred Janicki chce nadrobić to zaniedbanie, bo Kresy to jego ukochana, a później utracona ojczyzna. Mówi, że tak samo kochali Kresy księża katoliccy, którzy za krzewienie polskości zapłacili najwyższą cenę. – Szacuje się, że w latach 1939–1947 z rąk banderowców, czyli żołnierzy nacjonalistycznej Ukraińskiej Powstańczej Armii dowodzonej przez Stefana Banderę, zginęło kilkuset księży, zakonnic i kleryków. Ja mam udokumentowanych prawie 180 nazwisk. W dalszych poszukiwaniach pomagają mi m.in. IPN, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski i Stowarzyszenie Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów. Tym, których znajdę, chcę postawić niezwykły pomnik, bo to byli niezwykli ludzie. Każdej ofierze zasadzimy drzewo. Pod nim znajdzie się kamień z imieniem, nazwiskiem, miejscowością, datą urodzin i śmierci – planuje Alfred Janicki. – To będzie las, który szumiąc, nie pozwoli już nigdy zapomnieć o naszych kapłanach zamęczonych na Kresach.

Wszyscyśmy Kresowiacy!

Aby jednak taki pomnik powstał, potrzebnych jest kilka rzeczy. Przede wszystkim ziemia, gdzie można by posadzić drzewa. Następnie sadzonki. Później kamienie, na których ktoś musi wyryć napisy. No i na koniec – ktoś, kto te drzewa posadzi. 180, może 200 drzew – to nie przelewki. Ile na to trzeba pieniędzy? – Nic! – odpowiada krótko Alfred Janicki. – Zupełnie nic. Trzeba wziąć pod uwagę, że my tu, w Węglińcu, Czerwonej Wodzie czy Starym Węglińcu, wszyscyśmy są z Kresów. Dlatego jak tylko powiedziałem o tym moim pomyśle, ludzie mówili: „Ja ci pomogę!”. Tak było z burmistrzem Andrzejem Kutrowskim, który obiecał wystarać się o działkę, właściciele różnych firm zadeklarowali sadzonki, kamień i kamieniarza. Nawet ogrodzenie tego lasu-pomnika będzie gratis. A kto posadzi drzewa? Myślę, że potomków tych, którzy tu przyjechali z Kresów, nie będę musiał długo namawiać. Sam tylko Węgliniec to w jednej trzeciej przedwojenna Draganówka w  województwie tarnopolskim; Czerwona Woda – Draganówka i Słobudka Janowska, a Stary Węgliniec to Kochawina, ze swoim cudownym obrazem Maryi, obecnie znajdującym się w sanktuarium Matki Bożej Kochawińskiej w Gliwicach. Mieszkańcom Świrza pod Lwowem udało się zabrać w drogę znaczną część wyposażenia miejscowego kościoła. Po zakończeniu ich exodusu i osiedleniu się w Gierałtowie te skarby pozostały w kościele pw. św. Antoniego. Matka Boża Świrska, której obraz wisi w głównym ołtarzu świątyni, to ta sama, przed która odprawiał Msze święte ks. Stanisław Kwiatkowski, proboszcz w Świrzu. W 1943 roku powracającego z pogrzebu proboszcza otoczyli banderowcy – wyjaśnia Alfred Janicki. A ks. Edward Franczak, były proboszcz w Gierałtowie, dodaje: – Księdza Kwiatkowskiego ochraniało dwóch Polaków. Banderowcy od razu ich zastrzelili. Proboszcza obdarli z ubrania i na mrozie, trzymającego różaniec w ręku, popędzili w siną dal. Od tej pory słuch o nim zaginął.

Śmierć przyszła do kościoła

„Ks. Józef Aleksandrowicz, proboszcz w Zabłotcach na Wołyniu – zamordowany podczas sprawowania porannej Mszy św.”. „Ks. Karol Baran z Korytnicy – uprowadzony do lasu, przerżnięty piłą w korycie, pomiędzy dwiema deskami”. „Wyciągnięty z plebanii, wrzucony do studni i przysypany kamieniami i ziemią”. Krótki opis, daty śmierci, czasami brak daty… Nazwisk na liście jest prawie 180. Pan Alfred ma je posegregowane województwami: wołyńskie, lwowskie, stanisławowskie, tarnopolskie, poleskie, a nawet lubelskie. Wśród zamordowanych księży i zakonnic są też ofiary współpracy ukraińsko-niemieckiej i późniejszej, ukraińsko-sowieckiej. – Wielu z nich mogłoby uniknąć śmierci. Wystarczyło, żeby wyrzekli się wiary i polskości. Część z księży zginęła, walcząc z bronią w ręku przeciwko banderowcom. Większość jednak poniosła śmierć w kościołach, do końca stojąc przy swoim ludzie. Dlatego są godni upamiętnienia. Ten pomnik im się należy – uważa Alfred Janicki.

Zostaję przy swoim

To może się panu Alfredowi udać. Nie tylko dlatego, że plan jest gruntownie przemyślany i ma poparcie lokalnych środowisk i miejscowego proboszcza. Także dlatego, że Janicki ma doświadczenie w tego typu inicjatywach. Minimuzeum Polaków wypędzonych z Kresów, pomnik z krzyżem papieskim w Węglińcu, tablica pomordowanym, która stanęła w Czerwonej Wodzie, czy obelisk z tablicą w Ruszowie – to tylko kilka z inicjatyw, które udało mu się zorganizować. Teraz idea żywego pomnika dla księży pomordowanych i zamęczonych na Kresach II Rzeczypospolitej powoli nabiera rumieńców. Na kanwie pomysłu Alfreda Janickiego pojawiły się nawet projekty, aby działkę z drzewami pamięci zamienić na szpaler drzew towarzyszący drodze krzyżowej, którą wraz z niemieckim partnerem planuje wykonać gmina. Choć taka idea pojedna- nia poprzez modlitwę podoba się Janickiemu, to obstaje on przy swoim pomyśle. – Taki las przetrwa całe wieki, przeżyje każ- dy pomnik z kamienia i spiżu – mówi i dodaje: – Mam już nawet hasło dla tego projektu: „Niech polskie knieje szumią ku ich pamięci”.

Leśnym tropem

Osoby i środowiska zaangażowane w tę inicjatywę mnożą wysiłki, by jak najszybciej doprowadzić ją do końca. Za ich przykładem pójdą niedługo leśnicy ze Świętoszowa. Chcą upamiętnić swoich starszych kolegów, których zamordowano na terenie Małopolski Wschodniej w latach 1939–49. Ruchowi przewodniczy nadleśniczy z Sanoka, w Świętoszowie – nadleśniczy Wojciech Moskaluk. – Na razie zbieramy informacje i kompletujemy wszelkie dane na ten temat. Jak tylko będziemy gotowi, chcemy w odpowiednio wybranym miejscu posadzić las z drzew upamiętniających każde nazwisko – mówi nadleśniczy Moskaluk. Ten las będzie dużo większy od kresowiackiego i może objąć nawet 900 nazwisk. W badanym okresie tylko z rąk band UPA zginęło 364 leśników polskich. Ich koledzy są gotowi własnymi rękoma posadzić wszystkie drzewa.

To zapomniana sprawa

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski – Popieram inicjatywę Alfreda Janickiego. Podczas ludobójstwa na Kresach w latach 1939–1947 zginęło wielu tamtejszych księży i kleryków, wiele zakonnic. W większości byli wyciągani z kościołów, nierzadko podczas pogrzebów, chrztów. Byli mordowani często w bestialski sposób. To sprawa zapomniana zarówno przez polityków i samorządowców, jak i samo środowisko Kościoła. Pomysł pana Janickiego, by posadzić drzewa ofiarom ukraińskiego nacjonalizmu, to jedyna taka inicjatywa w Polsce. Wielokrotnie byłem uczestnikiem uroczystości poświęcenia tablic z nazwiskami pomordowanych duchownych, ale najczęściej były to inicjatywy lokalne, kiedy jedna wieś upamiętniała swojego proboszcza lub zakonników z Kresów. Jedno jest tylko wspólne w obu tych przypadkach – za każdym razem są to inicjatywy oddolne. W Węglińcu drzewa, ten żywy pomnik, będą upamiętniały wszystkich pomordowanych księży z Kresów, bez względu na miejsce sprawowania przez nich posługi. Po inicjatywach sadzenia dębów papieskich i dębów smoleńskich to kolejny dobry, godny naśladowania pomysł.