Nowy numer 49/2022 Archiwum

Papiesko-komunistyczna regulacja

Prawie bez echa mija bardzo ważna rocznica związana także z obecnym jubileuszem 30-lecia naszej diecezji.

Otóż, w 1972 r., a więc aż 27 lat od zakończenia II wojny światowej, papież Paweł VI zreorganizował strukturę administracyjną Kościoła na terenach tzw. odzyskanych. Do czasu tej decyzji Kościół na zachodniej i północnej ścianie nowej, powojennej Polski nie posiadał diecezji i biskupów diecezjalnych, a jedynie administratury. Istniało pięć administratur apostolskich w diecezjach warmińskiej i gdańskiej, na Ziemiach Zachodnich – w Gorzowie, dla Śląska Opolskiego i dla Dolnego Śląska z siedzibą we Wrocławiu. Na Dolnym Śląsku administratorem był ks. Karol Milik, a później bp Bolesław Kominek.

Dlaczego przez tyle lat Stolica Apostolska nie tworzyła pełnoprawnych diecezji? – Było to związane przede wszystkim z brakiem układów pokojowych między PRL a Niemcami Zachodnimi. Przesunięcie granic na zachód wynikało z ustaleń pomiędzy aliantami zawartych w Teheranie, Jałcie i Poczdamie. Ale to nie był układ pokojowy. Dlatego sytuacja na Odrze i Nysie nadal była nieuregulowana. Dopiero zmiana władzy w RFN i układ graniczny z PRL z 1970 r. niejako rozwiązały ręce Stolicy Apostolskiej – mówi ks. dr Adam Szpotański, specjalista oddziałowego Biura Badań Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej z Wrocławia.

Przez cały powojenny okres aż do lat 70. władze komunistyczne wykorzystywały ten fakt do atakowania Kościoła. Głównym zarzutem było tworzenie narracji, że w Watykanie znajduje się „ukryta opcja niemiecka”, która robi wszystko, by nie regulować sytuacji administracyjnej. Dzięki temu Kościół miał sprzyjać zachodnim Niemcom, podtrzymując nadzieję, że oni tu jeszcze wrócą. Paradoksalnie władze PRL zmagały się z podobną narracją wśród polskich mieszkańców Dolnego Śląska, którzy pobyt w tym miejscu także uważali za przejściowy, marząc o powrocie za Bug.

– W dokumentach IPN znajdują się materiały, które pokazują, że wywiad PRL na przełomie lat 60. i 70. XX w. prowadził rozpoznanie w Watykanie, które miało obliczyć, jak szeroka jest „opcja niemiecka”. Kiedy wyszło im, że jest to rzekomo stosunkowo liczna grupa, podjęto decyzję o liberalizacji obostrzeń wobec księży pragnących studiować w Rzymie. W ten sposób chciano zmienić strukturę obcokrajowców w Watykanie. Paradoksalnie wywiad mniej na tym skorzystał niż sam Kościół w Polsce. Z drugiej strony komuniści otworzyli się na kontakty dyplomatyczne z Watykanem i w ramach rozmów podjęto temat uregulowania statusu administracji na Ziemiach Odzyskanych. Im też zależało na wykazaniu światu, że nawet Rzym uznaje te ziemie za bezsprzecznie i nieodwołalnie polskie. Dlatego decyzja Pawła VI zadowalała każdego – mówi ks. Szpotański.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy