Pokażę ci, że potrafisz

Roman Tomczak

|

Gość Legnicki 14/2013

publikacja 04.04.2013 00:00

Społeczeństwo. – Bariery to ludzki wymysł, a nie rzeczywisty problem – mówi Łukasz Krasoń. Choć choruje na zanik mięśni, chce okrążyć Polskę na rowerze. I przekonać innych, że mogą pokonywać swoje ograniczenia.

 Trasę pokonają wspólnie, tak jak to wymyślili w Barcelonie. Celem będzie przekonywanie innych do działania Trasę pokonają wspólnie, tak jak to wymyślili w Barcelonie. Celem będzie przekonywanie innych do działania
www.wstanijedz.pl

Łukasz, jego żona Gosia i jeszcze kilku znajomych stworzą konwój rowerowy, który – poczynając od czerwca – odwiedzi 14 miejscowości w Polsce. W każdej Łukasz da dwugodzinny show, w którym udowodni, że pokonywanie barier, niezależnie od tego, jakie one są, jest możliwe. On sam jest najlepszym przykładem tego, że nawet nie w pełni sprawny może poradzić sobie w codziennych trudnościach. Cała szóstka ma do przejechania ponad 2200 km. Wyruszą z Wrocławia 8 czerwca. Później będą pokonywać ok. 100 kilometrów dziennie. Całe to wydarzenie ma śledzić kamera internetowa na stronie www.wstanijedz.pl.

Miejsce na scenie

Łukasz Krasoń ma 25 lat. Od siódmego roku życia choruje na zanik mięśni. W ubiegłym roku razem ze swoją dziewczyną Gosią wyjechał na kilkanaście miesięcy do Barcelony. – Szukaliśmy miejsca bez barier – tłumaczy. – Wcześniej codziennie napotykałem problemy z poruszaniem się, z korzystaniem z najprostszych udogodnień dostępnych zdrowym ludziom. Chciałem to zmienić i dlatego wybraliśmy się do Hiszpanii – mówi. Tam rzeczywiście łatwiej było żyć, a jedynym chyba zgrzytem okazała się... miejska karta rowerowa Gosi. – Kiedy ona wyjeżdżała rowerem na miasto, ja nie mogłem jej towarzyszyć. Postanowiliśmy wtedy, że kiedyś wspólnie pojedziemy na rowerach – mówi Łukasz. Wtedy jeszcze zupełnie nie wiedzieli, jak i kiedy to zrobią. W Hiszpanii oboje zapisali się na kilkudniowe szkolenie z motywacji. Nie miało nic wspólnego ani z niepełnosprawnością, ani z kierunkowym wykształceniem Łukasza (jest grafikiem komputerowym), jednak przyniosło obojgu coś, czego się nie spodziewali. – Na scenę przed tysięczną publiczność wyszedł człowiek, który bez trudu oczarował zebranych, łącznie ze mną – opowiada Łukasz. – Pomyślałem wtedy: „Ja też chcę tak stać na scenie i motywować ludzi. To moje powołanie”. Jednak po hiszpańsku było to mało możliwe. Wkrótce razem z Gosią postanowiliśmy, że wracamy do Polski.

Lider na trójkołowcu

– Już wtedy wiedziałem, że chcę pomagać. Komu? Wszystkim, którzy sądzą, że nie mogą czegoś zrobić, którzy nie mają motywacji, uważają, że świat ich przerasta. Zdrowym i niepełnosprawnym – opowiada dziś Łukasz. Minęła jesień. Po niej przyszedł grudzień – Łukasz i Gosia pobrali się. Ich pomysł na życie przyszedł z połączenia tamtej obietnicy wspólnych przejażdżek rowerem i nowej pasji Łukasza – przemawiania do ludzi. Zaczęli do swojego planu przekonywać znajomych. Przy ich pomocy i zaangażowaniu plan rowerowej eskapady zaczął wypełniać się szczegółowymi ustaleniami. Wkrótce nazwali go Ogólnopolskim Konwojem Rowerowym „Wstań i Jedź”. Stworzyli go, aby – jak sami mówią –„inspirować ludzi do spełniania swoich marzeń”. – To ma być seria otwartych spotkań o charakterze motywacyjnym – wyjaśnia Łukasz.

W każde z zaplanowanych miejsc w Polsce dojadą na rowerach w piątkę: Łukasz, Gosia i trójka ich znajomych. Szósta osoba będzie im cały czas towarzyszyła w samochodzie, jako zaplecze techniczne i obsługa przedsięwzięcia. Razem utworzą drużynę rowerową. Łukasz i Gosia będą otwierali konwój na specjalnej konstrukcji trójkołowcu. Z przodu miejsce na fotelu zajmie Łukasz. Gosia siądzie za nim i siłą swoich nóg będzie poruszać cały pojazd. Cel jest ambitny i wymagający. Nie tylko fizycznie. – Mam zamiar zmotywować ludzi do działania. Pokazać im, że bariery często nie są czymś realnym, ale tkwią w ich umysłach. Mam nadzieję, że jeśli będzie im to udowadniać osoba niepełnosprawna, która przyjechała do nich na rowerze, łatwiej będzie im dostrzec, jaki potencjał tkwi w nich samych. Że nawet jeśli przydarzyło im się w życiu nieszczęście, to nie mają szukać winnych, tylko... wstać i jechać. Tak jak ja.

Lubię takich ludzi

Wymyślając swoją motywacyjną wędrówkę po polskich miastach, ani Łukasz, ani Gosia nie mieli żadnego doświadczenia w planowaniu takich podróży. Skąd mieli wiedzieć, jakiego sprzętu szukać, co im będzie potrzebne w drodze i ile kilometrów dziennie dadzą radę pokonać? Postanowili, że najrozsądniej będzie zapytać fachowców. W internecie znaleźli stronę Dolnośląskiego Towarzystwa Cyklistów. Spośród podanych tam numerów telefonów odpowiadał tylko jeden. – Zadzwonili, mówiąc, że potrzebują fachowej pomocy w zorganizowaniu rowerowej podróży. Umówiliśmy się pod wrocławskim zarządem kolei. Tam pracuję – opowiada Adam Zarzycki, mieszkaniec Gwizdanowa, aktywny członek Akcji Katolickiej Diecezji Legnickiej. – Opowiedzieli mi o swoim pomyśle. Spodobał mi się. Takie przedsięwzięcie nawet dla zdrowych ludzi może być trudne, jeśli nie niemożliwe. To jest przecież prawie 2,2 tys. kilometrów! Ale nie dla nich. Od razu mi się to spodobało, bo ja sam jestem taki. Wiele podróżowałem, zwiedziłem Europę od Portugalii do Grecji. Pomysłów mi nie brakuje. Jak przychodzę z nimi do mojego proboszcza, to on na wszelki wypadek najpierw siada – śmieje się Adam Zarzycki. – Myślę, że już podczas pierwszego spotkania z Łukaszem i Gosią pomogłem im więcej, niż się spodziewali. Adam Zarzycki ma samochód z – jak na kolarza przystało – specjalnym bagażnikiem na rowery. Poza tym niezbędne doświadczenie podróżnika i mnóstwo zapału, żeby pomóc konwojowi. – Miałem propozycję, żeby tego lata pożeglować po Bałtyku. Myślałem także o pielgrzymce rowerowej do Wilna albo na Mazury, tylko z żoną Anią. I wtedy w moim życiu pojawił się Łukasz ze swoim pomysłem. Wezmę urlop i zostanę jego kwatermistrzem.

Dorzuć się groszem

Uczestnicy wyprawy mają policzone nie tylko kilometry do przejechania, ale także koszty całego przedsięwzięcia. Przez cały czas przygotowań ich akcję można wesprzeć poprzez portal www.polakpotrafi.pl. Łukasz z żoną i znajomymi poszukują także sponsorów, którzy pomogą wyprawie w znalezieniu noclegów i wyżywienia. Potrzebne jest też paliwo do samochodu. Sporo już zebrali i wiele rzeczy udało się załatwić. Brakującą kwotę mają nadzieję zebrać do końca maja. W czerwcu wielki start.